Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napoje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 lipca 2016

Kompot z papierówek

Jak już wspominałam, kompot na zimę to najprostszy przetwór świata. W zależności od tego czy jesteście porządni czy leniwi, jego przygotowanie zajmuje niewiele lub ekstremalnie mało czasu. Największym problemem jest przygotowanie jabłek (pokrojenie, usunięcie gniazd nasiennych), ale można robić to na kanapie, więc dramatu nie ma :)

U mnie wersja dla leniwych. W wersji dla porządnych gotuje się wodę z cukrem i takim czymś zalewa jabłka. Leniwi pakują jabłka do słoików, wsypują cukier i zalewają wrzątkiem. Robiłam wg obu przepisów, różnicy w smaku nie odnotowałam.



Składniki:
jabłka
woda
cukier

Sposób przygotowania:
Słoiki wyparzyć. U nas najlepiej do kompotów sprawdzają się słoiki półlitrowe lub nieco większe (takie w jakich sprzedają np. śledzie). Do wyparzonych słoików napakować ćwiartki jabłek, im gęściej tym lepiej. Na wierzch nasypać po ok. 2 łyżki cukru na słoik, zalać wrzątkiem. Poczekać aż bąbelki powietrza wylecą ze słoika, ewentualnie dolać wrzątku, zakręcić, zapasteryzować. Robię to w piekarniku w temp. 95 stopni przez ok. 1h.

W zimie odkręcić, wlać do garnka, rozcieńczyć wodą, zagotować i gotowe.

czwartek, 28 stycznia 2016

Koktajl z mango i pomarańczy

W sumie nic odkrywczego, ale na zimę, kiedy ciągle brakuje witamin oraz owoców w ogólności jest to fajna alternatywa dla herbat, kupnych soków i wszystkiego innego co się teraz pije. Nawet ja - uzależniona od herbaty - czasem mam dosyć :)

Jeżeli ma się blender albo jakieś inne urządzenie tego typu, zrobienie koktajlu to poezja. U nas świetnie sprawdza się blender kielichowy, jeden z elementów byle jakiego robota. Mimo tego, że robot, gdy zada mu się trudniejsze zadanie (np. zrobienie bułki tartej z czerstwego chleba pokrojonego w kosteczkę) zaczyna dymić, to z koktajlem radzi sobie znakomicie. 



Składniki:
1 mango - obrane i pozbawione pestki
4 średnie pomarańcze (lepsze lekko kwaśne)
ewentualnie sok z cytryny lub limonki do smaku, jeżeli pomarańcze będą słodkie

Sposób przygotowania:
Mango wrzucić do blendera, dodać sok wyciśnięty z pomarańczy, miksować. Jeżeli masa jest zbyt gęsta by się dobrze miksowała, dodać trochę wody, do uzyskania pożądanej konsystencji (uwaga, to ma być raczej gęste, ja czasem robię rzadkie, ale wtedy to raczej woda z sokiem niż koktajl, tak w smaku). Można też zamiast wody dać mleko zwykłe lub roślinne (np. kokosowe doda ekstra smak kokosa).

czwartek, 24 września 2015

Kompot ze śliwek węgierek z cynamonem i goździkami

Pomysł pochodzi oczywiście od mojej miezastąpionej w sprawach przetworów koleżanki z pracy, ona kompot ten pakuje do słoików na zimę, ja zrobiłam po prostu do picia. Jest przepyszny, lekko korzenny w smaku. Piję już drugi kubek z rzędu i wciąż mi mało :) Chyba zrobię też do słoika, bo jest naprawdę wspaniały i podobno doskonale działa na trawienie po sutym posiłku.



Składniki:
śliwki węgierki (ja na średni garnek daję ok. pół kilo wypestkowanych śliwek)
cukier (ilość zależy od osobistych preferencji i od słodkości owoców)
kawałek kory cynamonu
kilka goździków

Sposób przygotowania:
Śliwki wydrylować, posypać cukrem, zalać wodą dodać cynamon i goździki, zagotować. Pić ze smakiem.

