piątek, 30 grudnia 2011

Pierś z indyka na parze

Diety ciąg dalszy, a więc i przymusowego przestawienia się na gotowanie lekkie i bez tłuszczu. Na szczęście jakiś przedsiębiorczy człowiek - google poucza, że Chińczyk - wymyślił gotowanie na parze. I chwała mu za to. Wprawdzie garnek do gotowania na parze to straszliwy klonkier, zajmuje masę miejsca i jest zabawa z układaniem jeden na drugim, gotowaniem wody do spodniego garnka i tak dalej, to jedzonko wychodzi szybko, smacznie i nie trzeba go pilnować. No i kolejna kwestia, że gotuje się wszystko zusammen do kupy, a wygląda całkiem jak gotowane oddzielnie. Więc może i ten upiorny wygląd trzypiętrowego gara jakoś się usprawiedliwia tym, że w innym wypadku byłyby to trzy gary. Niestety wynikł mały problem ze zdjęciami, w postaci niezrobienia ich przed jedzeniem (no ale obiadek w miłym towarzystwie jakoś to wynagradza, przynajmniej mnie ;)), a teraz to już nie bardzo jest co fotografować. Grunt, że mimo dietetycznego charakteru potrawy, mężczyzna zjadł i nawet wziął dokładkę. Stąd wniosek prosty, że dietetyczne nie musi być wstrętne. Choć jak na warunki dietetyczne trochę za mocno dopieprzyłam ziemniaki, ale to już szczegół, można dopieprzyć mniej, lub w ogóle.

Składniki:
Pierś z indyka
ziemniaki
małe marchewki
przyprawa suszone pomidory z bazylią i czosnkiem (Kamis Specialite) lub powyższe elementy dodawane oddzielnie (dla diety czosnek granulowany i nie za dużo, wedle osobistej tolerancji)
bazylia suszona
niecała łyżka miodu
sól, pieprz cytrynowy, zioła prowansalskie

+ garnek do gotowania na parze (lub płaskie sitko ułożone na garnku z wodą)

Sposób przygotowania:
Pierś z indyka pokroić na kotleciki. Ja ich już nie rozbijałam. Posolić i obsypać przyprawą suszone pomidory (u mnie było to ok. łyżeczki, bo tyle mi zostało), lub jej elementami w razie braku przyprawy, dodać miód. Odstawić do przegryzienia (tego nie zrobiłam, czasu nie było - stało tyle, żeby w sam raz zjeść zupę i zagotować wodę w garnku do parowania). Ziemniaki obrać i obsypać solą, pieprzem cytrynowym (dietowcy powinni uważać z tą przyprawą) i ziołami prowansalskimi. Zagotować wodę w garnku do parowania, na piętrach z dziurkami ułożyć folię aluminiową (lub przynajmniej na tym gdzie mięso) i ułożyć składniki. U mnie porcja na dwie osoby robiła się na obu piętrach, na jednym mięso, na drugim ziemniaki i marchewka. Niestety nie wiem ile się gotowało, bo byłam zajęta rozmową ;) trzeba sprawdzać, jak ziemniaki są miękkie, to znaczy że całość jest gotowa.

A oto ile zostało z dietetycznego dania:
Planuję wykorzystać tą lichą pozostałość robiąc do niej omlet na parze z koperkiem. Dietowców przestrzegam, że z jajkiem trzeba sobie poczynać ostrożnie. Jeśli problemom wątrobowym towarzyszą problemy z woreczkiem żółciowym to nie wolno jeść żółtka, pozostali dietowcy mogą jajko z żółtkiem jeść max. 3x w tygodniu. Białko bez ograniczeń, jak ktoś lubi omlet z samego białka.

A oto i dowód wykorzystania resztki obiadu do omleta. Omlet przyrządzony na parze w garnku do rozpuszczania czekolady w  kąpieli wodnej (kiepski pomysł - lepiej zrobić to w jakimś szerszym rondlu umieszczonym na garnku z wodą, będzie szybciej). Omlet z dwóch jajek roztrzepany z mlekiem z dodatkiem soli i koperku. Z dodatkami można szaleć, byle pamiętać o długości gotowania poszczególnych składników. Jeśli coś gotuje się dłużej niż jajka, lepiej podgotować wcześniej lub wcześniej wrzucić do naczynia do parowania.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Karp na parze z koperkiem czyli święta z dietą

Tak jak wspominałam, jestem na dość rygorystycznej diecie (choćbym chciała nie mogę przeciw niej grzeszyć bo zaraz organizm się buntuje) i w związku z tym większość tradycyjnych wigilijnych potraw jest mi całkowicie niedostępna. Ale, że moja rodzina to sami zapaleni kucharze, to nie może być tak, aby biedne chore dziecko miało głodować w Wigilię  patrzyć się jak inni się objadają. Mama postanowiła więc przygotować specjalne danie, które mogłam jeść w czasie gdy pozostali zażerali się smażonym karpiem, którego oczywiście mnie jeść nie wolno. Rybka okazała się na tyle dobra, że chętnie będziemy ją dalej przygotowywać.

Rada dla osób będących na diecie wątrobowej - jeśli nie macie zaufanego dostawcy karpia, który wybierze Wam rybę młodą i bez tłuszczu (to bardzo trudne przy hodowlanych karpiach) to lepiej wybierzcie inną rybę, mniej tłustą.

Składniki:
dzwonka chudego karpia (lub innej nietłustej ryby)
cytryna
koperek
sól

Sposób przygotowania:
Kilka godzin wcześniej lub nawet całą noc wcześniej karpia posolić, polać cytryną i posypać koperkiem. Zostawić do zamarynowania (najlepiej na całą noc). Rybę ułożyć w garnku do gotowania na parze (lub na upartego na sitku ułożonym na garnku z wodą), przykryć i ugotować. Aby nie tracić sosu z ryby, górne warstwy garnka (te z dziurkami) można pokryć folią aluminiową i dopiero na niej kłaść rybę, para się przedostanie, a sos nie ucieknie. Na koniec można jeszcze całość posypać świeżym koperkiem (tak, żeby nie ugotował się i nie stracił koloru).
Proste i pyszne. Ja podałam z domową chałką z tego przepisu, ale pasuje też z ziemniakami z wody lub pieczonymi bez tłuszczu lub z ryżem. U mnie w domu rybę zwykle je się z chlebem, stąd co do innych opcji nie mam szczególnych doświadczeń.

