Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2022

Ogórki z chilli (także z przerośniętych ogórków)

 Poszukiwałam przepisu na przerośnięte ogórki, bo dostałam od taty siatkę takich właśnie. Nie bardzo chcieliśmy jeść bo ogórki mamy własne i zbieraliśmy sobie codziennie takie malutkie, więc zaczęłam kombinować coby tu z nich zrobić. Znalazłam dwa ciekawe przepisy: ogórki z chilli i sałatkę z ogórków z papryką. Na oba nie miałam materiału, bo z całej siatki w efekcie wyszły dwa słoiki ogórków, ale jeśli nic tych ogórków nie zeżre to jestem pewna, że przed końcem sezonu jeszcze będzie okazja przerobić takie wielkie.

Składniki:

2.5 kg ogórków

4 łyżki soli

1.5 główki czosnku

1.5 łyżki chilli w proszku

Zalewa:

1 szklanka wody

2 szklanki octu

60-70 dkg cukru

16 łyżek oleju

2 pokrojone cebule

Sposób przygotowania:

Ogórki pokroić wzdłuż (ja kroiłam na ćwiartki bo miałam wielkie), dodać 4 łyżki soli, zamieszać odstawić na ok 6h, odcedzić, wylać wodę. Dodać 1.5 główki zgniecionego czosnku i 1.5 łyżki chilli.

Zalewę zagotować, gorące ogórki zalać zalewą i odstawić na 12h. Ogórki razem z zalewą włożyć do słoików, zapasteryzować.

U mnie ogórki były przerośnięte, więc usuwałam nasiona. To spowodowało, że ogórki straciły jędrność w miejscu gdzie wcześniej były nasiona, myślę, że dużo lepsze byłyby gdyby ogórki nie były przerośnięte lub były duże a bez dużych nasion (bardziej na początku sezonu można takie zebrać).

poniedziałek, 4 listopada 2019

Konfitura z pigwy

Pigwowych przepisów ciąg dalszy. Tym razem przepis od Matki Wariatki na konfiturę z pigwy. Trochę nam się za długo gotowała przez co płyn zesztywniał na kamień a całość wyszła trochę za słodka, ale mamy jeszcze ze 3 kg pigwy więc jest szansa na poprawienie osiągów.



Składniki:
1,2 kg pigwy
1 kg cukru (dałam 700 g max)
2 szklanki wody

Sposób przygotowania:
Gotować wszystko razem pod przykryciem aż pigwa zrobi się czerwona i szklista.
Zapakować gotową konfiturę do wyparzonych suchych słoiczków, pasteryzować.

Powidła z pigwy i jabłka

Dostaliśmy sporą skrzynkę pigwy. Razem pewnie powyżej 10 kg. Trzeba było to jakoś zużyć. Od taty, który dał nam tą pigwę dostaliśmy też przepis na jej przerobienie na powidła. Wyszły całkiem pyszne, choć użycie szarej renety spowodowało, że od pewnego momentu wymagały nieustannej uwagi, bo bardzo łatwo było je przypalić. Efekt jednak bardzo dobry, więc warto było. 



Składniki:
równa ilość jabłek (szarej renety) i pigwy, u nas po 3,5 kg
cukier (ile komu pasuje - my dajemy raczej mniej niż więcej, u nas było to ok. 0,5 kg)
szklanka wody na dno garnka

Sposób przygotowania:
Podzielić jabłka i pigwę na ósemki, pozbawić gniazd nasiennych, zasypać cukrem, wlać szklankę wody na dno garnka, gotować na wolnym ogniu aż owoce się rozpadną i powstanie powidło. Gotowe ładować do wyparzonych, suchych słoików, zakręcić, zapasteryzować (my robimy to w piekarniku w temp. 90 stopni).

środa, 25 października 2017

Dżem z pigwowca

Jest to przetwór jednocześnie okropny i super fajny w produkcji. Okropny dlatego, że usunięcie gniazd nasiennych to straszliwa praca i zdaniem mojego męża wymaga jakiegoś valium czy innej melisy, żeby się nie wściec (on przy okazji zaciął się nożem), za to sama część dżemikowa to bajka - 10 czy 15 minut i jest dżemik. Także jak ktoś ma w rodzinie fanów dłubania to ten przepis jest dla niego. Może tak w ramach relaksu lub czasu dla siebie (ja tam nawet nie narzekałam - to był czas dla siebie prawie tak dobry jak prasowanie, które też ostatnio pokochałam).



