czwartek, 2 lutego 2023

Bułki poznańskie

 Skorzystałam z przepisu z bloga Plate by Kate, który to przepis był polecany na grupie chlebowej na Facebooku. Nie zawiodłam się. Bułeczki były naprawdę pyszne. Pewnie gdyby nie parę lat pieczenia chlebów, które już za mną i pewne warsztaty chlebowe z zawodowcem, który przekonał mnie by nie bać się dużego nawodnienia ciasta, to sypałabym tam mąkę bez opamiętania. Ciasto jest początkowo mocno lepkie, bo jego nawodnienie jest naprawdę duże. Ale właśnie to sprawia, że bułeczki są absolutnie genialnie, miękkie, puszyste. Zaś dodatek masła powoduje, że skórka jest cudownie chrupiąca. To chyba najlepszy przepis bułeczkowy z jakiego korzystałam.
 

 

Składniki:

400g mąki pszennej (u mnie uniwersalna 650, oryginalnie 500 lub 550)

150g letniej wody

150g mleka

50g rozpuszczonego i ostudzonego masła

7g suchych drożdży (dałam ok 15g świeżych)

łyżeczka soli

łyżeczka cukru (pominęłam)

Sposób przygotowania:

W garnuszku rozpuścić masło i podgrzać trochę mleko (robiłam to razem, masło rozpuszczając w podgrzewającym się mleku). Po wystudzeniu masła do letniej temperatury wymieszać wszystkie składniki na jednolite ciasto. Mieszać mikserem przez ok. 10-12 minut. (mnie się nie chciało wyciągać miksera więc najpierw wymieszałam wszystko prócz soli, wymieszałam łyżką i ręką do wciągnięcia w ciasto całej mąki i zostawiłam na pół godziny, potem dodałam sól, wymieszałam ponownie, a następnie, po ok. godzinie ciasto wciąż było luźne więc ponownie je wymieszałam by wzmocnić siatkę glutenową). Odstawić do wyrośnięcia do czasu podwojenia objętości (min. 1-1.5h, u mnie raczej powyżej 2). Uformować 8 bułeczek, odstawić na ok. 20 min. do wyrośnięcia. Piec z parą w temp. 200-230 stopni przez ok. 15-18 minut. Studzić na kratce.

poniedziałek, 16 stycznia 2023

Fińskie chlebki razowe aka chlebki żytnie schabowe

Uwielbiam fińskie chlebki żytnie. W zasadzie to bardziej jak bułki, tylko płaskie i w sklepie sprzedawane od razu przekrojone w formie kanapki. Gdy więc zobaczyłam w grupie sourdough geeks na Facebooku Fina, który zaprezentował zdjęcie moich ukochanych chlebków, to od razu poprosiłam go o przepis, i od razu wzięłam się za przygotowanie. Chlebki można zrobić zarówno z mąki żytniej razowej (tak zrobiłam) jak i z mąki żytniej chlebowej.


 

Składniki:

na zaczyn

100g aktywnego zakwasu żytniego

1000g wody

300-400g mąki żytniej razowej (może być chlebowa)

 na ciasto

 800g mąki żytniej (może być chlebowa)

20g soli

Sposób przygotowania:

Wieczorem: składniki na zaczyn wymieszać dokładnie i zostawić na noc pod przykryciem w ciepłym miejscu (na blacie w temp. 18-20 stopni było ok). Rano dodać 800g mąki żytniej, 20g soli, wymieszać i pozostawić na 2h do wyrośnięcia. Następnie uformować w prostokątne, okrągłe lub owalne placki, podziurkować równomiernie patyczkiem do szaszłyków i piec w temp. 225 stopni przez ok. 45 minut.

Ponieważ ja byłam już jedną nogą poza domem kiedy nadszedł czas formowania, a rodzina zgodziła się przypilnować pieczenia zaś nie pałała entuzjazmem do formowania, to zamiast porządnie ładnie je uformować po prostu byle jak je podzieliłam, żeby tylko wylądowały na blasze. Wyszły pyszne, tyle tylko, że wyglądają jak schabowe ;)

czwartek, 29 grudnia 2022

Bułeczki cynamonowe na zakwasie

Uwielbiam bułeczki cynamonowe. Do tej pory robiłam z mojego ulubionego przepisu na ciasto drożdżowe i były pyszne, łatwo się robiły, tylko jak to przy cieście drożdżowym, ich żywotność była dość krótka. Sprawdzonego sposobu na odświeżanie w mikrofali nie zastosuję, bo od czasu jak popsuła nam się mikrofala, nie kupiliśmy nowej. W związku z tym postanowiłam wypróbować. Te bułeczki cynamonowe robi się z ciasta na brioszki, które również od dawna chciałam zrobić, tylko mnie zniechęcało dokładanie "w sam raz zimnego" masła. No ale jak przyszło do bułeczek cynamonowych, to po prostu musiałam się zebrać na odwagę. Trochę lepiej się starzeją niż drożdżowe ale bez szału, więc zwłaszcza jeżeli mają być jedzone na świeżo to może być niewarte wysiłku. Na plus: z tym ciastem świetnie się pracuje, ma świetną konsystencję, ciasto fermentowane jest trochę lżejsze dla brzucha niż niefermentowane (choć nie wiem czy przy tej ilości tłuszczu i cukru w tym cieście ma to jakieś specjalne znaczenie). Przepis pochodzi z książki "The perfect loaf" Maurizio Leo. Autor ma też stronę internetową pod tym samym tytułem, ale zamieszczony tam przepis różni się od tego z książki, z którego korzystałam. Można te bułeczki przygotować jednego dnia, można rozłożyć na dwa dni lub nawet na 3. 