Barszcz wigilijny

U nas w domu niepodzielnie w Boże Narodzenie króluje barszcz. Nie jemy żadnych innych zup, a sam barszcz przygotowujemy w ilości dla pułku wojska, co mnie osobiście absolutnie nie przeszkadza, bo barszcz bardzo lubię. Niestety ze względu na dietę uszka były mi tego roku niedostępne (podobnie jak większość wigilijnych potraw), ale czysty barszcz to też rarytas nie do pogardzenia. Niektórym nie bardzo odpowiadała też wersja łagodna poczyniona właśnie z uwagi na dietę, ale wiadomo, że znacznie łatwiej danie na talerzu dopieprzyć niż odpieprzyć ;)
Uwaga! Proporcje są podawane na oko, w dodatku z przyzwyczajeniem do robienia barszczu w 8 litrowym garze, ale postaram się jakoś to naprawić ;)

Składniki:
Na wywar: duża marchewka, pietruszka, cebula
Na wywar grzybowy: duża garść suszonych grzybów, namoczonych przez noc i ugotowanych (ta ilość wchodzi na 8 litrów barszczu, stąd do mniejszego barszczu zalecam mniej)
Ponad połowa garnka pokrojonych buraków
Kwasek cytrynowy
Barszcz kiszony (u nas min. 1,5 litra - na 8 litrów barszczu)
Łyżka masła
sól, pieprz i czosnek

Sposób przygotowania:
Ugotować wywar z marchewki, pietruszki i cebuli, dodać buraki i gotować do ich miękkości. Dodać kwasek cytrynowy (u nas dla wielkiego gara jest to spora czubata łyżeczka). Buraki, przynajmniej w większości wyłowić z barszczu. Dodać łyżkę masła, chwilkę pogotować i dodać wywar grzybowy (uprzednio ugotowany), znów chwilkę pogotować i dodać barszcz kiszony - u nas to min. 3 butelki półlitrowe na wielki gar. Po dodaniu barszczu kiszonego już nie wolno zagotować barszczu, może być tylko podgrzewany - zagotowany straci kolor! Barszcz doprawiamy 3 ząbkami czosnku, solą (ok. łyżki w naszych proporcjach) i pieprzem do smaku. Jeśli barszcz jest zbyt mało esencjonalny, można dolać trochę koncentratu barszczu - czasem dodajemy tak z pół buteleczki Krakusa. Można też w ramach odchudzania postnego barszczu nie dodawać tej łyżki masła, aczkolwiek z przyczyn zdrowotnych (karoten rozpuszcza się w tłuszczach) może warto symboliczną ilość masła dodać.
Swoją drogą, jako przepis tradycyjny, przygotowany w domu od lat, został mi podany przez rodziców (podrzucających kolejne elementy jedno przez drugie) w najbardziej chyba chaotyczny ze sposobów, więc nie wykluczam jakichś drobnych zmian w przepisie ;)

Rada dla diet wątrobowej: starać się wyłowić barszcz bez tłuszczu, doprawić także delikatnie i nie dodawać uszek. Gotowane ziemniaki są zgodne z dietą, można też, jak ja, pić barszcz czysty.

niedziela, 25 grudnia 2011

Dieta wątrobowa - mononukleoza

Na blogu powstaje nowy nowy dział (a i do starszych przepisów zjawiają się już modyfikacje) z przepisami pod kątem diety wątrobowej zalecanej w przebiegu mononukleozy zakaźnej. Przyczyn tego stanu rzeczy są jasne, po pierwsze wirus mnie dopadł, a po drugie w internecie jak dotąd nie udało mi się znaleźć żadnych przepisów pod kątem tej diety. Na to co podawano w szpitalu lepiej spuścić zasłonę milczenia (mało, że wstrętne, to wcale nie takie znowu zgodne z zaleceniami diety, które dostałam od lekarza). Stąd widzę zapotrzebowanie na tego typu przepisy u mnie. Mam nadzieję, że pomogę, a przy okazji będę pierwszym testerem.

Choroba:

źródło http://www.2future.pl/web/sw/future-cms/web




                   

Mononukleozę
/images/produkty2f/mikroby/mononukleoza.jpg
   
wywołuje wirus Epsteina-Barr (EBV), przenosi się głównie przez ślinę, ale także kropelkowo, więc niestety można to złapać tak jak i grypę. Na szczęście wiele osób nabywa odporność bezobjawowo poprzez kontakt z wirusem w dzieciństwie. Najczęściej chorują dzieci, nastolatkowie i młodzi dorośli (dzieci w okresie pakowania do buzi wszystkiego bez wyjątku, nastolatkowie w okresie poznawania uroków pierwszych pocałunków ;) oraz ci co mieli pecha i zarazili się jak przeziębieniem - w końcu co za przyjemność ;). W związku z przenoszeniem choroby przez ślinę nazywana jest chorobą pocałunków. Działa wszechstronnie na cały układ chłonny organizmu, to jest na węzły w całym ciele, upośledza pracę wątroby i śledziony, cechuje się długotrwałą wysoką gorączką. Ze względu na brak skutecznych leków przyczynowych, leczona jest objawowo oraz właśnie dietą, która może znacząco przyspieszyć regenerację organizmu. Oczywiście powyższe informacje to żadna wiedza medyczna, a tylko zlepek informacji z internetu, także nie należy się nimi sugerować.

Dieta:
Wskazania diety wątrobowej pozwalają w gruncie rzeczy na normalne jedzenie, nawet bez specjalnego odczucia diety, ponieważ jest różnorodna, bogata w warzywa i owoce, a dozwolona jest naprawdę duża ilość produktów. Z początku może nastręczać trudności ze względu na to, że trzeba nauczyć się co wolo, a czego nie, przy czym informacje w różnych źródłach znacząco się między sobą różnią. Pewnych jest kilka kwestii:
- absolutnie nie wolno korzystać z alkoholu
- nie wolno smażyć na tłuszczu oraz z tłuszczem piec, za to gotowanie, duszenie, gotowanie na parze zalecane
- mięso i ryby wyłącznie chude
- nabiał również chudy (mleko, jogurt odtłuszczony, śmietana do 10%, serki twarogowe chude)
- białka jaj, jajko w całości max. do 3 x w tygodniu i to też przygotowane bez tłuszczu (znalazłam też, że na twardo odpada)
- herbata tylko lurowata, kawa tylko zbożowa (i też lurowata)
- warzywa w dużej ilości, ale z wyłączeniem kapuścianych, cebulowych i strączkowych a także wszelkich ostrych w smaku (rzodkiewka, rzepa)
- owoce obierane, bez gruszek, czereśni

I tak można by wymieniać długo. Niestety w części wpisów materiały są ze sobą sprzeczne np. w kwestii brokułów, w jednych są niedozwolone w innych dozwolone w małych ilościach, zaś na stronach amerykańskich znalazłam, że są zalecane. Podobnie ogórek, u nas odsądzony od czci i wiary na amerykańskich stronach zalecany. Z konieczności temat będę zgłębiać dalej i zamieszczać odpowiednie przepisy i adnotacje. Niech moc będzie z Wami. 

