Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mononukleoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mononukleoza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2012

Pierogi leniwe

Problematyka czy to pierogi czy kluski jest bardzo złożona i oczywiście regionalnie czy też rodzinnie zróżnicowana. U mnie w domu nie jada się ich wcale, ale mama z oburzeniem stwierdziła, iż żadne to pierogi a kluski. Mnie jednak bardziej podoba się wytłumaczenie, że pierogi i to leniwe dlatego, że gospodyni (albo gospodarzowi) nie chciało się oddzielnie robić ciasta i oddzielnie farszu, więc wszystko trafiło do jednej michy. Przepis to połączenie proporcji z różnych blogów oraz książek kucharskich (co i Wam polecam, warto znaleźć swojego faworyta ;)).

Składniki:
250 g twarogu (u mnie chudy)
50 g mąki (weszło trochę więcej, z 50 za nic nie chciało wyjść ciasto, a raczej taka ciapa)
1 jajko (osobno białko i żółtko)
troszkę soli

+ cukier (u mnie gruba rafinada) i cynamon do posypania

Sposób przygotowania:
Twaróg, mąkę i żółtko wymieszać w misce. Białko ze szczyptą soli ubić na sztywną pianę i dodać do pozostałych składników. Wyrobić do ich połączenia, ewentualnie dodać troszkę mąki, jeśli w misce powstała ciapa za nic nie przypominająca ciasta. Uwaga, nie należy za długo wyrabiać, ciasto ma tendencję do rozciapywania raczej niż do ciastowienia się.


środa, 11 stycznia 2012

Piersi z kurczaka na parze

I kolejny dietoprzyjazny przepis. I znów z granulowanym czosnkiem. Jak ktoś nie toleruje czosnku w diecie, to rozumiem, że właśnie ma ochotę udusić mnie za takie dietowe dania. Ale co ja mogę, primo mi się poprawia, a secundo bez czosnku nie wyobrażam sobie życia No dobra, wyobrażam sobie, ale jest to życie nudne i bezbarwne ;) A jak ktoś nie toleruje to można go po prostu pominąć i tyle.

Składniki:
pierś kurczaka
czosnek granulowany
zioła prowansalskie
można dać łyżkę miodu, (choć raczej wtedy nie polecam wywalać czosnku)
sól

Sposób przygotowania:
Pierś obsypać przyprawami ewentualnie dodać miód. Wrzucić do garnka do parowania i poczekać aż będzie miękkie. 

Na drugim piętrze parowałam mini marchewki do tego ugotowałam ziemniaki.

Rybka na parze

Całkiem prosty przepis pod kątem diety. Podobnie z resztą jak większość przepisów na parę (w zasadzie to nada się to i do piekarnika lub na patelnię, ale wtedy sugeruję potrzymać chwilę w marynacie, coby sobie przeszło.


Składniki:
rybka (u mnie dzwonka z karpia, zwykle kupujemy więcej na święta i zamrażamy dzwonka)
zielona pietruszka
czosnek granulowany
sól


Sposób przygotowania:
Dzwonka osolić, pozostawić na parę godzin (najlepiej na noc) w lodowce aby ryba przeszła solą następnie posypać czosnkiem i pokrojoną zieloną pietruszką. Wrzucić do garnka na parę i czekać aż się zrobi.

Ja tradycyjnie rybę jadam z chlebem (albo i bez niego), ale z warzywami i pieczonymi ziemniaczkami uważam, że byłaby pyszna.