Składniki:

na zaczyn

71g mąki pszennej (ok.11.5% białka)

71g wody

71g dojrzałego płynnego zakwasu

na ciasto

508g mąki pszennej (ok. 11.5% białka)

197g pełnego mleka

3 średnie jajka

139g masła

46g cukru

12g soli

zaczyn

na nadzienie

175g brązowego cukru (dałam zwykły biały)

28g rozpuszczonego masła

12g mąki

6g cynamonu

mała szczypta soli

Sposób przygotowania:

Do miski włożyć składniki zaczynu, wymieszać i zostawić na 3h. Temperatura ciasta to 23-24 stopnie (jeżeli w waszym domu jest mniej, użyjcie cieplejszej wody ok. 37 stopni). Po upływie tego czasu sprawdzić czy zaczyn jest już dojrzały (czy są na wierzchu bąbelki, cały zaczyn napowietrzony)

Przygotować masło - wyjąć z lodówki i pokroić na nieduże kawałki, ok 1-1.5 cm grubości, odłożyć na blat.

Wymieszać mikserem na niskiej prędkości zaczyn, mąkę, mleko, jajka, cukier, sól do chwili aż wszystkie składniki są połączone (ok. 1-2min), następnie dalej mieszać na większej szybkości przez ok 3-4 minuty, aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek. Odstawić ciasto na 10 min. żeby odpoczęło.

Sprawdzić masło, ma lekko uginać się pod palcem ale nie rozpuszczać ani nie być mokre, jeżeli masło jest zbyt ciepłe, można je na 2 minuty wsadzić do zamrażarki, za zimne, na 10 sekund do mikrofali.

Miksować ciasto na niskiej prędkości i wrzucać masło po kolei, czekając aż poprzedni kawałek się rozpuści w cieście, po wrzuceniu wszystkiego miksować jeszcze minutę lub dwie.

Odstawić do fermentacji na 4h. W tym czasie, po jednej godzinie fermentacji złożyć ciasto. Jeżeli ciasto będzie słabe, można za pół godziny złożyć je ponownie. Jeżeli ciasto nie urosło 20-30%, można potrzymać je jeszcze pół godziny.

Po fermentacji ciasto należy schłodzić minimum 2h lub przez noc w lodówce (u mnie stało przez noc w dolnej komorze lodówki gdzie jest trochę zimniej).

Wymieszać wszystkie składniki nadzienia, ciasto rozwałkować na duży prostokąt, oprószyć nadzienie na cieście w taki sposób by przy najdalszej krawędzi zostawić troszkę wolnego miejsca tak by ciasto się skleiło. Gotowy wałek podzielić na kawałki wielkości bułeczek i położyć na blasze posmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą lub kaszą manną lub na papierze do pieczenia (moje piekły się na papierze). Odstawić do wyrośnięcia na ok. 2,5h w temp. 23-24 stopnie.

Piec 20-25 minut w temp. 200 stopni.

Gotowe można polukrować lub zrobić polewę z serka kremowego. Ja nie robiłam żadnych dodatków, bułeczki same z siebie są słodkie.


sobota, 17 grudnia 2022

Chleb na zakwasie z oliwkami

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, ten chleb wiele w swoim krótkim życiu przeżył. Przede wszystkim kilkukrotne porzucenie. Poradził sobie z tym całkiem nieźle, choć pewnie po rozkrojeniu będzie widać, że jest przegarowany (choć póki co go nie rozkrawam, bo mam sporo chleba z poprzedniego wypieku). Ogólnie jestem zadowolona z efektu jak na to, że najpierw zaczyn robił się za długo i był już widocznie głodny gdy wreszcie zrobiłam kolejny etap, w czasie kolejnego etapu chleb powinien być parę razy złożony, czego nie zrobiłam, bo musiałam wyjść. Od razu po fermentacji, która trwała chyba ciut dłużej niż powinna, wsadziłam chleby do koszyków, do worka foliowego i do lodówki. Tym razem postanowiłam wsadzić chleb na wyższą półkę, gdzie jest trochę wyższa temperatura. Co w efekcie nie wyszło mu na dobre, bo za długo siedział w lodówce. Gdy wstałam rano i go wyjęłam był już ewidentnie przegarowany. Wyłożony na łopatę od razu zaczął flaczeć. Na szczęście udało się go trochę podformować na łopacie i ładnie naciąć (podłużny) lub przerwać skórkę (okrągły). Nawet nieźle wyrósł jak na tak źle traktowany chleb. Przepis z książki Hamelmana "Chleb"



Składniki:

na zaczyn:

160 g mąki chlebowej

200g wody

30g dojrzałego płynnego zakwasu (w oryginale zakwas pszenny, u mnie żytni)

na ciasto:
650g mąki pszennej

90g mąki pszennej razowej

370g wody

10g soli

zaczyn

230g drylowanych oliwek (zawsze daję mniej dodatków do chlebów z tej książki, wolę gdy dodatki są dodatkami a nie głównym składnikiem chleba - dałam mniej niż połowę słoika oliwek)

Sposób przygotowania:

Wymieszać składniki na zaczyn. Zostawić pod przykryciem na 12-16h. Po upływie tego czasu wymieszać powoli wszystkie składniki oprócz oliwek. Kiedy ciasto będzie już dobrze wymieszane dodać oliwki i wymieszać je równomiernie z ciastem. Odłożyć na 2.5h do wyrośnięcia. Po 75 minutach złożyć. Jeżeli ciasto jest słabe to złożyć dwa razy w odstępie co 50 minut. Po zakończeniu wyrastania uformować bochenki i wsadzić je w foliowych workach do lodówki do wyrastania. W temp. do 10 stopni do 8h, w temp. 6 stopni do 18h. Piec w temp. 240 stopni przez 40-45 minut.