Jeśli ktoś znalazłby jakieś sensowne przepisy dla diety wątrobowej i mononukleozy to proszę podzielić się w komentarzach, chętnie skorzystam.

sobota, 10 grudnia 2011

Koktajl bananowo-pomarańczowy

Czyli niech żyje mikser. I resztki różnych dobrych rzeczy w lodówce. W tym przypadku mleka wystawiającego mały palec u nogi (znaczy ten, no metaforyczny palec) poza granicę terminu ważności na opakowaniu, ale jeszcze nie próbującego uchwalać konstytucji oraz połowy pomarańczy. Do tego dwa banany (słodkie) i mikser.
Składniki:
Szklanka mleka (tyle mniej więcej mi zostało)
pół wielkiej pomarańczy (lub cała mniejsza)
dwa banany

+ mikser

Sposób przygotowania:
Banany podzielić we względnie małe kawałki (żeby nie skrzywdzić miksera, jak ktoś ma mocny blender, może się tym nie przejmować), dodać pomarańczę, starając się oskubać w miarę dużo białych części (ale bez przesady, można by nad tym pół dnia siedzieć), zalać mlekiem i zmiksować. Nie trzeba słodzić, banany są wystarczająco słodkie (przynajmniej moje były ;)).
Pysznego!

Filet de porc Bourguignon

Innymi słowy potrawa z polędwiczek wieprzowych inspirowana słynnym Boeuf Bourguignon. Jeśli dramatycznie okaleczyłam w ten sposób język francuski to bardzo przepraszam wszystkich, którzy go znają za ową niedogodność (lub przyczynę oślepienia ;)), jest to niestety język dla mnie całkowicie obcy.
Składniki:
Polędwica wieprzowa
2 marchewki
pietruszka
1 cebula w piórka
można i seler korzeniowy (akurat nie mieliśmy)
czerwone wino
mąka, sól, pieprz, olej

+patelnia, garnek

Sposób przygotowania:
Polędwicę pokroić w plastry, osolić, obtoczyć w mące. Mięso obsmażyć na oleju, zdjąć i na ty samym tłuszczu obsmażyć warzywa. Mięso i warzywa wpakować do gara, podlać winem (prawie szklanka) i popieprzyć. Dusić, aż będzie miękkie i pyszne. 

Moja koncepcja zakładała przyprawienie całości tymiankiem, ale w tym przypadku do mnie należała wyłącznie praca koncepcyjna, zaś wykonanie do mamy. Mama uznała, że bez jest wystarczająco dobre (albo zapomniała dodać, ale rzeczywiście było zacne).

poniedziałek, 28 listopada 2011

Zupa cebulowa

Jest to jeden z tych przepisów, które w naszym domu są od wieków. Zupa typowo kryzysowa z małym ekskluzywnym dodatkiem żółtego sera. Wieść gminna niesie, iż jest to francuska zupa cebulowa w wersji dla biedaków, którą podawano w czasie rewolucji francuskiej na polach Elizejskich paryskim bezdomnym. Biorąc jednak pod uwagę egzotykę, tło historyczne i ogólny trochę romantyczny wymiar historii, na sto procent nie jest ona prawdziwa. Nie szkodzi, zupa jest na tyle dobra, że może mieć nawet zmyśloną historię :)

Ponadto pasuje do dań z magicznego świata: Znowu stuknęła w garnek, który uniósł się w powietrze, pofrunął do Harry'ego i zawisł, przechylając się nad stołem; pani Weasley zdążyła jednak podstawić pod niego głęboki talerz, do którego wlała się gęsta, parująca zupa cebulowa. (...) Harry przełknął wielki łyk gorącej zupy i pomyślał, że na pewno w gardle porobiły mu się pęcherze. (J.K. Rowling, Harry Potter i Książę Półkrwi, w tłum. Andrzeja Polkowskiego, wyd. Media Rodzina)
Zwłaszcza te pęcherze na przełyku świadczą o tym, że chodziło właśnie o tą zupę, a poza tym wiadomo, że państwo Weasleyowie nie byli zbyt majętni, stąd też kryzysowa zupa zdecydowanie mogła pojawić się na ich stole.

Składniki:
cebule (2 spore na osobę)
masło
mąka
sól, pieprz
kromki chleba lub bułki
starty żółty ser
+ żaroodporne miseczki*

Sposób przygotowania:
Cebule pokroić w kostkę, usmażyć na maśle. Dodać łyżkę mąki, zalać zimną wodą (wody na tyle miseczek ile osób +1). Ugotować do miękkości (ok. 20 min.) lekko przestudzić, zmiksować, dodać sól, pieprz. Na maśle usmażyć grzanki - po 1 na osobomiskę. Wlać zupę do miseczek, na wierzch położyć grzankę i posypać startym serem. Wrzucić do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 10 min.

* Jak ktoś nie posiada miseczek to można grzankę z serem stopić na patelni i wpakować na gorącą zupę. Ale to już nie jest to samo, ta zupa ma parzyć. Jest świetna w okropny zimny dzień, gdy wraca się zmarzniętym, szczerze polecam. Natomiast zdecydowanie odradzam przygotowywania jej w lecie, można się ugotować ;)

Kawa Mistrza Eliksirów

Kolejny przepis z Forum Mirriel, a przy okazji spełnienie obietnicy, którą dałam dawno temu w komentarzach, że pokażę kawę, którą zwykle pijam przy ciężkiej nauce. Jest pyszna, aromatyczna, a przy okazji podczas robienia można poczuć się jak Mistrz Eliksirów ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, stojąc przy bulgocącym kociołku gęstej cieczy, gdzie odpowiednie proporcje składników mają kluczowe znaczenie dla smaku całości. Całe szczęście, że w kuchni inaczej niż w eliksirach - jeśli składniki będą jadalne to reszta jest już tylko rzeczą gustu.
Składniki:
kawa (ilość uzależniona od preferencji, ja używam arabiki tchibo exclusive)
miód (lub brązowy cukier)
ćwierć łyżeczki mielonego cynamonu
3 goździki
szczypta kardamonu
ćwierć łyżeczki mielonego imbiru
kilka kropel soku z cytryny
malutka szczypta soli
papryka słodka mielona

Proporcja na 1 szklankę wody. Ja zwykle daję więcej wody i troszkę zmieniam proporcje wedle gustu. Ostrzegam! Zbyt dużo kardamonu czyni kawę absolutnie niewypijną :) Można dać paprykę ostrą.

Sposób przygotowania:
Do rondelka wlewamy wodę. Rzeczona zagotowuje się, zmniejszamy pod nią gaz i dodajemy kawę. Gotujemy 2 minuty, dodajemy miód/cukier i gotujemy kolejne dwie minuty, potem cynamon, goździki i kardamon, imbir, znów chwilka gotowania, sok z cytryny, sól, papryka i szybkie wyłączenie.
A na szybko, wrzucamy kawę po chwili miód, mieszamy do rozpuszczenia, resztę składników w podanej kolejności i koniec. Mieszać trza. Można w dowolnym kierunku i dowolną ilość razy, choć z tą herezję Mistrz Eliksirów na pewno nie wpuściłby mnie na zajęcia dla zaawansowanych ;)

Tym przepisem inauguruję nową grupę przepisów z magicznego świata Harry'ego Pottera (mam chęć na trochę literatury, a tam akurat o jedzeniu całkiem sporo mówią. I można dziwnie nazwać jedzenie).