czwartek, 5 stycznia 2012

Prawie daube

Przepis na ten cudowny prowansalski gulasz porwałam z bloga przesympatycznej Lo klik i do niej też odsyłam po oryginalny przepis, bo z tego ubożonego wariantu jaki pojawił się u mnie wynika, że w wersji oryginalnej jest przemega. W wersji zubożonej też jest super (choć tata spróbował ciut i stwierdził, że mu nie podchodzi). Moim zdaniem oprócz tego, że jest gęstym gulaszem czyli przykładem klasycznego comfort food to ma też w sobie posmak lata z owoców. Przygotowuje się dość szybko, poza drobnym składnikiem świeżej skórki pomarańczowej, którą należy cieniutko obrać, więc chwilę to zajmuje. Ale warto sobie zrobić, a potem tylko podgrzewać. Warto, tak jak Lo zrobić to danie z większej ilości mięsa, bo ilość różnych dodatków do marynaty oraz zapiekanie, a także późniejsze możliwości odgrzewania sobie takiego aromatycznego gulaszyku zdecydowanie to uzasadniają.
Składniki:
(podaję za Lo, moje dietowe modyfikacje w nawiasach) 
1400 g chudej wołowiny (użyłam udźca) pokrojonej w 4 cm kostkę (u mnie było jakieś 40 dag)
3/4 szklanki (150 g) zielonych oliwek (nie dałam - nie miałam)
3/4 szklanki (150 g) czarnych oliwek (wrzuciłam ile było, niecałe pół biedronkowego opakowania)
2-3 łyżki oliwy z oliwek (nie dałam)
330 g chudego wędzonego boczku lub bekonu pokrojonego w kostkę (nie dałam)
4 cebule (675 g) pokrojone w cienkie plasterki (dwie małe czerwone)
6 dużych marchwi (675 g) pokrojonych w cienkie plasterki (1,5)
6 pomidorów (900 g) bez skóry i pestek - posiekanych (użyłam puszki - całej, bo co zrobię z częścią)
5 ząbków czosnku (posiekanych)(2)
1 szklanka (250 ml) cielęcego bulionu lub wody  (dałam szklankę wody ale już do zapiekania)
sól i świeżo zmielony pieprz (o w sumie zapomniałam posolić i popieprzyć... i tak było dobre)
marynata 
skórka starta z 1 pomarańczy (pół niedużej)
1 duże bouquet garni (2 duże gałązki tymianku, 2 duże liście laurowe, 5 gałązek natki) 
1 4 cm kawałek kory cynamonu 
3 goździki 
1 łyżeczka ziarenek pieprzu 
1 butelka (750 ml) wytrawnego, czerwonego wina (tyle, żeby zalało składniki, wyszło ok. szklanki)
gremolata 
2 ząbki czosnku drobno posiekane (nie dałam)
listki z kilku gałązek natki (45 g) drobno posiekane 
1 łyżka skórki z cytryny bardzo drobno posiekanej

Sposób przygotowania: 
Wszystkie składniki podstawowe oraz marynaty, bez wody/bulionu oraz soli i pieprzu wrzucić do gara i wsadzić do lodówki na noc. Następnego dnia garnek postawić na gazie do zagotowania (lub wsadzić do zagotowania do piekarnika do 200 stopni, następnie dalej zapiekać w piekarniku w temp. 160 stopni. U mnie trwało to ok. godziny, na ilość mięsa podaną w oryginalnym przepisie wychodzi od 2 i pół do 3 godzin. Na koniec dosolić i dopieprzyć i ugarnirować czosnkiem, natką i skórką z cytryny.

Jeśli chodzi o względy dietetyczne - pozwoliłam sobie to przygotować, bo mój organizm wraca już do normy. Na początek diety wątrobowej nie polecałabym takiego dania ze względu na udział cebuli i czosnku. Alkohol z wina raczej spokojnie zdążył odparować, ale mimo wszystko z robieniem go warto poczekać aż organizm trochę dojdzie do siebie. No i nawet wtedy pamiętać należy, że dietowcom dozwolona jest tylko odchudzona wersja.

Szkoda, że dziś taki brzydki dzień, bo danie to, zwłaszcza w wersji w garnku było naprawdę urodziwe, niestety bury dzień (i mój brak umiejętności oraz sprzętu) sprawiły, że nazdjęciach wcale nie widać jego urody.

niedziela, 1 stycznia 2012

Kurczakowe roladki z bakłażanem

Postanowiłam zaszaleć na noworoczny obiad. Czasu miałam dużo, spokój święty i wielką potrzebę postania sobie przy garach i stworzenia czegoś fajnego. Trochę fajnych składników czekało na mnie w lodówce, a w głowie kołatała się myśl, iż tylko twórczość może mnie uratować przed znienawidzeniem drobiu przed końcem diety. Niby wolno mi chudą wołowinę (ale tylko gotowaną lub duszoną), niby wolno królika i jakieś inne delikatne mięsa, ale biorąc pod uwagę, że u mnie w domu jednoosobowych diet się nie poważa i nikt nie będzie sobie odmawiał tego czy tamtego bo ty masz dietę, to realnie pozostaje kurak czy inny indyk (bo przecież nie będę dusić wołowiny 2h tylko dla siebie).