Szybki chleb foremkowy na drożdżach i odrzucie zakwasu (można robić na samym zakwasie)

Wydarzyła się rzecz nieplanowana. Otóż, nastawiałam wczoraj zaczyn na chleb z oliwkami z zamiarem zamieszania go rano i przeprowadzenia pierwszej fermentacji jeszcze przed wyjściem z domu. No ale zaspałam. Jako, że miałam dziś urlop to stwierdziłam, że dobra, teraz jest poniżej 12 godzin, a zaczyn może stać do 16 to niech stoi, ogarnę go jak wrócę. Wróciłam o 17. Zaczyn wyglądał już na trochę wygłodzony. Wymieszałam, trochę pomiksowałam, ciasto sprawiało wrażenie dość silnego. Zanim zdążyłam je złożyć znów musiałam wyjść i tym sposobem złożenia nie było, za to wyrośnięte przyzwoicie ciasto po prostu władowałam do koszyków, zapakowałam w folię i umieściłam w lodówce na noc. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Póki co ciasto wygląda jakby bardzo chciało się udać mimo wszelkich przeciwności losu. Mimo wszystko - chleb nie będzie gotowy na śniadanie. Dlatego postanowiłam zasięgnąć porady mojej nowej ulubionej strony, to jest listy przepisów na odrzuty zakwasowe z bloga The pantry mama i już wkrótce miałam na radarze prosty chleb kanapkowy (z foremki) W dodatku w opisie stało, chleb na sytuacje gdy właśnie szykujesz śniadaniówki a okazało się, że nie ma chleba. O tak, brzmi jak ja. Przepis oryginalny tu

No więc ten chleb można przygotować na samym zakwasie (wtedy dobrze by był aktywny), na zakwasie ze szczyptą drożdży (wtedy też aktywny zakwas, a dzięki drożdżom szybsze wyrastanie) lub całkiem na drożdżach z nieaktywnym odrzutem zakwasu jako dodatek smakowy. Mój odrzut był względnie świeży (dokarmiany dzień wcześniej i trzymany w cieple, ale nie miałam czasu na wyrastanie przez całą noc, więc użyłam drożdży. W przepisie oryginalnym drożdży było 7g suchych. Ja akurat miałam końcówkę paczki świeżych, więc zastosowałam przelicznik x4 i .... dałam tyle ile miałam czyli ok. 15g ;) robiłam wczoraj bułki z tej samej ilości drożdży i tej samej ilości mąki i wyszły, więc nie widziałam potrzeby dawać tych drożdży aż tyle.

No więc chyba udało mi się uzyskać niezłą kooperację między zakwasem a drożdżami bo chlebek wyrósł śliczny, wysoki bardzo i ładnie pokazał się przez nacięcia. Jeszcze go nie próbowałam, ale wygląda naprawdę zacnie. Pokombinowałam oczywiście z przepisem pod kątem tego co miałam pod ręką, więc miejmy nadzieję, że jednak smakuje tak dobrze jak wygląda (tak, naprawdę wygląda super, to tylko zdjęcie robione nogą od stołu).


 

Składniki:

500g mąki pszennej (tyle nie miałam, dodałam ze dwie garści razowej, bo wolałam ją od tortowej)

250 g ciepłej, ale nie gorącej wody

100g odrzutu zakwasu

10g soli

60g masła w pokojowej temp. (miałam jakieś 15g i tyle dałam)

 20g cukru (pominęłam)

7g drożdży instant (dałam ok. 15g świeżych - standardowo ilość suchych drożdży mnoży się x4, tu mniejsza ilość zupełnie wystarczyła)

Sposób przygotowania:

Wymieszać zakwas, mąkę i wodę do połączenia składników, odstawić na pół godziny pod przykryciem. Dodać pozostałe składniki, wymieszać. Mieszać około 4-6 minut. Ten chleb w całości mieszałam ręcznie, bo mi się nie chciało szukać haków od miksera. Wymieszane zostawić na ok. godzinę pod przykryciem (do podwojenia objętości). Ułożyć w foremce (może być natłuszczona lub przykrywa papierem do pieczenia - ja wybrałam papier, na dno i dłuższe boki, krótsze bez problemu można odciąć od formy) i rozgrzać piekarnik do 180 stopni. W tym czasie chleb niech urośnie sobie jeszcze w foremce. Wsadzić chleb do piekarnika (ja wylałam na dno jeszcze trochę wody, żeby ładniej rósł i porządnie go nacięłam). Piec ok. 45 minut (aż postukany od dołu wyda głuchy odgłos), ja dopiekałam jeszcze 5 minut bez foremki, by dno było ciemniejsze). Studzić na kratce. Moje ciasto miało wspaniałą konsystencję, myślę, że spokojnie poradziłoby sobie również jako chleb formowany, naprawdę dobrze się z nim pracowało.

Edit po rozkrojeniu: jak należało się spodziewać miękisz jest dość zbity (wersja na zakwasie i szczypcie drożdży lub na samym zakwasie byłaby lepsza), za to skórka - genialna, tak chrupką i pyszną skórkę ostatni raz miałam piekąc w garnku żeliwnym, przy czym ta jest jednocześnie niezbyt twarda. Mniam, mniam!

piątek, 16 grudnia 2022

Zaplatane pomidorowe bułeczki

Miałam pewnego dnia chęć zrobić zaplatane bułeczki. Tak mnie czasem nachodzi. Wpisałam w wyszukiwarkę i spośród wielu przepisów znalazłam ten jeden na pomidorowe bułeczki, które bardzo mi się spodobały (zdjęcia autorki są piękne) o tutaj. Akurat wtedy nie zdecydowałam się ich robić, bo potrzebowałam czegoś typowo na śniadanie, ale nie dawały mi spokoju. Zrobiłam je, z niewielkimi modyfikacjami, na imprezkę. Zniknęły jak sen złoty, zanim zdążyłam je obfotografować (bo na stół wyjechały jak tylko wystygły). Zatem prezentowane pod tym wpisem to nowa partia robiona już na potrzeby domowe. Oczywiście nie wyszła tak piękna jak ta pierwsza (wiadomo), ale w dalszym ciągu są super pyszne. Póki co po dobie od upieczenia nadal miękkie i wilgotne, więc przepis klasa. W stosunku do oryginalnego zmieniłam mąkę z całości pełnoziarnistej na mieszaną typ 550 i pełnoziarnistą ponieważ miękisz bułek z oryginalnego przepisu był zbyt zbity, a kombinowanie z ilością wody, zwłaszcza przy eksperymentach na gościach mogłoby mieć znacznie gorsze skutki ;)


 

Składniki:

2.5 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (użyłam 2 szklanek mąki pszennej typ 550 i pół szklanki pełnoziarnistej)

20 g świeżych drożdży

200 ml ciepłej (ale nie gorącej) wody

2 łyżki koncentratu pomidorowego

pół łyżeczki soli

łyżeczka cukru (pominęłam)

1-2 łyżeczki ziół toskańskich (użyłam dalmatyńskich, bo takie miałam i mi pasowały)