Pierwsza odsłona przedświątecznych pierniczków

Jest zimno, ja od dłuższego czasu walczę z przeziębieniem. Znaczy się zima i zimowe jedzenie jakoś tak samo się nasuwa. Więc i ochota na pierniczki, zapach korzennych przypraw w domu itepe. Wiadomo. A że przy okazji napatoczyły się urodziny kuzynki to i okazja przednia do zrobienia góry pierniczków i nie-wtrąbienia ich samodzielnie (a potem biblijnego płaczu  zgrzytania zębów, że trzeba zastosować dietę ŻP*). Przepis znany mi jest z forum Mirriel, mojego ulubionego prócz durszlaka źródła przepisów (pyszne dania + odjechane nazwy, uwielbiam). Oryginalne pierniczki są witrażowe, świetne na choinkę, ale w tej wersji będę je robić bliżej świąt, za to sam przepis jest dość pyszny by zrobić je też bez witrażyków.
Składniki:
1/4 szklanki miodu
5 łyżek miękkiego masła
1/2 szklanki brązowego cukru (lepiej zastąpić cukrem pudrem)
1 jajko
2 i 1/4 szklanki mąki
1 łyżeczka sody
3 łyżeczki przyprawy do piernika (dałam więcej)
ewentualnie: 1 łyżeczka kakao (jeśli lubicie, gdy pierniczki mają ciemniejszy kolor) 

Ja osobiście raz daję puder, raz brązowy cukier, jak mi się chce. Przyprawy do piernika zawsze sypię opakowanie,  bo co potem zrobię z resztką przyprawy, nigdy nie daję kakao (tym razem było w przyprawie do piernika)

Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki wpakować do michy, wymieszać na ciasto, zdrowo posypać stolnicę i oprószyć mąką wałek, rozwałkować, wycinać pierniczki. Kłaść na blachach na papierze do pieczenia. Wychodzą dwie blachy pierniczków. Które piec należy w 180 stopniach przez 10 minut, jeśli ma się pierniczka giganta, jak ja to można mu dać 15 minut. Ważne by nie przetrzymać w piecu bo zgorzknieją, a wiadomo, że zgorzkniali (czy to ludzie czy pierniczki) nie są dobrze widziani w towarzystwie.
Giganta dekorowałam pisaczkami cukrowymi dr.Oetkera.

Przepis dodaję do akcji: 

* dieta ŻP to oczywiście Żryj Połowę ;)

piątek, 25 listopada 2011

Tarta kajmakowa

Kolejny sposób na pozbycie się produktu zakupionego przypadkiem i zupełnie niewiadomo po co, ale na tyle pyszne, że warto się podzielić i zrobić "normalnie" zwłaszcza gdy za oknem wstrętnie, zimno i trzeba sobie poprawić humor czymś słodkim.
Składniki:
ciasto kruche: 250g mąki pszennej, 125g masła 1/4 szklanki zimnej wody, łyżka oleju, szczypta soli
Gotowa masa kajmakowa (u mnie o smaku kokosowym), lepszy moim zdaniem będzie kajmak z mleka skondensowanego słodzonego,choć to też jest dobre, jak czasu mniej
polewa czekoladowa z tego przepisu
bakalie do przybrania

Sposób przygotowania:
Składniki ciasta wyrobić na gładkie ciasto, włożyć do lodówki na pół godziny, jeśli nie mamy tyle czasu, można wyłożyć formę od razu. Puszkę z mlekiem skondensowanym słodzonym wsadzamy do garnka z wodą i gotujemy 2 godziny, następnie studzimy i otwieramy (nie należy otwierać gorącej puszki jeśli nie chcemy malować kuchni ani odwiedzać pobliskiego SORu), względnie kupujemy gotową masę. Ciasto pieczemy w temperaturze 180 stopni do "suchego patyczka", na gotowe, przestudzone ciasto wylewamy masę kajmakową i rozprowadzamy nożem, żeby równo było. Na wierzch nakładamy polewę czekoladową i dekorujemy całość orzechami, migdałami czy innymi bakaliami, które kręcą się w pobliżu. Do tarty podajemy kawę i staramy się nie zjeść wszystkiego naraz, bo jakkolwiek pyszne jest strasznie zamulające i kaloryczne ;)

Grzaniec na przeziębienie

Jak powszechnie wiadomo grzaniec przed snem to cudowny lek na całe zło świata, a w szczególności na wirusy, bakterie i inne wstrętne jednostki chorobowe (moja chyba o tym nie wie, bo jakoś nie zauważyłam by się szczególnie przejęła pełnym kubkiem grzańca). Oczywiście co gospodyni (albo gospodarz) to inny przepis, ale ja dziś pokażę przepis szybki, który, jeśli tylko wino jest w domu to prawdopodobnie jest wykonalny bez wychodzenia do sklepu.

Składniki:
wino czerwone bez ambicji (u mnie Kadarka)
cynamon w korze (może być i w proszku)
goździki
cukier wanilinowy (wedle gustu, u mnie ok. 2 łyżeczek, dla mnie nawet trochę za słodki)
dodatkowo:
nieco sproszkowanego imbiru (dla zabicia słodyczy)
dwie szczypty mielonego kardamonu (bo mam i mogę ;))

Sposób przygotowania:
Wino podgrzewać, dodać pozostałe składniki, poczekać aż będzie gorące, ale nie będzie wrzało. Przelać do kubka, wpakować się pod kołdrę, pić. Zasnąć błogo, obudzić się zdrowym ;)



Tarta grzybowo-brokułowa

Typowy przepis z tylnej ścianki.To znaczy z konieczności zużycia produktów, które za chwilę zaczną spiskować, wbiją się na niepodległość i będą chciały przejąć władzę nad światem. Wiadomo, każdy takie miewa w swojej lodówce. W naszym przypadku główną postacią przyszłego buntu były grzyby w zalewie. Mama nie wzięła okularów i trwając w przekonaniu, że kupuje grzyby marynowane, kupiła wieki litrowy słój grzybów w wodzie,  dodatku należących w większości do gatunków powstałych po to by nie miały smaku, jak pieczarki czy boczniaki (które smak nabywają przez odpowiednie przygotowanie).