Chociaż dzisiejsze danie to też coś w stylu wołowiny - trochę stania w kuchni (choć w sumie bez przesady), wybrudzony stos garów (w tym 3 piętrowy garnek do gotowania na parze), za to efekt przezacny i cieszę się już na myśl o tym, że całkiem sporo zostało :) tym razem po prostu do odgrzania w mikrofali.

Składniki:
2 podwójne piersi z kurczaka (lub odpowiednia inna proporcja, zgodnie z ilością gąb)
mały bakłażan
czarne oliwki
koperek
sok z cytryny (parę kropel)
sól, oregano

Sposób przygotowania:
Piersi podzielić i roztłuc, posolić i obsypać oregano. Bakłażana podzielić wzdłuż na plastry, niezbyt grube, posolić i odstawić aby wyciągnęło goryczkę. Gdy na bakłażanach  miejscu soli pojawią się krople płynu, spłukać je wodą. W szerokim rondlu (u mnie taki ok. 24 cm średnicy) zagotować trochę wody i w tej wodzie chwilkę gotować plastry bakłażana - tylko tyle, aby zrobiły się bardziej giętkie i dały zwinąć w roladkę. Przygotować sobie wykałaczki i zawijać - na spód kurczak, na niego plaster bakłażana (przy największych kawałkach mięsa dałam dwa plastry, żeby mi nie zostało), na wierzch przekrojona na pół oliwka, lub dwie i mała gałązka koperku. Zawinąć, spiąć wykałaczką, ułożyć w garnku do parowania na folii (można też w naczyniu żaroodpornym do zapieczenia), po wierzchu polać sokiem z cytryny. Gotować aż będzie miękkie.

Podałam z ziemniakami w mundurkach, brokułami, marchewką i filecikami z bakłażana, które mi zostały (jeden mały plasterek). Można wszystkie te elementy gotować w garnku do parowania. Ja tym razem ziemniaki ugotowałam normalnie w wodzie, a parowałam tylko warzywa (i kurczaka), filetując uprzednio bakłażana, bo nie sądzę by moja dieta zniosła zjedzenie bakłażana ze skórą. Jeśli ktoś chce mnie naśladować w zdzieraniu skóry z bakłażana, warto z daniem tym poczekać, aż ktoś porządnie zagra Wam na nerwach - takie obdzieranie ze skóry ma wtedy zdecydowany walor terapeutyczny ;)

Do dania zrobiłam także sos z jogurtu naturalnego 0%, koperku i soli czosnkowej (miało być z czosnku granulowanego, ale się skończył), kto nie na diecie może robić ze świeżego czosnku.  Sos okazał się w efekcie niepotrzebny, wszystko było cudownie soczyste, więc wtrąbiłam go łyżką. Może się przydać jeśli ktoś będzie zapiekał, podejrzewam, że w piekarniku składniki mogą wyschnąć.

Oczywiście można eksperymentować z nadzieniem. W planie było zamiast koperku dodanie suszonego pomidora ale niestety pomidory suszone suche "wyszły", a te z oleju są zakazane w mojej diecie. Proponuję też spróbować z fetą lub innym ciekawym serkiem (np. kozim), sądzę, że może być pyszne.

piątek, 30 grudnia 2011

Pierś z indyka na parze

Diety ciąg dalszy, a więc i przymusowego przestawienia się na gotowanie lekkie i bez tłuszczu. Na szczęście jakiś przedsiębiorczy człowiek - google poucza, że Chińczyk - wymyślił gotowanie na parze. I chwała mu za to. Wprawdzie garnek do gotowania na parze to straszliwy klonkier, zajmuje masę miejsca i jest zabawa z układaniem jeden na drugim, gotowaniem wody do spodniego garnka i tak dalej, to jedzonko wychodzi szybko, smacznie i nie trzeba go pilnować. No i kolejna kwestia, że gotuje się wszystko zusammen do kupy, a wygląda całkiem jak gotowane oddzielnie. Więc może i ten upiorny wygląd trzypiętrowego gara jakoś się usprawiedliwia tym, że w innym wypadku byłyby to trzy gary. Niestety wynikł mały problem ze zdjęciami, w postaci niezrobienia ich przed jedzeniem (no ale obiadek w miłym towarzystwie jakoś to wynagradza, przynajmniej mnie ;)), a teraz to już nie bardzo jest co fotografować. Grunt, że mimo dietetycznego charakteru potrawy, mężczyzna zjadł i nawet wziął dokładkę. Stąd wniosek prosty, że dietetyczne nie musi być wstrętne. Choć jak na warunki dietetyczne trochę za mocno dopieprzyłam ziemniaki, ale to już szczegół, można dopieprzyć mniej, lub w ogóle.