Składniki:
1 kg pigwowca
ok. 200 g cukru (lub więcej, ja dałam mniej ale dżem jest okrutnie kwaśny)
(+ ostry nóż, plaster na rany i ewentualne środki na uspokojenie :p)

Sposób przygotowania:
Pigwowca pozbawić gniazd nasiennych (tu może być przydatny środek na uspokojenie i plastry), gotowe owoce przełożyć do garnka z grubym dnem, zasypać cukrem, poczekać aż puści sok, gotować do zgęstnienia. Gorące pakować do wyparzonych słoików, pasteryzować.

piątek, 20 października 2017

Przecier pomidorowy

Chyba najprostszy przetwórstwa jaki istnieje. No może jest parę o podobnym stopniu trudności. Musimy chyba robić go częściej, bo pomidory w zimie są bardzo smutne. Tym razem okazja trafiła się sama. Zostaliśmy nagrodzeni za niefolgowanie swojemu łakomstwu (i niechęć do stania w długiej kolejce po lody) i w zamian zajrzeliśmy do budki warzywnej tuż obok lodziarni. A tam malutkie pomidory Lima w naprawdę dobrej cenie. No to wzięliśmy całą skrzynkę. Po noszeniu dziecka sześć kilo pomidorów, które w dodatku nie wierzgają to sama przyjemność. A jak dziecku znudziło się siedzenie w wózku to wózek dalej niósł pomidory :D Były takie tanie bo miały być różne, może coś trzeba będzie przebrać. Z pierwszej skrzynki wyleciał jeden, z drugiej może ze cztery. Potem gotowanie w dwóch największych garnkach, wyparzanie słoików, pasteryzacja i mamy w sumie prawie 20 słojów przecieru. Część już pojechała do mojej babci, żeby też mogła sobie zrobić zupę z dobrego produktu.



Składniki:
Wagon pomidorów
Wielki gar
Mikser ręczny 

Sposób przygotowania:
Pomidory umyć, ja przecięłam, żeby łatwiej puszczały sok, dodać troszkę wody jeżeli robi się z pomidorów Lima (są bardzo mięsiste, więc woda by się nie przypaliły ma początku). Gotować na  wolnym ogniu aż puszczą sporo soku. W przypadku limy trwa to od 40 min do godziny. Zmiksować, gorące wlewać do słoików. Wyparzyć słoiki i nakrętki, wlać gorący przecier do słoików, pasteryzować w piekarniku przez godzinę w temp. 95 stopni. Można oczywiście pasteryzować też w garnku z wodą. Odwrócić dnem do góry. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jabłka papierówki do słoików

Dostaliśmy wczoraj trzy łubianki papierówek prosto z rodzicielskiego drzewa. Pytali czy chcemy, bo u nich słodkie przetwory nie schodzą, a smutno patrzeć jak wszystkie gniją pod drzewem. Dostaliśmy nawet z dostawą do domu :) I ze wspólnym obiadem stworzonym wspólnymi siłami - jedno danie ich, drugie nasze i ciasto do tego. Zastanawialiśmy się co zrobić z tych jabłek. W łubiankach wyglądały bardzo niepozornie (czy z tego w ogóle wyjdzie jakiś przetwór?), zgoła odmiennie sytuacja zaczęła się przedstawiać gdy tylko zaczęliśmy przygotowywać te jabłka. Usuwanie gniazd nasiennych chwilę trwało i mimo tego, że przygotowałam sobie wygodną miejscówkę na balkonie w czasie burzy (uwielbiam oglądać burzę, zwłaszcza jak mi się na łeb nie leje :p), już trochę miałam dość, a męża nie śmiałam angażować, bo odpoczynek mu się słusznie należał po szorowaniu lodówki. Na szczęście sumienie go ruszyło i dokończyliśmy już razem ;)

Miał być dżemik i jabłka prażone. Po konsultacji z paroma przepisami doszliśmy do wniosku, że w zasadzie jeden pieron, bo niezależnie czy przepis jest na dżem czy na prażone, to wygląda on dokładnie tak samo. Jabłka, cukier, obróbka termiczna. Finito.