+ jajko i słonecznik do posypania (autorka posypywała ziołami toskańskimi)

Sposób przygotowania:

Suche składniki wsadzić do miski, w wodzie rozmieszać koncentrat i drożdże, wlać do suchych. Miksować dość długo (nawet ok. 10 minut), do czasu aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek i nie będzie tak płynne. Odstawić do wyrośnięcia pod przykryciem na 1-2h (do podwojenia objętości), ciasto wyłożyć na omączony blat, uformować wałek, podzielić na ok. 10 części. Z każdej części zrobić wałeczek o długości ok. 35-40 cm a następnie zawiązać węzeł, a końce przeplatać wokół powstałego kółka do skończenia się ciasta, oba końce skleić razem (przewodnik krok po kroku ze zdjęciami w przepisie oryginalnym podlinkowanym u góry). Bułeczki ułożyć na blasze, przykryć i odstawić na ok. 20 minut. Po podrośnięciu posmarować jajkiem i obsypać ziołami (lub słonecznikiem). Piec w temp. 190 stopni przez ok. 20 minut. Studzić na kratce.

czwartek, 15 grudnia 2022

Pierniczki na zakwasie


 Testuję przepisy na wykorzystanie odrzutów z zakwasu. Tym razem skorzystałam z przepisu z bloga The pantry mama, gdzie zebranych jest ich ponad 60. W komentarzach była informacja, że ktoś zrobił z mniejszej ilości cukru i mniejszej ilości masła, więc też postanowiłam pokombinować (tym bardziej, że przepis oryginalny zawiera cukier (dużo) i melasę (średnio) a ja chciałam zrobić pierniczki na miodzie.

Tym sposobem z powstał zupełnie oryginalny przepis. W efekcie wyszły pyszne ciasteczka piernikowe. 

Uwaga! Czas przygotowania zawiera odpoczynek ciasta w lodówce przez min. 4h lub przez noc, za to ciasto jest super przyjemne w obróbce, więc warto sobie dobrze rozplanować czas.

każdy pierniczek ma dziurkę do powieszenia na choince
 

Składniki wg mojej wersji. Z przepisem oryginalnym w nawiasach.

Składniki:

120 g odrzutu zakwasu (u mnie żytni z mąki razowej u autorki pszenny levain)

400 g mąki pszennej

85 g masła (w oryginalnym przepisie 120g)

pół szklanki cukru (w oryginalnym przepisie 250 g)

4 czubate łyżki miodu wielokwiatowego (zwykle używam kupowanego w markecie o niskiej cenie i słabej jakości) (w oryginalnym przepisie 45 g melasy)

1 jajko

5 g soli

10 g sody oczyszczonej

1.5 łyżeczki mielonego cynamonu

0.5 łyżeczki zmielonych goździków

0.5 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego

1/3 łyżeczki kardamonu

pół łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

troszkę mielonej gorczycy

(ilość umowna, goździków i ziela miałam prawdopodobnie więcej, gałki mniej. Autorka przepisu oryginalnego dała jeszcze imbir i 5g ekstraktu wanilii, nie dała za to gorczycy)

Sposób przygotowania:

Zmiksować masło, cukier, miód, jajko, zakwas i wanilię (jeśli ktoś używa) na gładką lśniącą masę. Najpierw zmiksować końcówką do piany cukier z masłem inaczej trudno rozmieszać dobrze masło w płynnym cieście. dodać resztę składników i miksować (hakiem do ciasta) do czasu aż kulka ciasta wzięta na rękę będzie ładnie odchodzić. Trwa to parę minut. Na podlinkowanej stronie jest ładnie pokazane o co chodzi. Kiedy będzie gotowe podzielić na dwie części, trochę rozpłaszczyć i wsadzić w woreczkach do lodówki na min. 4h lub całą noc (u mnie leżały prawie dobę, ciasto zrobione wieczorem jednego dnia, pieczone po południu następnego). Po upływie tego czasu wyjąć na blat, wałkować dość cienko (rosną) i wycinać kształty. Piec w temp. 160 stopni przez 10-15 minut.

5 g ekstraktu wanilii (pominęłam)


niedziela, 11 grudnia 2022

Ogórki z chilli (także z przerośniętych ogórków)

 Poszukiwałam przepisu na przerośnięte ogórki, bo dostałam od taty siatkę takich właśnie. Nie bardzo chcieliśmy jeść bo ogórki mamy własne i zbieraliśmy sobie codziennie takie malutkie, więc zaczęłam kombinować coby tu z nich zrobić. Znalazłam dwa ciekawe przepisy: ogórki z chilli i sałatkę z ogórków z papryką. Na oba nie miałam materiału, bo z całej siatki w efekcie wyszły dwa słoiki ogórków, ale jeśli nic tych ogórków nie zeżre to jestem pewna, że przed końcem sezonu jeszcze będzie okazja przerobić takie wielkie.

Składniki:

2.5 kg ogórków

4 łyżki soli

1.5 główki czosnku

1.5 łyżki chilli w proszku

Zalewa:

1 szklanka wody

2 szklanki octu

60-70 dkg cukru

16 łyżek oleju

2 pokrojone cebule

Sposób przygotowania:

Ogórki pokroić wzdłuż (ja kroiłam na ćwiartki bo miałam wielkie), dodać 4 łyżki soli, zamieszać odstawić na ok 6h, odcedzić, wylać wodę. Dodać 1.5 główki zgniecionego czosnku i 1.5 łyżki chilli.

Zalewę zagotować, gorące ogórki zalać zalewą i odstawić na 12h. Ogórki razem z zalewą włożyć do słoików, zapasteryzować.

U mnie ogórki były przerośnięte, więc usuwałam nasiona. To spowodowało, że ogórki straciły jędrność w miejscu gdzie wcześniej były nasiona, myślę, że dużo lepsze byłyby gdyby ogórki nie były przerośnięte lub były duże a bez dużych nasion (bardziej na początku sezonu można takie zebrać).