Traf chciał, że lodówkę zapełniało również ciasto francuskie nocą ćwiczące już Marsyliankę oraz mozzarella przemyśliwująca czy lepiej brać przykład z Rzymian czy Mussoliniego skoro wszyscy skończyli marnie. Do tego dodałam brokuły niemyślące o rewolucji z uwagi na stan głębokiego zamrożenia i można było tworzyć tartę.
Składniki:
Ciasto francuskie (u mnie z Biedronki)
Grzyby z wody w słoiku litrowym (nadadzą się świeże pieczarki czy boczniaki)
Opakowanie mrożonych brokułów
Dwie cebule (duża i mała)
6 małych ząbków czosnku (spokojnie można było dać nawet więcej)
Opakowanie mozzarelli SM Skierniewice (czyli nie z solanki a po prostu z folii, wychodzi jej dość dużo, nie wiem czy ktoś jeszcze taką robi), ale w gruncie rzeczy obojętne jaka, można zastąpić zwykłym serem, sosem z jajka i śmietany lub beszamelem
sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Sposób przygotowania:
Ciasto rozłożyć na formie, na głębokiej patelni zeszklić cebulę i dodać do niej grzyby, w międzyczasie ugotować brokuły (można lekko al dente) i dodać do zawartości patelni. całość osolić (całkiem sporo), popieprzyć i wcisnąć czosnek. W międzyczasie wstępnie upiec ciasto (można na wierzch wrzucić groch, żeby nie wstało lub po prostu nakłuć je widelcem dość gęsto). Na podpieczone ciasto wrzucić zawartość patelni, na wierzch ułożyć plastry mozzarelli, posypać je pieprzem i gałką. Piec w 180 stopniach aż zarumieni się z wierzchu. 
tarta przed włożeniem do pieca
Ze względu na naprawdę bezsmakowe grzyby zjedliśmy z keczupem, nawet 6 ząbków czosnku nie pomogło ;)

niedziela, 13 listopada 2011

Gęś świętomarcińska

W ubiegłym roku, niestety już po świętym Marcinie,wpadliśmy na pomysł stworzenia nowej świeckiej tradycji gęsi świętomarcińskiej. A w zasadzie starej i nie do końca świeckiej tradycji ;) A, że w rodzinie mamy Marcina jak się patrzy, to uznaliśmy, że prezent-niespodzianka w postaci takiego oto dania, będzie fajnym pomysłem.
Pierwszą trudność napotkaliśmy już w fazie koncepcyjnej: skąd wziąć gęś? Wprawdzie Polska jest największym w Europie producentem gęsiny, ale w sklepach jakoś tego nie widać. W zasadzie szkoda, bo jak się okazało, gęsina jest bardzo smacznym mięsem. Zwłaszcza jeśli jest dobrze przyrządzona, a moja, nieskromnie mówiąc, wyszła fantastyczna. Przy tym filozofii nie ma tu żadnej, nawet jeśli przygotowane mięsa do pieczenia trochę trwa.
Ostatecznie gęś została upolowana w makro. Początkowo miała być 4,5 kilogramowa sztuka, sęk w tym, że toto nie miało szans zmieścić się do żadnej brytfanny. Więc tata zakupił gęś o kilogram lżejszą. Która jak się okazało, też nigdzie się nie mieści. Do tego w przypływie geniuszu nabył duży rękaw do pieczenia. I to się okazało być naszym ratunkiem gdy przymierzyliśmy potwora do różnych naczyń i mieścił się tylko na skos na głęboką blachę do pieczenia. Brytfanka, w której gęś pozuje do zdjęcia została, wykorzystana dopiero po wyjęciu gęsi z pieca po ponad trzygodzinnej kuracji odchudzającej w temperaturze 180 stopni (potem trochę niższej).

Składniki:
gęś
sól
majeranek
jabłka - szara reneta (ile wejdzie - u nas ponad kilogram)
nić bawełniana (z igłą)
parę ząbków czosnku (u mnie z 8 ale malutkich)

+ rękaw do pieczenia - duży

Sposób przygotowania:
Gęś rozmrażamy (trzeba na to poświęcić noc, lub ładnych parę godzin w zlewie z zimną wodą). Gotową do dalszej obróbki nacieramy solą z wierzchu i od wewnątrz (można sobie nie żałować soli, ale też bez przesady),  następnie szczodrze obsypujemy majerankiem również z zewnątrz i od środka. Następnie zaszywamy jedną stronę (u mnie od szyi, bo mniejsza dziura) i pakujemy jabłka pokrojone w ćwiartki bez gniazd nasiennych, ale za to ze skórką jak najbardziej mogą być. Spokojnie ile wlezie. Między jabłka wrzucamy ząbki czosnku  i, jeśli gęś mamy z szyją, można ją też wpakować do środka. Napakowaną gęś wsadzamy do rękawa, rękaw spinamy, kładziemy na głębszą blachę z piekarnika. Można na chwilę zostawić, żeby przeszła aromatem, ale myśmy nie mieli na to za wiele czasu, więc czekała tylko do czasu nagrzania piekarnika. Pieczemy ok. 50 min. na każdy kilogram mięsa, w temperaturze poczynając od 180 stopni, jak się piecze za szybko to zmniejszyć do 160 stopni.

Myśmy piekli z termoobiegiem przez godzinę dla każdego kilograma i tłuszcz na spodzie trochę się przypalił, ale za to gęś była mięciutka i rozpływająca się w ustach, więc coś za coś (przypalenizny nie było czuć w smaku mięsa ani tym bardziej w domu). Za to solenizant uznał, że Ptaszę jest wystarczająco dobre na to by stać się nową świecką tradycją.

Jednocześnie z tym kawałem mięsa, składam wszystkim Marcinom serdeczne życzenia imieninowe.

Pestki z dyni na ostro

To już ostatni z postów dyniowych. Dynia zjedzona, potworny łeb zwany profesjonalnie jack-o-lantern w końcu trafił gnić na kompost, więc czas już na zakończenie zabaw z dynią.
Szukałam na blogach jakiejś inspiracji, czy może nawet przepisu, jak toto się przyrządza, a że prażyć na patelni mi się nie chciało, to uznałam że przepis z tego bloga będzie nadawał się świetnie (no cud techniki normalnie, nad piekarnikiem nie trzeba stać ;)).

Oczywiście z proporcjami poczęłam sobie bardzo luźno, sypałam na oko. Poza tym w przepisie mowa była o pestkach słodko-pikantnych, a ja miałam ochotę na czysto pikantne, więc cukier został potraktowany z dużą dozą brutalności.

Składniki:
pestki - ile jest
1 białko
1/4 szklanki brązowego cukru (sypałam na oko, ale nie więcej niż dwie łyżeczki)
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne (też na oko, i t raczej weszło więcej, choć nie sądzę, by była to więcej niż łyżeczka)
1/2 łyżeczki soli (tu byłam grzeczna)

Sposób przygotowania:
Wymieszać składniki marynaty, wrzucić do niej pestki, wyłożyć na wytłuszczoną blachę (u mnie posmarowana oliwą) i piec w 190 stopniach przez 12 minut lub do momentu gdy zaczną się rumienić. Ze względu na bardzo nierówne pieczenie mojego piekarnika trzymałam dłużej, ale to nie był dobry pomysł, więc raczej trzymałabym się tych 12 minut.