Składniki:
Pierś z indyka
ziemniaki
małe marchewki
przyprawa suszone pomidory z bazylią i czosnkiem (Kamis Specialite) lub powyższe elementy dodawane oddzielnie (dla diety czosnek granulowany i nie za dużo, wedle osobistej tolerancji)
bazylia suszona
niecała łyżka miodu
sól, pieprz cytrynowy, zioła prowansalskie

+ garnek do gotowania na parze (lub płaskie sitko ułożone na garnku z wodą)

Sposób przygotowania:
Pierś z indyka pokroić na kotleciki. Ja ich już nie rozbijałam. Posolić i obsypać przyprawą suszone pomidory (u mnie było to ok. łyżeczki, bo tyle mi zostało), lub jej elementami w razie braku przyprawy, dodać miód. Odstawić do przegryzienia (tego nie zrobiłam, czasu nie było - stało tyle, żeby w sam raz zjeść zupę i zagotować wodę w garnku do parowania). Ziemniaki obrać i obsypać solą, pieprzem cytrynowym (dietowcy powinni uważać z tą przyprawą) i ziołami prowansalskimi. Zagotować wodę w garnku do parowania, na piętrach z dziurkami ułożyć folię aluminiową (lub przynajmniej na tym gdzie mięso) i ułożyć składniki. U mnie porcja na dwie osoby robiła się na obu piętrach, na jednym mięso, na drugim ziemniaki i marchewka. Niestety nie wiem ile się gotowało, bo byłam zajęta rozmową ;) trzeba sprawdzać, jak ziemniaki są miękkie, to znaczy że całość jest gotowa.

A oto ile zostało z dietetycznego dania:
Planuję wykorzystać tą lichą pozostałość robiąc do niej omlet na parze z koperkiem. Dietowców przestrzegam, że z jajkiem trzeba sobie poczynać ostrożnie. Jeśli problemom wątrobowym towarzyszą problemy z woreczkiem żółciowym to nie wolno jeść żółtka, pozostali dietowcy mogą jajko z żółtkiem jeść max. 3x w tygodniu. Białko bez ograniczeń, jak ktoś lubi omlet z samego białka.

A oto i dowód wykorzystania resztki obiadu do omleta. Omlet przyrządzony na parze w garnku do rozpuszczania czekolady w  kąpieli wodnej (kiepski pomysł - lepiej zrobić to w jakimś szerszym rondlu umieszczonym na garnku z wodą, będzie szybciej). Omlet z dwóch jajek roztrzepany z mlekiem z dodatkiem soli i koperku. Z dodatkami można szaleć, byle pamiętać o długości gotowania poszczególnych składników. Jeśli coś gotuje się dłużej niż jajka, lepiej podgotować wcześniej lub wcześniej wrzucić do naczynia do parowania.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Karp na parze z koperkiem czyli święta z dietą

Tak jak wspominałam, jestem na dość rygorystycznej diecie (choćbym chciała nie mogę przeciw niej grzeszyć bo zaraz organizm się buntuje) i w związku z tym większość tradycyjnych wigilijnych potraw jest mi całkowicie niedostępna. Ale, że moja rodzina to sami zapaleni kucharze, to nie może być tak, aby biedne chore dziecko miało głodować w Wigilię  patrzyć się jak inni się objadają. Mama postanowiła więc przygotować specjalne danie, które mogłam jeść w czasie gdy pozostali zażerali się smażonym karpiem, którego oczywiście mnie jeść nie wolno. Rybka okazała się na tyle dobra, że chętnie będziemy ją dalej przygotowywać.

Rada dla osób będących na diecie wątrobowej - jeśli nie macie zaufanego dostawcy karpia, który wybierze Wam rybę młodą i bez tłuszczu (to bardzo trudne przy hodowlanych karpiach) to lepiej wybierzcie inną rybę, mniej tłustą.