Na kompot do słoika: wsadzić do słoika śliwek po sufit, dodać cukier, kawałek cynamonu i goździki, zalać wrzątkiem, pasteryzować (można też przygotować zalewę z wody, cukru i przypraw i nią zalać śliwki. Przepyszne :)

poniedziałek, 14 września 2015

Kawa zbożowa z cynamonem i śniadanie mistrzów

To nawet nie jest przepis. Po prostu wczoraj postanowiłam dosypać sobie cynamonu do kawy zbożowej z mlekiem. Efekt okazał się zaskakująco przepyszny, więc temat podjęłam przy dzisiejszym śniadaniu. Do tego talerzyk z różnościami i domowy chleb, a na deser dżemik żurawinowy otrzymany w prezencie od rodziców koleżanki - dziękuję Aniu oraz rodzino Ani! Przepyszny! Nawet mnie natchnął do zrobienia własnego :)

Z rozważań przyśniadaniowych mogę jeszcze dodać, że im piękniej podane jest jedzenie, tym bardziej skłania do celebrowania posiłku, a tego nam teraz trzeba. W rozpędzonym świecie warto się zatrzymać i czerpać przyjemność z jedzenia. Tego Wam życzę ciesząc się każdym kęsem :)




Kawa zbożowa z cynamonem

Składniki:
2 łyżeczki kawy zbożowej rozpuszczalnej
mleko do smaku
cynamon

Sposób przygotowania:
Kawę zalać wrzątkiem, zamieszać, dolać mleka do smaku i posypać cynamonem.
Otwierać oczy ze zdumienia jakie to dobre. ;)


Na śniadanie mistrzów złożyły się:
sałata masłowa
rukola
jajko na twardo
cheddar
baleron dojrzewający (do kupienia w węgierskim sklepie)
pomidor
a do tego pyszny domowy dżem żurawinowy i domowy chleb

sobota, 10 grudnia 2011

Koktajl bananowo-pomarańczowy

Czyli niech żyje mikser. I resztki różnych dobrych rzeczy w lodówce. W tym przypadku mleka wystawiającego mały palec u nogi (znaczy ten, no metaforyczny palec) poza granicę terminu ważności na opakowaniu, ale jeszcze nie próbującego uchwalać konstytucji oraz połowy pomarańczy. Do tego dwa banany (słodkie) i mikser.
Składniki:
Szklanka mleka (tyle mniej więcej mi zostało)
pół wielkiej pomarańczy (lub cała mniejsza)
dwa banany

+ mikser

Sposób przygotowania:
Banany podzielić we względnie małe kawałki (żeby nie skrzywdzić miksera, jak ktoś ma mocny blender, może się tym nie przejmować), dodać pomarańczę, starając się oskubać w miarę dużo białych części (ale bez przesady, można by nad tym pół dnia siedzieć), zalać mlekiem i zmiksować. Nie trzeba słodzić, banany są wystarczająco słodkie (przynajmniej moje były ;)).
Pysznego!

poniedziałek, 28 listopada 2011

Kawa Mistrza Eliksirów

Kolejny przepis z Forum Mirriel, a przy okazji spełnienie obietnicy, którą dałam dawno temu w komentarzach, że pokażę kawę, którą zwykle pijam przy ciężkiej nauce. Jest pyszna, aromatyczna, a przy okazji podczas robienia można poczuć się jak Mistrz Eliksirów ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, stojąc przy bulgocącym kociołku gęstej cieczy, gdzie odpowiednie proporcje składników mają kluczowe znaczenie dla smaku całości. Całe szczęście, że w kuchni inaczej niż w eliksirach - jeśli składniki będą jadalne to reszta jest już tylko rzeczą gustu.
Składniki:
kawa (ilość uzależniona od preferencji, ja używam arabiki tchibo exclusive)
miód (lub brązowy cukier)
ćwierć łyżeczki mielonego cynamonu
3 goździki
szczypta kardamonu
ćwierć łyżeczki mielonego imbiru
kilka kropel soku z cytryny
malutka szczypta soli
papryka słodka mielona

Proporcja na 1 szklankę wody. Ja zwykle daję więcej wody i troszkę zmieniam proporcje wedle gustu. Ostrzegam! Zbyt dużo kardamonu czyni kawę absolutnie niewypijną :) Można dać paprykę ostrą.