Pseudohummus z dynią

Zużywania dyni ciąg dalszy. Hummus to pasta z ciecierzycy popularna szczególnie w basenie Morza Śródziemnego, a jeszcze szczegółowiej w jej południowej części. Pseudohummus oczywiście dlatego, że ciecierzycy w domu nie posiadam, za to soczewicę zwykle mam. A skoro sprawdziło się z zamianą ciecierzycy na soczewicę w falafelu to czemu teraz nie? Przepis oryginalny wzięłam z bloga Bei.
Składniki:
250g ugotowanej ciecierzycy (u mnie soczewica)
150g upieczonej dyni
3 łyżki pasty tahini (dałam dwie, nie lubię zbyt mocnego aromatu sezamu)
2-3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku (dałam chyba 4 ale malutkie były)
sól, pieprz
sok z cytryny
można dać mielony kumin ale ja nie dałam

Sposób przygotowania:
Ugotowaną ciecierzycę (soczewicę) i upieczoną dynię zmiksować, dodać tahini i pozostałe składniki, wymieszać, po drodze można próbować, doprawić do smaku. Podawać jako past do pieczywa (najlepiej grzanek), dip do warzyw oraz innych rzeczy, do których Wam pasuje :)
Smacznego!

czwartek, 10 listopada 2011

Zupa z dyni

Jak już wspominałam, po Halloween zostało duuużo (w porywach do bardzo dużo) miąższu z dyni, a że wyrzucanie jedzenia napawa mnie smutkiem, jeśli nie obrzydzeniem to trzeba było zrobić z tym fantem coś. No to zrobiłam. Jest zupa. Jest gęsta, jest dobra, ale będę eksperymentować dalej bo na kolana to mnie nie rzuciła.
Składniki:
padlinka na wywar (u mnie skrzydełka z kurczaka)
marchewka
pietruszka
seler
dwa ziemniaki
cebula lub por
dynia w ilościach przemysłowych (znaczy tyle ile było z tej 10 kilowej dyni)
+czosnek, sól, pieprz, kminek mielony

Sposób przygotowania:
Skrzydełka ugotować na wywar, dodać marchewkę, pietruszkę i selera, gotować do miękkości, czosnek pokroić i obsmażyć, dodać do zupy, ziemniaki pokroić w kostkę, obsmażyć ok. 5 minut, dodać do zupy, pora również obsmażyć, a następnie partiami dynię. Wszystko wrzucić do zupy gotować razem. Całość zmiksować, przyprawić mielonym kminkiem. Podawać z grzankami.

Paluchy wiedźmy

Klasyczny już przepis na halloweenowe przyjęcie. Mój przepis pożyczyłam od Dorotki z bloga Moje Wypieki.
Składniki:
225g miękkiego masła
3/4 szklanki cukru pudru
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (tym razem pominęłam, poprzednio dałam cukier wanilinowy)
1 łyżeczka ekstraktu z migdałów (pominęłam)
2 i 2/3 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
3/4 szklanki obranych migdałów

Sposób przygotowania:
Wszystko prócz migdałów zmiksować i zagnieść. Gotowe ciasto włożyć na 30 min. do lodówki. Następnie formować palce. Powinny być cieńsze od własnych, bo w piekarniku trochę rosną. Naciąć w miejscach gdzie wiedźma zgina palce, w każdy wcisnąć migdał w charakterze paznokcia. Można użyć połówki, paznokcie będą cieńsze, a cała impreza z migdałami tańsza. Piec ok. 10 min. w temperaturze 200 stopni. 

Wbrew pozorom są pyszne i strasznie maślane.

Tort z serka homo z pająkami

Oryginalny przepis to stara rodzinna receptura na sernik na zimno, nazywany u nas tortem z serka homo, czy też po prostu serkiem homo. Tym razem ograniczyłam się do zrobienia małej tortownicy wychodząc z założenia, że przy takiej ilości słodkiego naprawdę niewiele osób wytrzyma. Tym bardziej, że 100% gości to osoby względnie dorosłe (to znaczy ciałem z całą pewnością ;)). Ale przepis podam na dużą tortownicę, na małą wystarczy zmniejszyć proporcje o połowę.

Składniki:
duża paczka biszkoptów typu „lady fingers” (San lub dr Gurgul)
4 jajka
niecała szklanka cukru
cukier wanilinowy
kostka masła
cała duża żelatyna dr Oetkera
2 serki Turek duże
mleko
2 galaretki
owoce świeże lub puszkowe (nie! kiwi ani ananas – galaretka się nie ścina)
Jeśli przewidujemy dodanie pająków, to zamiast zwykłych owoców należy nabyć suszone śliwki.

Sposób przygotowania:
Masło stopić, żelatynę namoczyć w mleku (tylko zwilżyć żeby nie pływało), żółtka ubić do białości z cukrami, zalać stopionym, lekko przestudzonym masłem, dodać trochę mleka do żelatyny, rozpuścić ją (ew. zagotować mieszając) do żółtek z masłem dodać ser, zmiksować, dodać żelatynę, ubić pianę z białek i dodać do masy. Wylać na tortownicę wyłożoną biszkoptami. Włożyć do lodówki, aż się zetnie na ścięte nałożyć owoce i polać wystygniętą, gęstniejącą galaretką.

Pająki:
Korpusy to całe suszone śliwki, nogi układamy ze śliwek pokrojonych w cienkie paski. Wygląda naprawdę realistycznie :)

Mózgi w zalewie czyli kalafior w curry

Ciąg dalszy upiornych potraw. Ta właściwie codo zasady taka wcale nie jest i jako całkowicie niewinne danie pochodzi z bloga Ela gotuje.... To bardzo sympatyczny przetwór, dość pikantny. Świetnie nadaje się jako pikantny dodatek do kanapek czy też zamiast ogórka w charakterze sałatki do obiadu.
Składniki:
kalafior (u mnie dwa małe)
koperek

Zalewa:
1 opakowanie curry
1 szklanka wody
3/4 szklanki octu 10%
1 szklanka cukru (dałam mniej, zawsze daję mniej ;))
2 łyżeczki soli

Sposób przygotowania:
Składniki zalewy wymieszać i zagotować (trzeba w miarę pilnować, lubi wykipieć). Kalafior gotować we wrzącej osolonej wodzie przez 15 minut. Wodę odlać, kalafior osuszyć, podzielić na odpowiednie kawałki, wymieszać z koperkiem. Zalać zalewą na 2 godziny. Warzywa wrzucić do słoików, zalać zalewą, pasteryzować.

Ja nie pasteryzowałam, tylko gotowe zakręciłam porządnie i ustawiłam do góry nogami na kilka godzin aż zassało zakrętkę. Doszłam do wniosku, że dwa słoiki, z czego jeden mały, prawdopodobnie i tak nie zdążą się zepsuć choćby chciały.