Jagodowe muffiny na odrzucie zakwasu

 Chyba pierwsza rzecz w moim życiu robiona z oryginalnie amerykańskiego przepisu. To znaczy wprost z amerykańskiego bloga, bez wcześniejszego testu innego polskiego użytkownika, względnie wydania książki. Mam jednak wielką potrzebę wypróbowania nowych przepisów na odrzuty zakwasu. Hamelmanowe krakersy, płaskie chlebki, gofry i naleśniki uwielbiam, ale jednak zakwas przyrasta geometrycznie, a ja lubię eksperymenty (no i zawsze mi smutno jak mam wywalić część mojego cudownego hodowanego pieczołowicie zakwasiku ;)) Korzystałam z przepisu z bloga Little spoon farm

Pomysł na jagodowe muffiny przemówił mi do wyobraźni i w sumie słusznie, w jednym tylko momencie zapomniałam o żelaznej regule korzystania z amerykańskich przepisów - mniej cukru!, to znaczy pamiętałam o tym przy cukrze "wewnętrznym" zapomniałam przy kruszonce, a nie chciało mi się szukać przepisu na kruszonkę Ani Starmach, z którego zwykle korzystam, więc powiedziałam sobie - no przecież kruszonka musi być słodka... No i wyszła mi najsłodsza kruszonka świata. Osobiście uważam, że ta kruszonka jest tam w ogóle niepotrzebna, bo muffiny same w sobie są pyszne, ale moja rodzina uważa, że z kruszonką prezentują się lepiej ;)

 



Jak to przy muffinach podział na składniki suche i mokre, suche do jednego, mokre do drugiego.

Składniki:

Suche:

240 g mąki pszennej (użyłam typ 550)

200 g cukru (dałam niecałe pół szklanki)

2 łyżeczki proszku do pieczenia

pół łyżeczki sody oczyszczonej

pół łyżeczki soli

1 łyżka skrobi kukurydzianej (użyłam ziemniaczanej oczywiście)

skórka z połowy cytryny (akurat cytryny miałam brzydkie to dałam limonkę)

150 g borówek leśnych zwanych w innych częściach Polski jagodami (mogą być świeże lub mrożone, ja dałam mrożone)

Mokre:

113 g rozpuszczonego masła (myślę, że olej też byłby ok, muffiny jednak częściej robię na oleju niż maśle, ale tym razem zgodnie z przepisem)

2 duże jajka (dałam M, bo takie miałam)

125 g zakwasu na chleb (miałam żytni z mąki 2000 i taki dałam, podejrzewam, że oryginalnie mógł to być zakwas pszenny, choć autorka nie wspomina, po prostu na amerykańskich grupach chlebowych nigdy nie widziałam zakwasu innego niż pszeny)

3 łyżki (45 g) kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego (nie miałam, dała półtorej łyżki mascarpone i półtorej zwykłego polskiego rzadkiego jogurtu)

1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (pominęłam)

Kruszonka:

3 łyżki (45g) masła

100g cukru (to o wiele za dużo!)

60g mąki

Sposób przygotowania:

W jednej misce wymieszać składniki suche, w drugiej mokre (pamiętając by rozpuszczone masło było schłodzone przed dolaniem - drożdże z zakwasu są żywe), w trzeciej zrobić kruszonkę (spokojnie można pominąć, moim zdaniem bez kruszonki byłyby lepsze). Dodać mokre do suchych, wymieszać tylko do połączenia składników. Wylać do natłuszczonych lub wyłożonych papilotkami foremek do muffinków (ja osobiście byłam fanką niedawania papilotek, ale od kiedy moja forma nie jest już taka jak kiedyś, wykładam ją kawałkami papieru do pieczenia, trzeba tylko ostrożnie pakować ciasto). Na wierzch nasypać kruszonkę i delikatnie wgnieść ją w ciasto Piec w temp. 175-180 stopni przez ok. 30-35 minut (do suchego patyczka). Moje troszkę za bardzo spiekły się z wierzchu, niestety długo patyczek nie był suchy. Można zmniejszyć temperaturę na dopiekanie, można przykryć wierzch papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Żeby nie opadły, dobrze studzić je w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach (rosną naprawdę spore).



czwartek, 8 grudnia 2022

Gulasz warzywny z cieciorką

To danie stanowi mix przepisów z różnych blogów na bazie ze wspaniałego leczo, specjalności mojego męża. Naprawdę smaczne i sycące.
 
 

Składniki:

2 cukinie

3 duże papryki czerwone

1 papryka zielona

2 marchewki

ok. 4 ząbki czosnku

kartonik pomidorów krojonych

ok. 100-150 g namoczonej i ugotowanej cieciorki (namoczyć trzeba min. 6h wcześniej)

2 garście szpinaku baby

papryka w proszku

papryka wędzona w proszku

odrobinę chilli do smaku (3 plasterki świeżego, ale można dać też suszoną)

Sposób przygotowania:

Przesmażyć po kolei warzywa, wrzucić do garnka, zalać pomidorami, gotować razem, pod koniec gotowania dodać cieciorkę i szpinak baby. Doprawić do smaku.

Schab pieczony w kwasie chlebowym

 Pyszne, po prostu super. Dawno nie jadłam tak dobrego sosu do mięsa. 

 


Składniki:

Schab

wędzone śliwki

czosnek

ziarna jałowca

cebula

3/4 szklanki kwasu chlebowego

sól, pieprz

kromka razowego chleba

Sposób przygotowania:

Schab osolić, nadziać w przypadkowych miejscach śliwkami, czosnkiem i kilkoma ziarnami jałowca, obsmażyć do zamknięcia soków w mięsie, przełożyć do naczynia żaroodpornego, przesmażyć cebulę, dodać do mięsa. Zalać kwasem chlebowym. Na wierzch mięsa posypać trochę świeżo mielonego pieprzu. Piec w temp. 180 stopni przez  ok. godzinę na każdy kilogram mięsa. Następnie sos razem z cebulą odlać do oddzielnego garnka dodać kromkę razowego chleba i gotować mieszając do czasu rozpadnię


cia się kromki (to zagęści sos).