Składniki:
dzwonka chudego karpia (lub innej nietłustej ryby)
cytryna
koperek
sól

Sposób przygotowania:
Kilka godzin wcześniej lub nawet całą noc wcześniej karpia posolić, polać cytryną i posypać koperkiem. Zostawić do zamarynowania (najlepiej na całą noc). Rybę ułożyć w garnku do gotowania na parze (lub na upartego na sitku ułożonym na garnku z wodą), przykryć i ugotować. Aby nie tracić sosu z ryby, górne warstwy garnka (te z dziurkami) można pokryć folią aluminiową i dopiero na niej kłaść rybę, para się przedostanie, a sos nie ucieknie. Na koniec można jeszcze całość posypać świeżym koperkiem (tak, żeby nie ugotował się i nie stracił koloru).
Proste i pyszne. Ja podałam z domową chałką z tego przepisu, ale pasuje też z ziemniakami z wody lub pieczonymi bez tłuszczu lub z ryżem. U mnie w domu rybę zwykle je się z chlebem, stąd co do innych opcji nie mam szczególnych doświadczeń.

Barszcz wigilijny

U nas w domu niepodzielnie w Boże Narodzenie króluje barszcz. Nie jemy żadnych innych zup, a sam barszcz przygotowujemy w ilości dla pułku wojska, co mnie osobiście absolutnie nie przeszkadza, bo barszcz bardzo lubię. Niestety ze względu na dietę uszka były mi tego roku niedostępne (podobnie jak większość wigilijnych potraw), ale czysty barszcz to też rarytas nie do pogardzenia. Niektórym nie bardzo odpowiadała też wersja łagodna poczyniona właśnie z uwagi na dietę, ale wiadomo, że znacznie łatwiej danie na talerzu dopieprzyć niż odpieprzyć ;)
Uwaga! Proporcje są podawane na oko, w dodatku z przyzwyczajeniem do robienia barszczu w 8 litrowym garze, ale postaram się jakoś to naprawić ;)

Składniki:
Na wywar: duża marchewka, pietruszka, cebula
Na wywar grzybowy: duża garść suszonych grzybów, namoczonych przez noc i ugotowanych (ta ilość wchodzi na 8 litrów barszczu, stąd do mniejszego barszczu zalecam mniej)
Ponad połowa garnka pokrojonych buraków
Kwasek cytrynowy
Barszcz kiszony (u nas min. 1,5 litra - na 8 litrów barszczu)
Łyżka masła
sól, pieprz i czosnek

Sposób przygotowania:
Ugotować wywar z marchewki, pietruszki i cebuli, dodać buraki i gotować do ich miękkości. Dodać kwasek cytrynowy (u nas dla wielkiego gara jest to spora czubata łyżeczka). Buraki, przynajmniej w większości wyłowić z barszczu. Dodać łyżkę masła, chwilkę pogotować i dodać wywar grzybowy (uprzednio ugotowany), znów chwilkę pogotować i dodać barszcz kiszony - u nas to min. 3 butelki półlitrowe na wielki gar. Po dodaniu barszczu kiszonego już nie wolno zagotować barszczu, może być tylko podgrzewany - zagotowany straci kolor! Barszcz doprawiamy 3 ząbkami czosnku, solą (ok. łyżki w naszych proporcjach) i pieprzem do smaku. Jeśli barszcz jest zbyt mało esencjonalny, można dolać trochę koncentratu barszczu - czasem dodajemy tak z pół buteleczki Krakusa. Można też w ramach odchudzania postnego barszczu nie dodawać tej łyżki masła, aczkolwiek z przyczyn zdrowotnych (karoten rozpuszcza się w tłuszczach) może warto symboliczną ilość masła dodać.
Swoją drogą, jako przepis tradycyjny, przygotowany w domu od lat, został mi podany przez rodziców (podrzucających kolejne elementy jedno przez drugie) w najbardziej chyba chaotyczny ze sposobów, więc nie wykluczam jakichś drobnych zmian w przepisie ;)

Rada dla diet wątrobowej: starać się wyłowić barszcz bez tłuszczu, doprawić także delikatnie i nie dodawać uszek. Gotowane ziemniaki są zgodne z dietą, można też, jak ja, pić barszcz czysty.