No to dodaliśmy cukru, nieco wody, bo nie chciało nam się czekać aż puszczą sok (o leniwi my) i odpaliliśmy gaz. Poza usuwaniem gniazd i myciem słojów, chyba najszybszy przetwór świata. Jabłka mają tyle pektyn, że żelują błyskawicznie. Nie zdążyliśmy przygotować słoików, kiedy jabłka były gotowe. Jest to świetny przetwór na szybkie akcje. Nie tylko do szarlotki, ale też do ryżu z jabłkami, kaszy manny, wszelkich deserów, do naleśników i wielu innych. Oczywiście w tej chwili kupienie jabłek przez całą zimę to żaden problem, w zasadzie na naszym placu pytanie jest tylko od kogo, bo sprzedawców jest ze dwudziestu od września do kwietnia, ale kupowanie i prażenie na bieżąco, to jednak jakiś czas w plecy, gdy czas ucieka, warto otworzyć sobie słoik i na szybko przygotować pyszny obiad :)



Składniki:
jabłka
cukier
szklanka wody na spód (opcjonalnie)

Sposób przygotowania:
Jabłka umyć, usunąć gniazda nasienne i najbrzydsze kawałki skórki (z tym się nie postaraliśmy, ale kij z tym, następnym razem), zasypać cukrem. Ambitni i ci co robią na raty z innych przyczyn czekają, aż puści sok (nawet 24h) leniuchy podlewają wodą. Gotować na niewielkim gazie, aż jabłka będą miękkie i rozpadną się. Od czasu do czasu mieszać, żeby nie przywarło. U nas rozpadła się większość, reszta wjechała do słoików w kawałkach, bardziej nam odpowiada taka mieszana konsystencja. Poza tym chcieliśmy iść wcześniej spać :D Gotowe jabłka pakować do wyparzonych słoików. Pasteryzować. U mnie jeden słoik nie załapał po pasteryzacji w piekarniku, lecę go zagotować na mokro, póki czas.

niedziela, 31 lipca 2016

Ogórki curry Dany

Rewelacyjny przepis pochodzący od mamy koleżanki, już od dobrych paru lat robi furorę u mnie w domu. Do tej pory z przepisu korzystał mój ojciec, nam w zeszłym roku się nie udało, bo przepis dotarł kiedy już było po ogórkach. Udało nam się zrobić za to fantastyczną paprykę, która od zeszłego sezonu znajduje się już na blogu (za to w schowku nie ma już ani jednego słoiczka, choć na przykład zostały uwielbiane przez męża dynie i gruszki w syropie). Mamy nadzieję, że się udadzą, bo zeszłoroczna sałatka szwedzka była wielkim niewypałem (w koszu wylądowały WSZYSTKIE słoiki), więc z pewnym drżeniem zabraliśmy się za kolejny octowy przetwór ogórkowy. Ale jeżeli się udadzą, to zdecydowanie warte ryzyka. Są przepyszne.



Składniki:
4 kg ogórków gruntowych
6 cebul
3 filiżanki cukru
2 filiżanki octu
1 torebka przyprawy curry (ok. 20-22g)
2 łyżki soli

Sposób przygotowania:
Umyte ogórki pokroić nożem na cienkie plasterki (można użyć malaksera, ale raczej z nożem krojącym na grubsze plasterki, inaczej ogórki zbytnio się rozpadają - my poszliśmy na skróty i właśnie tak pokroiliśmy ogórki, po nabraniu pewnej wprawy z umieszczaniu ogórków w robocie plastry były już miodzio). Cebule pokroić w piórka. W oddzielnym naczyniu zrobić zalewę z pozostałych składników, wymieszać. Nie przejmować się, że zalewy jest mało, ogórki puszczą wystarczającą ilość soku. Odstawić na 3h do zmacerowania i puszczenia soku. Po 3h przemieszać całość łyżką i pakować ciasno do słoików, zalać zalewą (nam zostało zalewy, choć byliśmy pewni, że braknie). Pasteryzować na mokro (w garnku) przez 15-20 minut.

Odpowiadam od razu na wątpliwość (którą my mieliśmy i musieliśmy telefonicznie rozwiać), że w tej zalewie NIE MA wody. Jedyna woda, to sok, który wypłynie z ogórków.

wtorek, 26 lipca 2016

Ogórki kiszone

Ogórki robię co roku od trzech lat. Nie wiem doprawdy czemu ich tu jeszcze nie ma. Co roku się zastanawiam jaka tam była proporcja wody i soli, ale co roku zapominam by wstawić przepis, żeby już nie mieć tego problemu. To tym razem wstawiam. Pewnie coś to ma wspólnego z tym, że tak w zasadzie robienie ogórków kiszonych jest bardzo proste i największy problem to wyparzyć słoiki, bo przy litrowych cały czajnik wrzątku starcza zaledwie na półtora słoja, a ten z kolei na 4-5 ogórków.