Sposób przygotowania:
Do rondelka wlewamy wodę. Rzeczona zagotowuje się, zmniejszamy pod nią gaz i dodajemy kawę. Gotujemy 2 minuty, dodajemy miód/cukier i gotujemy kolejne dwie minuty, potem cynamon, goździki i kardamon, imbir, znów chwilka gotowania, sok z cytryny, sól, papryka i szybkie wyłączenie.
A na szybko, wrzucamy kawę po chwili miód, mieszamy do rozpuszczenia, resztę składników w podanej kolejności i koniec. Mieszać trza. Można w dowolnym kierunku i dowolną ilość razy, choć z tą herezję Mistrz Eliksirów na pewno nie wpuściłby mnie na zajęcia dla zaawansowanych ;)

Tym przepisem inauguruję nową grupę przepisów z magicznego świata Harry'ego Pottera (mam chęć na trochę literatury, a tam akurat o jedzeniu całkiem sporo mówią. I można dziwnie nazwać jedzenie).

piątek, 25 listopada 2011

Grzaniec na przeziębienie

Jak powszechnie wiadomo grzaniec przed snem to cudowny lek na całe zło świata, a w szczególności na wirusy, bakterie i inne wstrętne jednostki chorobowe (moja chyba o tym nie wie, bo jakoś nie zauważyłam by się szczególnie przejęła pełnym kubkiem grzańca). Oczywiście co gospodyni (albo gospodarz) to inny przepis, ale ja dziś pokażę przepis szybki, który, jeśli tylko wino jest w domu to prawdopodobnie jest wykonalny bez wychodzenia do sklepu.

Składniki:
wino czerwone bez ambicji (u mnie Kadarka)
cynamon w korze (może być i w proszku)
goździki
cukier wanilinowy (wedle gustu, u mnie ok. 2 łyżeczek, dla mnie nawet trochę za słodki)
dodatkowo:
nieco sproszkowanego imbiru (dla zabicia słodyczy)
dwie szczypty mielonego kardamonu (bo mam i mogę ;))

Sposób przygotowania:
Wino podgrzewać, dodać pozostałe składniki, poczekać aż będzie gorące, ale nie będzie wrzało. Przelać do kubka, wpakować się pod kołdrę, pić. Zasnąć błogo, obudzić się zdrowym ;)



piątek, 9 września 2011

Kolejne śniadanie mistrzów

Dzisiaj w ramach zapowiedzi wspaniałych informacji dnia (a w sumie jednej informacji, która za to niezmiernie mnie cieszy, motywuje i dodaje sił do walki z całym złem świata tego) zrobiłam sobie śniadanie, jakie lata temu u początku studiów zwykłam jadać w krakowskiej Chimerze. Raz w tygodniu po masakrycznych zajęciach o 8 rano, po których albo już nic nie miałam, albo miałam dopiero po południu i znając ówczesne realia na drugim końcu miasta (choć być może zmyślam z tym co potem, nie pamiętam szczegółów). Grunt, że po tych zajęciach miałam dość czasu by wstąpić do Chimery na śniadanie. Mój ulubiony ichniejszy zestaw to było musli z koktajlem owocowym i sałatka owocowa i do tego wielki parujący kubek herbaty. I nie przeszkadzało mi to, że po wchłonięciu takiej liczby płynów miałam niejakie trudności w dojechaniu do domu w jednym kawałku ;)

W ramach przypominajki, klęski urodzaju na krzakach malin oraz mojej, od początku malinowego sezonu trwającej, ochoty na koktajl malinowy postanowiłam zrobić to:
W środku znajdują się płatki żytnie - surowe, migdały, orzechy laskowe oraz rodzynki. Całość zalana koktajlem malinowym.

Koktajl malinowy:
garnek malin świeżo urwanych z krzaka
dwa duże jogurty naturalne
łyżka cukru
mikser z nożem lub blender
Wszystko razem zmiksować, jeść, pić i radować się malinowym smakiem.