środa, 9 listopada 2011

Pizza z dynią

Niestety pizza nie doczekała sfotografowania, co jak sądzę przemawia na jej korzyść. Ale z blogowego punktu widzenia naprawdę szkoda

Wybór głównego składnika podyktowała oczywiście impreza Halloween i dłubanie dyni, która jak przystało na porządnego 10 kilowego potwora zawierała całą masę ślicznego pomarańczowego miąższu, który trzeba było czym prędzej wykorzystać. Notabene przyznać trzeba, iż mężczyzna, który bohatersko dynię targał w ramionach przez pół miasta i deklarował dozgonną do niej nienawiść, jednak się złamał i uznał, że jest zarówno zabawna (dłubanie) jak i pyszna (pizza), co chyba oznacza, że mogę pęknąć z dumy na okoliczność własnego talentu ;)

Do rzeczy...

Składniki:

Ciasto:
300 g mąki
łyżka soli
1/2 kubka ciepłej wody
20g drożdży
3 łyżki oliwy

Wierzch:
Serek mascarpone
filet z kurczaka (wstępnie podsmażony z solą i pieprzem)
dynia (również wstępnie podgotowana)
suszone pomidory (ja dałam suche namoczone w wodzie bo takie wolę)
rucola
starty żółty ser
zioła prowansalskie, czosnek, sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Drożdże rozpuszczamy w wodzie (ja dałam odrobinkę cukru, żeby ruszyły) i troszkę mąki - tworząc konsystencję śmietany i odstawiamy do wyrośnięcia. Po ok. 0,5h lub gdy objętość zaczynu się podwoi dodajemy resztę mąki, sól i oliwę. Zagniatamy ciasto i odkładamy do miski pod ścierkę. U mnie rosło ze 2h, ale ten przepis tego nie wymaga (dla bezpieczeństwa proponuję zostawić na pół). U mnie rośnięcie wymusili goście, dłubanie w dyni oraz wcześniejsze dania. Rozwałkować a następnie rozciągać dłońmi ciasto po blasze, tak, żeby zrobiło się jak największe. Na wierzch posmarować mascarpone, wrzucić resztę składników, posypać startym serem. Ja rucolę wrzuciłam od razu, bo mi się nie chciało robić tego kilkuetapowo, ale jeśli ktoś chce mieć ją świeżą a nie ugotowaną, można posypać pizzę pięć minut przed końcem pieczenia. Doprawić. Piec w 220 stopniach aż się przyrumieni (także od spodu).

Zupa hemoglobinowa z gałkami ocznymi czyli upiorny sposób na pomidorową

Mimo okropnej nazwy zupa jest całkowicie jadalna, a nawet, rzekłabym, że pyszna. Oczywiście skomponowana na upiorną modłę wyłącznie pod kątem imprezy Halloween i bez odpowiedniej aranżacji także jak najbardziej do wypróbowania.
Składniki:
skrzydełka kurczaka (może być dowolna padlinka na wywar lub zgoła same warzywa jeśli ktoś niemięsny)
marchewka
pietruszka
kawałek selera
cebula
2 koncentraty pomidorowe
przyprawa pomidory z bazylią i czosnkiem (lub bazylia suszona i czosnek granulowany)
sól, pieprz

+ twaróg półtłusty/tłusty (u mnie z Biedronki), oliwki

Sposób przygotowania:
Gotujemy skrzydełka, gdy są miękkie dodajemy warzywa i gotujemy o miękkości, po drodze solimy. Warzywa wyciągamy (można zrobić z nich mini sałatkę jarzynową). Do wywaru dodajemy koncentraty pomidorowe, chwilę to razem gotujemy. Dodajemy przyprawę, doprawiamy do smaku - zupa gotowa.

Oczy: Wybieramy twaróg, który będzie się dobrze lepił - ze swojego doświadczenia polecam półtłusty Biedronkowej Zielonej Łąki i lepimy z niego kulki. Dwie na talerz w zupełności wystarczą, choć można dać i trzy. Oliwki kroimy w poprzeczne plasterki i wciskamy je w kulki twarogu imitując oczy.


Do talerza wrzucamy oczy, następnie wlewam zupę i od razu podajemy na stół. Ne potrzeba żadnych dodatków :)

Natomiast jak ktoś chce fajną zupę pomidorową przyprawioną na sposób włoski, wystarczy serowi nie doprawiać źrenic.

Upiorne Halloween przesunięte w fazie

Nareszcie zebrałam się żeby coś o nim napisać. Aż tak wielkiego opóźnienia względem imprezy nie mam, choć oczywiście na akcję halloweenową już się nie załapię. Cóż, magia imprez konkurencyjnych to sprawiła. Niestety nasza kameralna impreza musiała ulec pod naporem zakończenia sezonu na wodzie w Krakowskim Yacht Klubie oraz spotkaniu porejsowym po tym rejsie w ramach zlotu jachtów z duszą Próchno i rdza 2011 i w efekcie odbyła się w niedzielę 6 listopada.

Cel imprezy to oczywiście upiornie się ubrać i równie upiornie zjeść. Zachęcam do takich imprez nawet osoby, które z Halloween jako takim nie chcą mieć nic wspólnego, bo to po prostu świetna zabawa. Można spróbować zrobić ją przy okazji Andrzejek lub ochrzcić po naszemu Dziadami. Ważne jest tylko aby wszyscy potraktowali sprawę poważnie i faktycznie się przebrali, w towarzystwie samych trupów, zombie i w naszym przypadku nadreprezentacji załogi żaglowca widmo, wszystko sympatycznej się układa.
Na upiorne menu złożyły się:
2. Pizza z dynią (to akurat mało upiornie, za to smacznie)
6. Palce wiedźmy (zbierane o północy)
7. Chrupkie przegryzki na ostro
8. Oczy w galaretce

Przepisy na upiorne dania w dalszych postach. Tu tylko ujawnię, że podbudowę ziemną pod nawiedzony cmentarz stanowiło brownie z polewą czekoladową udekorowane herbatnikami oraz gotowymi bezikami, którym tylko domalowałam pisaczkiem cukrowym oczka (oczywiście nie są one tak piękne jak własnoręczne, które pojawiały się na innych blogach, za to zdecydowanie mniej z nimi roboty). 

Zapraszam do dalszego eksplorowania menu.

środa, 26 października 2011

Sałatka z tortellini

Zostało nam tortellini z barszczyku (taki eksperyment taty), więc zastanawialiśmy się co z tym fantem zrobić. Wpadłam na pomysł sałatki, bo o sałatkach z tortellini wielokrotnie na durszlaku czytałam. No to zaprzęgłam durszlakową szukaczkę do roboty i znalazłam na blogu Cucina della Felicita coś co niezmiernie i się spodobało.
Sałata, feta, suszone pomidory. No Italia pełną gębą. Tym bardziej, że za radą autorki (i w związku z zawartością lodówki) zamieniłam sałatę na świeży szpinak z rukolą. Pycha. Chociaż nadaje się raczej na samodzielne danie niż jako dodatek do obiadu, bo jest bardzo sycąca.

Składniki:
świeży szpinak i rukola (można zastąpić sałatą lodową)
ser feta
pomidorki koktajlowe (lub zwykłe)
suszone pomidory
tortellini

Sos:
2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżeczka oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku (wyciśnięty)
szczypta oregano
łyżeczka przecieru pomidorowego
sól i pieprz.