W kiszeniu ogórków zawsze jest jakaś magia, o czym przekonałam się rok temu (i nie tylko ja, bo wiele osób miało ten problem). O ile dwa lata temu ogórki wyszły jak marzenie, tak w ubiegłym roku ponad połowę musieliśmy wyrzucić, bo się nie ukisiły lub spleśniały. Za to sałatka szwedzka ukisiła się pięknie, nikt nie wie czemu. No ale nawet paru mistrzom przetworów rok temu nie udały się ogórki, więc nie czuję się osamotniona. W tym roku już widać, że coś z tego będzie. Już zmętniały jak należy i wyglądają smakowicie. Teraz tylko poczekać do zimy.



Składniki:
ogórki gruntowe z pewnego źródła
baldachy kopru
czosnek
korzeń chrzanu
liść chrzanu, czarnej porzeczki lub dębu (u nas zwykle chrzan, w tym roku porzeczka, bo chrzanu nie mieli na placu a porzeczkę owszem)
trochę ziarenek gorczycy
woda
sól
1-1,5 łyżki soli na litr wody

Sposób przygotowania:
Zagotować wodę z solą, ogórki i pozostałe składniki dokładnie umyć. Ogórki można po myciu zostawić w zimnej wodzie by sobie tam poleżały. Wyparzyć słoiki i do każdego wrzucać: baldach kopru, kawałek chrzanu, ok. 3 ząbków czosnku, liść (nie jest konieczny, ale daje fajny posmak całości), gorczycę (też w tym roku nie dałam do wszystkich, bo o niej po prostu zapomniałam). Następnie pakować pionowo ogórki, na słoik wchodzi zwykle 4-5, w zależności od wielkości ogórków. Każdy słoik zalać wodą z solą, zakręcić. Nie pasteryzować. Zostawić w temp. pokojowej na ok. 3-4 dni, potem można wsadzić do chłodnej piwnicy.

Czekać do zimy, jak ktoś lubi, może obgryzać z nerwów paznokcie ;)

Dżem z czerwonego agrestu

Też mieszka już dawno w schowku, a dopiero teraz się zorientowałam, że go nie wstawiłam na bloga. Czemu z czerwonego? Bo kolor ma ładniejszy po zrobieniu, a agrest lubię w każdym kolorze. Jak wszystkie dżemy, prościutki w wykonaniu, a do tego w stosunkowo krótkim czasie, bo wszystkie te owoce z malutkimi pestkami w środku mają dużo pektyn, więc żelują się jak marzenie. Oczywiście jak to zwykle u nas, cukier sypany na oko, najpierw mało, tylko by owoce puściły sok, potem do smaku.

Składniki:
czerwony agrest (ok 3 kg)
cukier

Sposób przygotowania:
Owoce przebrać, umyć, oderwać twarde ogonki, wrzucić do garnka. Zasypać cukrem i zostawić na jakiś czas by puściły sok, zagotować, gotować do uzyskania pożądanej konsystencji.  Można im trochę pomóc miksując część owoców w trakcie gotowania, pójdzie szybciej.

Gotowy dżem wlać do suchych, wyparzonych słoiczków. Zapasteryzować (ja robię to w piekarniku w temp. 95 stopni przez ok 1h)

poniedziałek, 25 lipca 2016

Dżem morelowy

Podobnie jak poprzedni mieszka już w schowku i do zimy tak ma pozostać. No może się złamię bliżej końca lata, jak wyjemy do końca przetwory z zeszłego roku. Wiele ich już nie zostało, uwielbiamy domowe przetwory i mamy to szczęście, że chętnie sami je robimy, chętnie robi je również teściowa oraz mój ojciec. Także jakby nam przypadkiem brakło, to nie musimy uciekać się do kupnych. Całe szczęście. Ostatnio zdarzyło nam się wyjadać jakiś stary kupny dżem z maliny moroszki (której szczególnie w ilości odpowiedniej do dżemu w Polsce nie sposób kupić) i mimo, że niskosłodzony, był o wiele dla nas za słodki, za to miał listę składników jak pół powieści.
Zawsze gdy przy kolejnej godzinie gotowania, już troszkę nam nerwy puszczają, staramy się przypomnieć sobie o tym jaka radość jest w zimie ze świeżo otwartego słoiczka, no i jaki zawód gdy przypadkiem spróbujemy czegoś kupnego.

Tym razem dżem powstał z ok. 3 kg moreli. Najpyszniejszych jakie jadłam w tym roku. Dojrzałe, soczyste, najchętniej zjadłabym wszystkie. Ale tak dojrzałe, że gdybym nie przerobiła na dżem tego samego dnia, to muszki owocówki miałyby używanie. Także z żalem się poświęciłam i trochę słońca zapakowałam do słoików.