Chleb na kwasie chlebowym i mieszanych zaczynach


 Przepis na podstawie książki Hamelmana "Chleb", a konkretnie przepisu na chleb piwny. Kiedyś już robiłam ten chleb i niezbyt się udał. To znaczy był smaczny, ale zupełnie płaski. Rozlał się po piekarniku. Dawno to było, od tego czasu minęło trochę lat, trochę się nauczyłam, ale też pamiętałam na co zwrócić uwagę. Wyszedł pyszny i tym razem pięknie wyrósł. Podobnie jak poprzedni, był bardzo luźny, więc by się nie stresować, upiekłam go w foremce i tortownicy, bo jednak wcześniej próbowałam formowania, ale zaufania nie miałam do niego za grosz. Na szczęście okazało się, że mimo to wyrósł i nie trzeba było go gonić po piekarniku ;)

 


Składniki:

Zakwas żytni:

99 g mąki żytniej razowej

82 g wody

6 g zakwasu żytniego z mąki razowej (dałam dwie łyżki)


Zakwas pszenny:

91 g mąki chlebowej pszennej

113 g wody

17 g zakwasu pszennego (dałam żytni, taki sam jak do żytniego)

Ciasto:

635 g mąki chlebowej

37 g mąki żytniej razowej

45 g mąki pszennej razowej

241 g wody

272 g ciemnego piwa (użyłam kwasu chlebowego)

17 g soli

2g drożdży instant (lub 8 g świeżych)

oba zakwasy


Sposób przygotowania:

Wieczorem: Wymieszać produkty na zakwas żytni, przykryć miskę, odstawić w temp. pokojowej. Wymieszać zakwas pszenny, odstawić pod przykryciem w temperaturze pokojowej.

Rano: Wymieszać wszystkie składniki, odstawić na 20 minut, a następnie wymieszać, znów odstawić, poczekać 20 minut i znów pomieszać (ja ten krok pominęłam, po prostu mieszałam ok. 10 minut), przykryć miskę i odstawić do wyrośnięcia na 2h. Po godzinie złożyć i odstawić na kolejną godzinę. Następnie podzielić na bochenki i odstawić do omączonych koszyków na 75-90 minut (na tym etapie niespecjalnie pilnowałam czasu, bo miałam inne rzeczy w piekarniku. Jak te rzeczy wyszły z pieca to  po prostu sprawdziłam czy bochenki wyrosły i włożyłam je do pieca.

Piec w temperaturze 235 stopni przez 15 minut w zaparowanym piekarniku (naczynie z wodą na dnie), a następnie kolejne 25-30 minut temperaturze 220 stopni.

wtorek, 26 lipca 2022

Sałatka z bobu z pomidorami

Bardzo dobra sałatka na lato, może służyć za odrębny posiłek, lekka, odświeżająca, a przy tym wystarczająco sycąca by z dodatkiem kromki razowego chleba w sam raz na letni lunch.




Składniki:

250 g ugotowanego i obranego bobu
1 pomidor (u mnie duża malinówka)
kawałek twardej fety
koperek
ząbek czosnku
sok z cytryny (nie miałam, dałam sok z pomarańczy)
sól
pieprz

Sposób przygotowania:

Do miski wsypać bób, dodać pokrojonego pomidora fetę, pokrojony koperek, wycisnąć ząbek czosnku, polać sokiem z cytryny, oprószyć solą i pieprzem.

sobota, 11 grudnia 2021

Pasta z czerwonej fasoli

 Naprawdę pyszna pasta, chociaż oczywiście wygląda, że wcale nie. Przepis kombinowałam z kilku blogów, tu dodałam, tam ujęłam i w efekcie wyszło całkiem pysznie. Zdecydowanie do powtórzenia. Gramatury są bardzo orientacyjne. bo w tym przypadku parę gramów w tą czy w tamtą nie robi różnicy. I tak doprawiamy pod własny smak.


Składniki:

250g czerwonej fasoli (u mnie namoczona i ugotowania, można użyć z puszki)

3 suszone pomidory (u mnie suche, które sama zalałam oliwą w ramach przygotowania)

oliwa spod pomidorów (u mnie były to 2-3 łyżki tak na oko)

2 ząbki czosnku

słodka i ostra papryka

oregano

można dodać sól i pieprz 

 

Sposób przygotowania:

Dzień wcześniej fasolę namoczyć (min. 4h przed), ugotować i ostudzić lub na lenia, użyć puszki. Suszone pomidory namoczyć w oliwie przez min. pół godziny, lub użyć pomidorów w oleju.

Do robota kuchennego z końcówką tnącą wrzucić fasolę, można dodać trochę wody z gotowania, łatwiej będzie się miksować, ale ie za dużo, żeby nie wyszła breja. Dodać pokrojone w kostkę pomidory, wcisnąć dwa ząbki czosnku, wlać 2-4 łyżki oliwy spod pomidorów i razem zmielić w robocie. Doprawić papryką słodką i ostrą i oregano. Jak ktoś lubi i nie zapomni to także solą i pieprzem.

Połączenie fasoli z oregano jest szczególnie udaną kombinacją, mniam!  




piątek, 12 lutego 2021

Tłusty piątek czyli jak odświeżyć ciasto drożdżowe

 Jeżeli ktoś (tak jak ja) nie lubi stać w kolejkach, a nie miał ochoty wczoraj stać nad garnkiem z bulgoczącym smalcem (to też ja), a przy okazji usilnie próbuje wprowadzać do życia zasady less waste (a jakże - ja) może rozważyć zakup pączków dzisiaj. Nie ma się co łudzić - to będą wczorajsze pączki, a w niektórych cukierniach pewnie sprzed tygodnia. Taaak, w Tłusty Czwartek są najgorsze pączki w całym roku. No ale cóż zrobić. Tradycja. Można przynajmniej trochę zaoszczędzić kupując je za pół ceny.

Tę metodę można zastosować nie tylko do pączków, ale też do drożdżówek wszelkiego rodzaju, o ile tylko wytrzyma to nadzienie. Osobiście metodę poznałam przy okazji bułeczek cynamonowych, a stosowałam też do drożdżówek z makiem i z czekoladą. W przypadku pączków zupełnie bez problemu działa na pączki z cukrem pudrem, lukier może spłynąć (podobnie nadzienie budyniowe czy podobne, po prostu może się rozpuścić. Aczkolwiek tu kluczem może być czas odświeżania.