niedziela, 25 grudnia 2011

Dieta wątrobowa - mononukleoza

Na blogu powstaje nowy nowy dział (a i do starszych przepisów zjawiają się już modyfikacje) z przepisami pod kątem diety wątrobowej zalecanej w przebiegu mononukleozy zakaźnej. Przyczyn tego stanu rzeczy są jasne, po pierwsze wirus mnie dopadł, a po drugie w internecie jak dotąd nie udało mi się znaleźć żadnych przepisów pod kątem tej diety. Na to co podawano w szpitalu lepiej spuścić zasłonę milczenia (mało, że wstrętne, to wcale nie takie znowu zgodne z zaleceniami diety, które dostałam od lekarza). Stąd widzę zapotrzebowanie na tego typu przepisy u mnie. Mam nadzieję, że pomogę, a przy okazji będę pierwszym testerem.

Choroba:

źródło http://www.2future.pl/web/sw/future-cms/web




                   

Mononukleozę
/images/produkty2f/mikroby/mononukleoza.jpg
   
wywołuje wirus Epsteina-Barr (EBV), przenosi się głównie przez ślinę, ale także kropelkowo, więc niestety można to złapać tak jak i grypę. Na szczęście wiele osób nabywa odporność bezobjawowo poprzez kontakt z wirusem w dzieciństwie. Najczęściej chorują dzieci, nastolatkowie i młodzi dorośli (dzieci w okresie pakowania do buzi wszystkiego bez wyjątku, nastolatkowie w okresie poznawania uroków pierwszych pocałunków ;) oraz ci co mieli pecha i zarazili się jak przeziębieniem - w końcu co za przyjemność ;). W związku z przenoszeniem choroby przez ślinę nazywana jest chorobą pocałunków. Działa wszechstronnie na cały układ chłonny organizmu, to jest na węzły w całym ciele, upośledza pracę wątroby i śledziony, cechuje się długotrwałą wysoką gorączką. Ze względu na brak skutecznych leków przyczynowych, leczona jest objawowo oraz właśnie dietą, która może znacząco przyspieszyć regenerację organizmu. Oczywiście powyższe informacje to żadna wiedza medyczna, a tylko zlepek informacji z internetu, także nie należy się nimi sugerować.

Dieta:
Wskazania diety wątrobowej pozwalają w gruncie rzeczy na normalne jedzenie, nawet bez specjalnego odczucia diety, ponieważ jest różnorodna, bogata w warzywa i owoce, a dozwolona jest naprawdę duża ilość produktów. Z początku może nastręczać trudności ze względu na to, że trzeba nauczyć się co wolo, a czego nie, przy czym informacje w różnych źródłach znacząco się między sobą różnią. Pewnych jest kilka kwestii:
- absolutnie nie wolno korzystać z alkoholu
- nie wolno smażyć na tłuszczu oraz z tłuszczem piec, za to gotowanie, duszenie, gotowanie na parze zalecane
- mięso i ryby wyłącznie chude
- nabiał również chudy (mleko, jogurt odtłuszczony, śmietana do 10%, serki twarogowe chude)
- białka jaj, jajko w całości max. do 3 x w tygodniu i to też przygotowane bez tłuszczu (znalazłam też, że na twardo odpada)
- herbata tylko lurowata, kawa tylko zbożowa (i też lurowata)
- warzywa w dużej ilości, ale z wyłączeniem kapuścianych, cebulowych i strączkowych a także wszelkich ostrych w smaku (rzodkiewka, rzepa)
- owoce obierane, bez gruszek, czereśni

I tak można by wymieniać długo. Niestety w części wpisów materiały są ze sobą sprzeczne np. w kwestii brokułów, w jednych są niedozwolone w innych dozwolone w małych ilościach, zaś na stronach amerykańskich znalazłam, że są zalecane. Podobnie ogórek, u nas odsądzony od czci i wiary na amerykańskich stronach zalecany. Z konieczności temat będę zgłębiać dalej i zamieszczać odpowiednie przepisy i adnotacje. Niech moc będzie z Wami. 

Jeśli ktoś znalazłby jakieś sensowne przepisy dla diety wątrobowej i mononukleozy to proszę podzielić się w komentarzach, chętnie skorzystam.