Proporcji nie podaję w przypadku składników podstawowych, bo wszytko zależy od ilości składników, które macie (tak, zawsze "coś" mam) i osobistych preferencji. A wykonanie tradycyjne: wszystko wrzucić do michy, zalać sosem, który powstał przez wrzucenie wszystkiego do trochę mniejszej michy ;)

Smacznego!

Cytrynowy stek

Był sobie kawałek wołowiny i zamówienie na proste danie. Na blogach wykopałam możliwość zamarynowania onej w oliwie z cytryną. No to zamarynowałam. I zrobiłam steki. Przy okazji dowiedziałam się, że w naszej rodzinie gusty w sprawie wysmażenia steków są bardzo różne. Mnie chyba najbliżej do wampira ;) (albo wilkołaka - zupełnie jak w Harrym Potterze) choć zależy od dnia, czasem mam ochotę na bardziej wysmażonego steka.

Składniki:
biała krzyżowa, lub inny stekolubny kawałek woła
oliwa
cytryna
pieprz

+ patelnia grillowa i sól do posypania na talerzu

Sposób przygotowania:
Do garnka nalać oliwy oraz sok z połowy cytryny, mięso podzielone na steki popieprzyć i wrzucić do marynaty. Jeśli marynatę robimy dzień wcześniej to garnek z mięsem wrzucić do lodówki, jeśli wkrótce przed obiadem, pozostawić w temp. pokojowej.
Smażyć na patelni grillowej (lub zwykłej, w końcu to tylko paseczki...) 3-5 min z każdej strony. Solić na talerzach. 
 
Można podać z pieczonymi ziemniakami.

wtorek, 25 października 2011

Sałatka z kapusty pekińskiej na dwa sposoby

W sumie filozofia żadna, ale dobry patent na imprezy, gdzie trzeba nakarmić dużo gości naraz ;) W zasadzie to pomysł mniej więcej tej rangi co szampon i odżywka w jednym, tylko na odwrót.

Składniki:
kapusta pekińska
pomidory
ogórki
papryka
kukurydza

sól, pieprz
Sosy:
1. oliwa pomieszana z octem winnym i czosnkiem
2. śmietana z majonezem dekoracyjnym winiary (lub innym łagodnym) pół na pół i sporo czosnku - w zależności od indywidualnych preferencji

Sałatkę dzielimy na pół, każdą część zalewamy odpowiednim sosem i mamy dwie sałatki ;)

Lax i dillsås po mojemu czyli łosoś w sosie koperkowym

Zawsze uważałam że łosoś w sosie koperkowym to obłęd w ciapki, ale jakoś tak nigdy nie szło mi zrobić go samej. Przede wszystkim nie wiedziałam jak przygotować ten sos, żeby był jaki ma być. Jako kulinarna blogerka mająca w planie gości, a na podłodze w kuchni wielkiego potwora (łososia znaczy się ;) w całości) postanowiłam sięgnąć do źródeł. A że po dłuższym swym pobycie w Szwecji, jak już można było się zorientować, przyswoiłam przynajmniej część słownictwa sklepowo-jedzeniowego to i sięgnięcie do szwedzkojęzycznych źródeł przepisu na jeden z ich ulubionych przysmaków, zbyt wielkich trudności nie przedstawiało. No i zawsze był w odwodzie kuzyn google translator ;)

Kwestia pierwsza: jakkolwiek by nie patrzeć, każdy, ale to absolutnie każdy przepis na lax i dillsås zawierał bulion rybny jako bazę sosu. Nooo bulion rybny nawet mam, nawet z kostki, przywieziony onegdaj przez przyjaciółkę z Finlandii. Tyle, że nieobecny w miejscu mojego aktualnego przebywania. Odpada - goście ante portas, poza tym buliony z kostek są dobre w warunkach polowych (tudzież kambuzowych jak kto woli, choć niektórzy gardzą i wtedy). Całe szczęście, że goście byli wspólni i moi i rodziców. Narada z mamą zaowocowała własnym bulionem rybnym, a geniusz manualny (i lata praktyki) taty dobrą do tegoż bulionu podstawą. Uwaga! Jeśli ktoś ma problem z tym, że ryba się na niego patrzy niech poprosi o pomoc przystojnego sąsiada, to może być początek pięknej znajomości ;) Więcej o pomocy sąsiada: tutaj.

Składniki:
łosoś tusza - u mnie ponad 2 kg
białe wino półwytrawne (Sophia blanc de blanc)
śmietana (duży kubek)
koperek
czosnek
sok z połowy cytryny
sól, pieprz, czosnek granulowany
łyżka mąki

Sposób przygotowania:
Sprawić łososia. Tusza jest już pozbawiona "flaków" ale wciąż trzeba pozbawić łuski (można nożem, można i specjalnym urządzeniem do skrobania ryb) oraz przygotować głowę (tu może przydać się sąsiad). Po kolei:  myjemy łososia, pozbawiamy go łusek, odcinamy płetwy, wydłubujemy oczy, usuwamy płatki skrzeli, dzielimy na dzwonka, całość ponownie płuczemy
Gotowe dzwonka oprószamy solą i granulowanym czosnkiem i zostawiamy bądź na noc w lodówce, bądź na parę godzin w temperaturze pokojowej.
Głowę zalewamy częściowo wodą częściowo winem (taki spory chlust) i gotujemy wywar. 
Dzwonka z łososia układamy na natłuszczonej blasze (my zrobiliśmy w naczyniu z kratką, ale to nie był dobry pomysł, łosoś się rozleciał przykleiwszy uprzednio do kratki ;)) i polewamy sokiem z cytryny i winem. Wrzucamy do piekarnika na 180 stopni.
Do naczynia dajemy śmietanę a następnie mieszamy ją z wywarem. Wywaru dajemy do smaku, u mnie była to niecała połowa (resztę wywaru wlałam do opakowania po serku wiejskim i wpakowałam do zamrażarki), całość zrobi się dość rzadka. Do płynu dodajemy czosnek (również do smaku - u mnie były to 4 nieduże ząbki), sól, pieprz, oraz część koperku. Wszystko razem gotujemy, dodając po drodze łyżkę mąki, dla zgęstnienia sosu (najlepiej mieszając po trochę niewielkie ilości płynu z mąką, tak by powstała emulsja a potem jednolity płyn). Na koniec gotowania sosu dodajemy resztę koperku, zachowa on wtedy kolor i smak.

Gotowego łososia wyciągamy na stół i na talerzach polewamy sosem.

Podaliśmy z pieczonymi ziemniakami oraz sałatka z kapusty pekińskiej.

I jeszcze mała uwaga, czemu po mojemu: w żadnym ze szwedzkich przepisów na lax i dillsås nie znalazłam wina. I w sumie trudno się dziwić. Znając ceny alkoholu w Szwecji, wartość człowieka po zjedzeniu takiego dania znacznie by wzrosła ;)