Składniki:
morele (u nas 3 kg)
cukier (do smaku)
sok i pestki z pół cytryny 
(proporcje widziałam różne, łącznie z sokiem z całej cytryny na 1 kg owoców - na pewno przy niewielkiej ilości cukru sok z cytryny działa konserwująco, ale nasza cytryna była tak soczysta i intensywna w smaku, że powstałby dżem cytrynowy. I tak pasteryzujemy przetwory, więc dramatu nie ma).

Sposób przygotowania:
Morele umyć, pozbawić pestek, wrzucić do garnka. Dodać cukier i odrobinę wody, poczekać chwilę by puściły sok. Jeżeli morele są bardzo soczyste może wystarczyć sam ich sok, nie trzeba wtedy dodawać wody (to tylko po to by na początku gotowania się nie przypaliło, ta woda musi potem odparować, więc im bardziej mączyste tym potrzebniejsza). W trakcie gotowania dodać sok z cytryny. Niektóre przepisy zalecają sok dodać na końcu, moim zdaniem lepiej od razu, bo morele będą miały ładniejszy kolor. Gotować do osiągnięcia pożądanej konsystencji. Jeszcze słowo o pestkach z cytryny. Mnie nie przeszkadza wybieranie ich z dżemu, nie jest to uciążliwe, ale jak ktoś jest estetą, to polecam pestki zawinąć w gazę, związać jak woreczek i uwiesić u brzegu garnka (tak by pływały sobie w dżemie). Pestki cytryny mają sporo pektyn, podobnie ogryzki jabłka, więc można użyć również ich.

Gotowy dżem zapakować do wyparzonych, suchych słoików, zakręcić, zapasteryzować (u mnie w piekarniku w temp. 95 stopni).

Dżem jagodowy

Wszystkie słoiki wyniesione do schowka w ramach wczorajszego sprzątania, więc na razie nie doczekają się foty. Z resztą, cóż jest ciekawego w słoiku przetworów, szczególnie nieotwartych, a otwierać nie będę bo wyszło za mało żeby marnować teraz gdy łatwo dostępne są świeże owoce. Aktualnie wyjadamy jeszcze dżemy z ubiegłego sezonu (marne resztki) i do woli obżeramy się świeżymi owocami, których na szczęście na naszym lokalnym placu targowym jest bardzo dużo.

Niestety jeżeli chodzi o dżem jagodowy, to wiele zależy od surowca jaki akurat się trafi. U nas powstały dwie partie dżemu, z czego jedna z resztek po jagodziankach (nie wiem czy był tam litr, szczerze w to wątpię) a druga z półtora litra nawet z jakąś górką. Finalnego produktu wyszło mniej więcej tyle samo. Po prostu w drugiej partii było więcej wody w owocach. Borówki dość długo są bardzo rzadkie, więc jak ktoś nie ma cierpliwości, można ułatwić sobie zadanie żelfixem, Ja też często pomagam moim przetworom po prostu miksując część owoców. Łatwiej się wtedy uwalniają naturalne pektyny i szybciej to idzie. 
Podobno dżem jagodowy ma jeszcze inną supermoc (ja tam nie wiem, nigdy nie zaobserwowałam)  - pomaga uporać się z biegunką, bo ponoć borówki mają właściwości 
zapierające. No cóż, ja tam słyszałam tylko o borówkach obsikanych przez lisa od których biegunki raczej można dostać, a nie wręcz przeciwnie :p więc pozostanę przy walorach smakowych.


Składniki:
borówka leśna
cukier
(nie podaję proporcji, bo każdy ma inne preferencje, my dajemy bardzo mało cukru, sypiemy na oko troszkę, byle tylko owoce miały szansę puścić sok, a potem, gdy owoce ten sok puszczą i całość się zagotuje sprawdzamy czy cukru jest dość, czasem dosypujemy, czasem nie, ale i tak wychodzi często 100-200g cukru na 1 kg owoców).

Sposób przygotowania:
Porządnie umyć borówki pod ciepłą wodą. Wrzucić do gara, zasypać cukrem, zostawić żeby puściło sok. Podgrzać na małym ogniu, poczekać aż zgęstnieje (trwa to dość długo), można ułatwić sobie sprawę miksując część owoców podczas gotowania. Gorący dżem przelać do wyparzonych słoików, zakręcić suchymi i czystymi zakrętkami. Zapasteryzować. Ja robię to w piekarniku w temp. 95 stopni. Wyjąć, odwrócić denkiem do góry, żeby zakrętki zassały. Ogólnie ten dżem jest raczej z tych rzadszych, ale częściowo zmiksowany nawet sensownie zżelował jak wystygł. Niemniej jak ktoś lubi, żeby dżem miał stałą konsystencję, to polecam jednak żelfix.