Odświeżyć drożdżówki najszybciej można - wsadzając je na mniej więcej 30 sek do mikrofalówki. Jeżeli są mocniej przyschnięte można spróbować delikatnie spryskać je wodą lub wstawić pojemniczek z wodą do mikrofalówki razem z ciastem. Nie jestem w stanie wskazać jednej idealnej metody, bo wszystko zależy od stopnia wyschnięcia bułek i od mocy mikrofali. Zdarzyło mi się zarówno zadymić pół domu spalonym karmelem (tak, wiem, namówiłam) jak i wyciągnąć lekko rozmoczoną bułę (heh, to co, już jesteście przekonani?). Ale po paru próbach można cieszyć się świeżutkim ciastem jak prosto z pieca (jest nawet lekko ciepłe). Na wczorajsze ciasto powinno zadziałać po prostu wrzucenie ich bez ceregieli do mikrofali, wszelkie akcje z wodą i dłuższym podgrzewaniem zostawcie sobie na starsze ciasto. Choć oczywiście ta metoda nie zadziała przy cieście zeschniętym na kamień. 

Można też próbować odświeżać w zaparowanym piekarniku, ale tu już kompletnie nie jestem w stanie pomóc w kwestii metody (aczkolwiek pewnie już niedługo - nasza mikro odeszła do krainy wiecznego podgrzewania i sprawdzamy jak radzimy sobie bez).

Poniżej pączki z wyprzedaży dla uwagi, nie poddałam ich żadnym zabiegom -  mikrofala mi padła ;)



niedziela, 15 listopada 2020

Chleb voldemorcki/Voldemort's bread

 Scroll down for English

A tak naprawdę "chleb na zakwasie wg detmoldzkiej metody trzyfazowej (70%)". Przepis oczywiście od Hamelmana. W istocie wyszedł nieco voldemorcki - dość sporo roboty przy przygotowaniu zakwasu metodą trzyfazową, a efekt się conieco rozpadł w piekarniku. Jeszcze nie próbowałam, ale raczej wygląda smacznie. Jeśli smakowo urwie odwłok to nawet do wykonania w dobie powszechnej pracy z domu. W "normalnych" warunkach to raczej z piątku na sobotę, tak jak u nas. Przy założeniu, że uda się w miarę wcześnie wstać to chleb nastawiony "po pracy" w piątek jest gotowy w południe w sobotę. Z późnowieczornym i wczesnoporannym dokarmianiem. 

Składniki:

Odświeżanie

9g mąki żytniej chlebowej

11g wody

3g dojrzałego zakwasu żytniego

Zakwas podstawowy

91g mąki żytniej chlebowej

68g wody

Zakwas pełny

 218g mąki żytniej chlebowej

218g wody


Ciasto chlebowe

318 g mąki żytniej chlebowej

272g mąki pszennej wysokoglutenowej (użyłam zwykłej pszennej typ650 bo taką miałam)

380g wody

17g soli

3g drożdży instant (opcjonalnie - dałam, bo akurat miałam otwartą paczkę, ale czy tyle nie wiem)


Sposób przygotowania:

W piątek ok. 17. Wymieszać łyżeczkę zakwasu z mąką i wodą z fazy odświeżanie, zostawić w temp. pokojowej. Ok. 23 w piątek. Do masy dodać mąkę i wodę z fazy zakwasu podstawowego. Zostawić na noc. Ok. 8 rano w sobotę (u mnie była to 9-10). Dodać mąkę i wodę z fazy "zakwas pełny" zostawić na 3-4 godziny. Tu można odjąć zakwasu na nowy chleb lub po prostu do zakwasu wmieszać składniki na ciasto chlebowe. Pozostawić na 10-20 minut by odpoczęło, a następnie uformować bochenki, które ozostawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę. Piec z parą w temp 250 stopni przez 10 minut (wodę wyjąć po ok. 3 minutach) i w 210 stopniach przez 30-40 minut aż postukany od dołu wyda głuchy odgłos. Odstawić na 24h do ustabilizowania. 

Z miąższem tego chleba nie pracuje się łatwo. Ze względu na dużą zawartość mąki żytniej chlebowej ma kolor i konsystencję cementu.



In fact this bread is called "sourdough bread based on detmold three phase method" I don't know how it developed from detmold to Voldemort but the name is quite accurate - more work than with ordinary recipe and outcome not as nice as expected. I haven't tried it yet so I can change my mind. If it is really tasty it is possible to make more often with current home working scheme. With ordinary work it is rather Friday-Saturday recipe. Not so much actual work but a lot of time at home. 

Ingredients:

Refreshing

3g sourdough

11g water

9g rye flour (bread type)

Basic sourdough

91g rye flour (bread type)

68g water

Full sourdough

218g rye flour (bread type)

218g water

Bread dough

318g rye flour (bread type)

272g high gluten wheat flour (I had ordinary one type 650)

380g water

17g salt

3g yeast instant


Method:

Friday after work (about 5 pm). Mix ingredients from phase "refreshing". About 11p.m. add ingredients from basic sourdough phase, leave overnight in warm place (23-27 degrees - if you have cold flat, light in the oven should give enough temperature, I haven't tried it personally but heard that it works). At 8 am on Saturday add ingredients from "full sourdough" phase and leave it for 3-4 hours in warm place. In about 29 degrees. I have around 25. My water was warmer than usual but it can't be too warm not to kill the yeast. After 3-4 hours you can take some sourdough to a jar for further breads. Then add the remaining ingredients, mix them and leave for 10-20 minutes. Form 2 breads and leave for an hour. Bake in 250 degrees for 10 minutes, with steam for 3 minutes, then remove the steam. Bake further 30-40 minutes in 210 degrees.

It is not an easy bread to work with. Because of high amount of rye flour the dough looks like concret but baked bread looks like ordinary bread not a building material anymore.

wtorek, 25 sierpnia 2020

Domowa krówka

 Jeżeli lubi ktoś medytować w oparciu o garnek, a spokojne jednostajne mieszanie jest dla niego relaksem umysłowym, to zdecydowanie powinien spróbować własnej, domowej krówki.

