niedziela, 4 grudnia 2016

Łan Cafe - łąki nowohuckie

Nie było mnie tu bardzo dawno, no ale jestem usprawiedliwiona gdyż pochłonęło mnie życie :D Ale ciasta w Łan Cafe są tak dobre, że aż warto wrócić z blogowego wygnania. Są dokładnie w moim stylu, dokładnie tak niesłodkie jak lubię i sama piekę. A że ostatnio rzadko piekę, rzadziej niż bywam na Placu Centralnym, to kilka razy już trafiłam do Łan Cafe. 

Miejsce całkowicie niepozorne. Osiedle Centrum E, blok 25, ten pierwszy od NCK-u, kawiarnia to malutka dziupla w rogu, od strony Łąk. Cztery malutkie stoliki w środku, stolików na zewnątrz więcej, stały długo, a pod podcieniem chyba nadal coś stoi. Miejsce do siedzenia fantastyczne, bo z dala od ulicy, z jednej strony Łąki, a z drugiej też łąka, ta pomiędzy NCK-iem a Centrum E. 

W menu nie ma byle czego. Ciasta domowe, robione przez właścicielkę to dokładnie takie ciasta jakie zrobiłabym sama. Myślę, że jakbym kupiła na święta to nikt by się nie zorientował, że to nie domowa produkcja, poza tym że mnie się zdarza coś schrzanić, a tu wszystko piękne ;) Także smaki zdecydowanie moje w związku z czym mogłabym jeść codziennie
Kawiarnia nie posiada w menu herbaty torebkowej, co też jest super plusem (choć powinno być standardem u wszystkich), ale że nie jest, to tym lepiej dla Łan Cafe. Kawa, czekolada, wszystko robione od podstaw, żadnych proszków. Piwa - tylko rzemieślnicze, o ile mogłam się zorientować, grzaniec robiony osobiście z prawdziwego wina i piwa. 

Uff co za ulga, iść gdzieś i wiedzieć, że dostanie się prawdziwe jedzenie i picie, lepsze niż w domu. Atmosfera przyjazna, super widoki, brak samochodowych oparów.

Czy można chcieć czegoś więcej? No w sumie, jedną rzecz. Ze względu na wielkość, w kawiarni brak toalety dla gości. Jest to pewna uciążliwość w miejscu gdzie podaje się napoje, a w szczególności piwo. Przez to do Łan Cafe wpadamy w przelocie, choć chciałoby się posiedzieć cały dzień.

Można też inaczej: zamówić w Łanie ciasto i kawę (herbatę, inny napój) na wynos i potuptać na Łąki, tam przysiąść na ławeczce i wciągnąć. Oczywiście zabierając potem kubeczek i pudełko ze sobą w celu wrzucenia do kosza.

Ogromnie się cieszę, że Huta ożywa. Z dumą pokazuję tę moją okolicę. Ścieżki między blokami, takie jakie na Bronowicach nazywają się Parkiem (patrz: Młynówka Królewska - niczego jej nie ujmując). No i w końcu super miejsca, gdzie można zjeść i wypić w kulturalnej atmosferze. Jest pięknie.