W związku z tym, że ten dżem jest długo rzadki, można spokojnie użyć żelfixa. Wtedy nie należy pasteryzować dżemu (raz zepsułam to wiem ;)).

piątek, 6 listopada 2015

Żurawina do mięs

Ciekawe czym różni się żurawina do mięs do dżemu żurawinowego?
Ano tym, że cukier się skończył. Na 2,5 kg żurawiny była gdzieś 1/3 torebki cukru. Wsypałam, spróbowałam: cierpkie.... dobre...
...i nie szłam już do sklepu po cukier. I tak powstała żurawina do mięs :)



Składniki:
2,5 kg żurawiny
0,3 - 0,5 kg cukru

Sposób przygotowania:
Żurawinę przebrać, umyć, wrzucić do gara, zasypać cukrem, poczekać aż puści sok (można jej trochę pomóc dziabiąc łyżką gdzie popadnie), gotować na wolnym ogniu do zgęstnienia do pożądanego stanu. Gotowy dżem przekładać do wyparzonych słoiczków, pasteryzować.

wtorek, 6 października 2015

Gruszki w syropie

Mam nadzieję, że mój mąż w wolnych chwilach nie podczytuje mojego bloga, bo zdradzę pilnie strzeżoną tajemnicę. Otóż, przy okazji jakiegoś zeszłorocznego przeziębienia (jęczenia, marudzenia itp. - you know what I mean ;)) dowiedziałam się, iż nie dbam o mojego małżonka oczekując, iż skoro mu zimno w związku z gorączką to może poprasuje, będzie mu cieplej (albo coś ;)). Zła ja. Albowiem w dzieciństwie, gdy był chory, był rozpieszczany. Między innymi domowymi gruszkami w syropie. Co ja mogę, skąd mogłam wiedzieć jak były gruszki, że takie ma pragnienie, skoro ujawnił mi tą tajemnicę w jakimś  grudniu/styczniu/marcu, gdy zachorzał. No więc w tym roku wpadłam na szatański plan. Uknułam go na podstawie małżonkowego stwierdzenia, że gdyby miał takie gruszki, to by nie marudził ;) Wyszło jakieś 4 (0,5 l) i pół słoika (to pół to taki malutki, po chrzanie), mam nadzieję, że starczy na wszystkie choroby. I mąż, zachęcony okazywaną mu troską nie tylko poprasuje ale i wypierze i gary zmyje :D ...i może się też podzieli odrobiną, bo wyszły całkiem zacne.

Korzystałam z przepisu z bloga Miłość w brzuchu mam, zachęcam do zajrzenia na tego bloga, piękne zdjęcia, aż robię się głodna ;)



Składniki:
3 szklanki wody (dałam okrągły litr i było w sam raz)
1 kg nie do końca dojrzałych gruszek (dałam 1,5 kg)
200 g cukru (chyba dałam mniej, po spróbowaniu doszłam do wniosku, że smakuje jak nasycona glukoza do krzywej cukrowej, więc więcej nie dam ;))
1 cukier wanilinowy (pominęłam, nie przepadam)
kawałek kory cynamonu
goździki

Sposób przygotowania:
Zagotować marynatę, tak by cukier się rozpuścił w wodzie. Do środka wrzucić obrane i pokrojone wzdłuż na ćwiartki gruszki, pozbawione gniazd nasiennych. Gotować ok. 15 minut w zalewie (jak macie miększe gruszki to krócej, od 7 -10 min, moje były wyjątkowo twarde i mało dojrzałe). Mają lekko zmięknąć, ale nie całkiem by przetrwały zimę. Pakować do wyparzonych słoików, zalewać syropem (w tym miejscu warto się modlić o palce z żelaza, bo jednak najwygodniej gruszki układa się w słojach palcami, a gorące). Pasteryzować. Pycha.