Domowa krówka jest diabelnie słodka, więc spory zapas czarnej kawy do kompletu bardzo by się przydał. W stosunku do "kupnej" nasza jest bardziej karmelowa w smaku. Mimo słodyczy tak wielkiej, że spokojnie można by po niej robić badania krzywej cukrowej, jednak trudno przestać ją jeść.

 

Składniki:

500 ml śmietanki 30%

szklanka cukru

jak ktoś lubi mordoklejki to dodatek 60-80 g masła powinien załatwić sprawę.

Sposób przygotowania:

Na dużą teflonową patelnię wylać śmietankę i wysypać cukier. Podgrzewać na niewielkim ogniu ciągle mieszając aż zgęstnieje i zrobi się lekko brązowa - uważać - gęsta masa krówkowa lubi się przypalić. Wylać do naczynia wyłożonego papierem do pieczenia i poczekać aż wystygnie, można przechowywać w lodówce. Krówka jest dobra gdy krople wylane na talerzyk zastygają.


wtorek, 11 sierpnia 2020

Wege bakłażan nadziewany boćwiną (burakiem liściowym) i fetą

Nie wszyscy wiedzą, że botwina i boćwina to nie jest ta sama roślina. Nie jest to oboczność regionalna, a nazwy dwóch, smakowo pokrewnych roślin. Co do pokrewieństwa botanicznego się nie wypowiem. Botwina to młode liście buraka korzeniowego, zaś boćwina to burak liściowy. Wygląda podobnie, nie ma buraczka na dole. Zamiast tego ma dość gruby korzeń tak, że ciężko to draństwo wyrwać z ziemi. Dobre. Do niedawna zupełnie niedostępne w sprzedaży, obecnie wiem, że bywa np. na krakowskim targu pietruszkowym. Mój, podobnie jak pomidorki ze zdjęcia pochodzi z własnej miniuprawy.

Cały obiad powstał w pół godziny (nie licząc zapiekania) z tego co akurat miałam w domu. Całkiem niezły wynik.

 

Składniki:

1 bakłażan

2 boćwiny (buraki liściowe - u mnie zielone)

2/3 twardej fety 200 g

2 ząbki czosnku

kilka kropel sosu sojowego

łyżeczka miodu

przyprawa: suszone pomidory z czosnkiem niedźwiedzim i czarnuszką


Sposób przygotowania:

Bakłażany przekroić, wydrążyć i podpiec lub podsmażyć chwilkę, żeby trochę zmiękły. Na patelni rozgrzać tłuszcz (u mnie zwykły olej rzepakowy, bo oliwy brakło) i podsmażyć dwa, pokrojone w plasterki ząbki czosnku, dodać pokrojoną boćwinę i pokrojony miąższ wydrążony z bakłażana. Przesmażyć razem do miękkości. przyprawić. Gdy nadzienie będzie gotowe wymieszać z fetą pokrojoną w kostkę, nadziać bakłażany i zapiec przez ok. 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Podałam z kuskusem i pomidorami.

sobota, 25 lipca 2020

Letnie spodnie dziewczęce

W tym roku zatrzęsienie komarów, a w niektórych rejonach też kleszczy. Dlatego leciutkie długie spodnie, z przewiewnego materiału będą jak znalazł na tegoroczne lato. Wybrałam model z gazety "Szycie" z ozdobnym wiązaniem z przodu i z gumką u dołu nogawki. Dzięki temu mogłam wybrać większy rozmiar, bo przy nogawce zwężonej gumką lepsze za długie niż za krótkie. Te drugie wyglądają trochę jak woda w piwnicy, podczas gdy za długie się elegancko zawijają pod gumkę robiąc coś na kształt szarawarów. 

Projekt można uznać za upcycling bo materiał leżał w szafie chyba z 40 lat. Przykład tego materiału dowodzi z resztą, że odkładanie fajnego materiału, bo szkoda z niego uszyć, bo będzie fajniejszy projekt itp jest kompletnie bez sensu. Ten materiał odleżał swoje i niestety mocno na tym stracił - na wszystkich zgięciach z fajnego koloru zrobiło się szarobure coś. Nie czekajcie zatem na święte nigdy, bo z dwóch metrów materiału zostanie materiału na spodnie dla przedszkolaka. 

Super szybki projekt, jedno popołudnie i gotowe. Korzystałam z overlocka i domowej maszyny wieloczynnościowej.

PS Gniecie się od samego patrzenia.

Kosmiczny zestaw lala i córka

Troszkę żarcik z modnych zestawów mama i córka. Jakoś takie zestawy rzadko mnie urzekają, bo rzadko kiedy ten sam czy podobny model pasuje i do mamy i do córki. Albo córka wygląda jak stara malutka, albo mama jak (jak to mówiła moja babcia) "dzidzia piernik". W przypadku zestawu lala i córka nie ma tego problemu. 

Zestaw poniekąd upcyclingowy, bo materiał wygrzebany w lumpeksie. Pełne pół metra kosmiczno-ufoludkowo-potworowej dzianiny, do tego ściągacz również pochodzący z tego samego lumpeksu. Akurat przyszła faza na kosmos i wszystko co z nim związane. 



Gatki powstały w dzikim pędzie gdy nagle pewnego dnia okazało się, że wszystkie, absolutnie wszystkie są w praniu, na podstawie wykroju z Ottobre kids, a koszulka to specjalne zamówienie właścicielki "mamo uszyjesz mi bluzkę kosmiczną do kompletu"? Uszyłam, na podstawie wykroju na t-shirt z rękawem raglanowym z Kocham szycie. Jako niespodziankę uszyłam podobny zestaw dla lali. Niestety lala akurat spała z córką, więc brakowało modelki do miary. Ubranie lali jest zatem szyte trochę pi razy drzwi, co niestety widać, ale zarówno lala jak i córka zadowolone, a to się liczy. I razem, w swoich kosmicznych kombinezonach, latają do bazy na Marsie zbierać próbki, oglądać Ziemię przez teleskop i zdobywać marsjańskie góry.

PS. Pierwszy raz w życiu (zupełnym przypadkiem) udało mi się spasować wzór na zapięciu.