Tak, wiem, że zdjęcie wyjątkowo mało urodziwe, ale uwierzcie mi przy aparacie, który akurat ma focha i tym daniu robiłam co mogłam.

piątek, 20 maja 2011

Sima/Mjöd

Kuchni fińskiej ciąg dalszy. Sima/Mjöd to napój delikatnie alkoholowy (raczej w ułamkach procentów potrzeba by to liczyć) nazywany w tłumaczeniach majowym miodem pitnym. W sumie nie wiem czemu, bo w przepisie z książki "The food and cooking of Finland" Anji Hill nie zaobserwowałam ani grama miodu. Jak wspominałam już gdzieśtam w komentarzach kupna sima smakuje trochę podobnie do podłej oranżady. Domowa, którą piłam zrobioną przez Finkę była fantastyczna. Niestety nie wiem czy przepis był podobny do mojego, może uda mi się uzyskać ten oryginalny przepis z pomocą fińskojęzycznych znajomych :) Wyjaśniam też dlaczego nazwę podałam dwujęzycznie - Finlandia jest dwujęzyczna, niewielki procent ludności jest szwedzkojęzyczny (ok. 6%). Zgodnie z ich przepisami tablice muszą być dwujęzyczne, jeśli w danym miejscu mieszka więcej fińskojęzycznych to górna nazwa jest po fińsku, jeśli szwedzkojęzycznych to na odwrót. Podobnie z edukacją, na wszystkich etapach jest fińsko i szwedzkojęzyczna, drugi język jest obowiązkowy (choć większość znanych mi Finów raczej się nie posługuje dobrze szwedzkim).

Sima właśnie dochodzi i prawdę mówiąc drżę trochę czy wyjdzie, choć na etapach pośrednich i tak jest pyszna :)
etap I - przed dodaniem drożdży

Skład:
2 niewoskowane cytryny (jak nie ma innych zwykłe też dadzą radę ale trzeba je porządnie umyć i sparzyć)
150g cukru brązowego demerara (w przepisie nierafinowany, miałam też taki, ale otwarty taki bez oznaczenia o rafinowaniu, więc dałam to co było otwarte)
150g cukru pudru
szczypta suszonych drożdży (a jakże, dałam świeże, zaćmiło mnie w sklepie)
łyżka rodzynek

+ mały ostry nóż (lub obieraczka do cytryn, jak ktoś ma takie profesjonalne urządzenia)
4 litrowe słoiki, garnek min. 4 litry.

Sposób przygotowania:

Cytryny umyć, sparzyć następnie cienko obrać - tak by zdjąć samą żółtą skórkę bez tego białego spodu (jest gorzki), obraną skórkę pokroić w słupki, następnie wydłubać miąższ też bez białych włókien (polecam zdjęcie tej białej skórki z wierzchu, a następnie obieranie cząstek, tak mi szło najszybciej) - wbrew pozorom nawet nie taka żmudna praca jak się obawiałam. 
Zagotować 4 litry wody (oczywiście że zrobiłam to w czajniku na 3x), do gotującej się wody wmieszać cały brązowy cukier i 100g cukru pudru, dodać miąższ i skórkę cytryn, zostawić do wystudzenia, tak by płyn był ciepły (nie zapomnieć o przykryciu garnka, zwłaszcza w lecie, całość jest słodko cytrynowa i może przyciągać owady) - żeby się dało wsadzić tam palec, ciepła woda aktywuje drożdże, ale gorąca może je zabić. Do ciepłego płynu wrzucamy szczyptę suszonych drożdży, zostawiamy w temp. pokojowej na 8h lub całą noc. Rano wyparzamy słoiki (zwłaszcza jak są po ogórkach - wyparzone nie pachną ogórkami) i rozdzielamy rodzynki i pozostałe 50g cukru pudru do słoików, wlewamy płyn (który powinien lekko bulgotać - mój niestety nie chciał). Zakręcamy słoiki i zostawiamy w temp. pokojowej aż rodzynki wypłyną (książka poucza, że może to trwać od 6-8h nawet do 48h zależy od temperatury w pokoju i paru innych wiadomych drożdżom czynników). Jak rodzynki wypłyną wrzucamy simę do lodówki, chłodzimy i pijemy.
tak sima wygląda gdy dochodzi


Edit: dalej nie wygląda jakby miała dochodzić...
Edit2: Teraz widać, że dochodzi, w sam raz k. 48h

Na zdrowie!