Dynia marynowana

W tym roku miałam urodzaj dyni. A wszystko przez dwie wycieczki do Wawrzeńczyc, podkrakowskiego zagłębia dyniowego. Jedną z nich postanowiłam wykorzystać do zrobienia domowej dyni marynowanej, jednego z ulubionych zimowych dodatków do śniadania u mnie w domu. Do tej pory zawsze jedliśmy kupną, która nawet nie była zła, o ile dobrze się trafiło. Przepisów na marynowaną dynię jest w internecie mnogość. Ja postanowiłam skorzystać z przepisu Mirabelki z Mirabelkowego bloga ponieważ nasze smaki chyba nieźle się zgrywają, Przepisy Mirabelki zwykle bardzo mi odpowiadają pod względem doprawienia, nie muszę już nic zmieniać. Poza tym są tak pięknie podane, że lekka załamka mnie chwyta, jak moje koślawe dania wychodzą z pieca. W tym przypadku też tak było. Mirabelka przygotowała swoją dynię naprawdę przepięknie, w postaci wydrążonych kulek. Poza tym skorzystała z gatunku intensywnie pomarańczowego, co gotowemu produktowi jeszcze nadało urody. Ja robiłam naraz dynię i gruszki, wieczorem, w ramach nagrody za dobre sprawowanie (spędzenie paru męczących godzin nad nauką) i już mi się nie chciało ślęczeć nad dynią, nawet dla osiągnięcia tak fantastycznego efektu. Swoją dynię (pomarańczowo - zieloną, która spomarańczowiała dopiero w słoiku) po prostu pokroiłam w kostkę, w pozostałym zakresie byłam wierna przepisowi Mirabelki (nie jestem pewna czy co do cukru też, ale przyjmijmy, że tak).



Składniki:
800g dyni (obranej, bez pestek, pokrojonej w kawałki)
2 szklanki wody
300 g cukru
1/4 szklanki octu 10%
niecała łyżka goździków
laska cynamonu (pokrojona na mniejsze, żeby potem wsadzić do kilku słoików)
4 ziarenka ziela angielskiego

Sposób przygotowania:
Wodę zagotować z cukrem i octem (ja chyba od razu wrzuciłam też przyprawy, albo jakoś tak w trakcie), dodać przyprawy . Wrzucić pokrojoną w kawałki dynię i gotować przez ok. 15 minut, aż dynia lekko zmięknie (stan pożądany to lekkie zmięknięcie z wierzchu, nadal dające opór zębom w środku, inaczej dynia w marynacie całkiem się rozpadnie). Dynię wraz z zalewą wlewać do gorących suchych, wyparzonych słoików. Ja wyparzam wrzątkiem, ale można też słoiki wypiekać w piekarniku. Pasteryzować (ja wsadzam do zimnego piekarnika, nastawiam na 95 stopni i czekam, aż lampka zgaśnie, od tego czasu piekę przez 35 minut, czasem dłużej. Odstawiam dnem do góry żeby zakrętki zassały, jeżeli nie zassają po wystygnięciu, powtarzam pasteryzację, tym razem w garnku).

sobota, 26 września 2015

Dżem z borówki brusznicy z jabłkami i gruszkami

Kupiłam borówkę brusznicę, bo lubię, a ciężko kupić, a jak już jest to droga i składa się głównie ze wszystkiego poza borówką (ostatnio sprawdzałam Sylt Lingon, wiecie skąd i miał do 50% owoców, i tak nieźle). Chciałam, żeby moja składała się z samej borówki, no ale poszukałam, a tu wszędzie z dodatkami. Pomyślałam, że spróbuję tak jak polecają rozliczne autorki blogów dodać jabłka i gruszki. Dodanie twardych jabłek (za namową jednego z blogów było jak dla mnie średnim pomysłem, bo borówka rozgotowała się w proch i pył za to jabłka pozostały twarde), ale jakie to jest pyszne!!!! Może zrobię jeszcze z samej borówki, ale to na pewno nie w tym tygodniu (ani przyszłym, więc pewnie w tym roku już nie...)



Składniki:
1 kg borówki brusznicy
0,5 kg jabłek (u mnie champion)
0,5 kg gruszek (u mnie bera)
cukier (z blogów wyczytałam, że można się nie przejmować i dać dużo, bo brusznica jest kwaśna - no może i jest, ale całe szczęście, że nie dałam przygotowanego wcześniej 0,5 kilo, bo już przy orientacyjnie połowie tej ilości dżemik jest na moje podniebienie ok, o ile nie za słodki)

Sposób przygotowania:
Owoce umyć, gruszki i jabłka pokroić na kawałki pozbawiając gniazd nasiennych (to znaczy zrobiłam to z jabłkami i pierwszą gruszką, dalej cięłam jak leci) wrzucić do gara, zasypać cukrem i poczekać, aż puści sok, gdy na dnie będzie już warstwa soku  (można też trochę pomyziać owoce łyżką, by łatwiej puściły sok) wstawić na malutki ogień i gotować do uzyskania odpowiedniej konsystencji, w trakcie sprawdzić czy jest wystarczająco słodkie i ewentualnie dosypać.

piątek, 25 września 2015

Dżem brzoskwiniowy

W tak bury dzień jaki nas dziś przywitał trzeba poratować się odrobiną słońca, nawet jeżeli miałoby to być słońce ze słoika. Dżem zrobiłam tydzień lub dwa tygodnie temu, ale brzoskwinie jeszcze są więc można śmiało próbować (choć nie są już tak tanie jak jeszcze miesiąc temu).

Skorzystałam z przepisu z bloga Domowa kuchnia Aniki bo przekonała mnie ilość cukru, którą autorka wpisu daje do swojego dżemu. Ja do swojego dałam więcej cytryny (oprócz soku i miąższu także skórkę. Cytryna jest mocno wyczuwalna, za to dżem kwaśny, a takie lubimy. Planuję zrobić jeszcze jeden taki dżemik, spróbuję tym razem nie dać skórki cytrynowej, ciekawe czy dżem się zetnie :)

tyle dżemu wyszło z 2 kg brzoskwiń, 1 słoik pół litra i dwa malutkie, po 250


No to działamy: "Tyyyle słońca w całym mieście..." ;)

Składniki:
2 kg brzoskwiń
30 dag cukru
sok i miąższ z jednej cytryny

Sposób przygotowania:
Brzoskwinie wypestkować, pokroić na mniejsze kawałki (u mnie na 4) wrzucić do garnka. Dodać sok z cytryny i cukier. Na chwilę zostawić, żeby troszkę puściły sok. Gotować na wolnym ogniu do zgęstnienia. W trakcie można dodać cukru gdyby dżem był mało słodki, dlatego na początek można dać mniej niż w przepisie. Gotowy dżem pakować do wyparzonych słoiczków. Pasteryzować.

wtorek, 22 września 2015

Śliwki w occie

Są przepyszne. Po raz pierwszy spróbowałam ich gdy przygotowała je moja koleżanka z pracy, która jest mistrzynią przetworów (matko, jej ogórki kiszone będą podawane w raju). Oczywiście poprosiłam o przepis. Przepis pochodzi z Przepisów czytelników Poradnika Domowego (moja mama też z nich korzysta, wiele książeczek zawiera naprawdę dobre przepisy). Ten przepis został przesłany przez panią Stanisławę Raciborską. Koleżanka zmodyfikowała go tak, że da się go zrobić (no bez przesady, sparzanie i obieranie śliwek ze skórki to ponad siły przeciętnego człowieka).

Mam nadzieję, że mi się udały. Jeden słoiczek nie zassał, więc go ponownie zapasteryzowałam, jeden "się posikał" przy odwracaniu, ale zakrętka wygląda na zassaną. W każdym razie te dwa do zjedzenia w pierwszej kolejności. Zwracam uwagę na to, żeby patrzeć uważnie czy zakrętki zassały przy pasteryzacji, bo jak się okaże że nie, to można wrzucić to jeszcze raz, gdy minie za dużo czasu od przygotowania, to ewentualne ponowne pasteryzowanie nie będzie już miało sensu.

Do czego się to je? 
My jedliśmy jako pikiel do kanapek z wędliną, ale świetnym pomysłem jest też podanie tego na imprezie faszerowane zblanszowanymi migdałami. Każda śliweczka na wykałaczkę i jest ekskluzywna przystawka. Warto przy usuwaniu pestek użyć nożyka, żeby brzegi śliwki były równe. 



Składniki:
1 kg śliwek węgierek
szklanka octu 6 % (w sprzedaży jest 10% - trzeba w proporcji 6:4 wymieszać z wodą)
szklanka wody
25 dag cukru
kilka goździków
kawałek cynamonu

Sposób przygotowania:
Śliwki pozbawić pestek, ułożyć w słoikach. Ocet połączyć z wodą, dodać cukier, goździki, cynamon, zagotować i ostudzić. Zalać śliwki, zakręcić słoiki, pasteryzować 20-25 minut. Ja pasteryzowałam wyższe słoiki w wodzie w garnku, małe w piekarniku. Te z piekarnika nie zassały, więc zalecam jednak formę tradycyjną. 

Podobno zamiast octu można dać wytrawne wino (tak zostało napisane w oryginalnym przepisie).

Rewelacja, robi się szybciutko.

Dżem z czarnej porzeczki

Uwielbiam dżem z czarnej porzeczki. Pyszny dżem robi moja teściowa, w dodatku bardzo zdrowy, bo nie obrabiany termicznie, a zabezpieczany przed psuciem warstwą miodu. Pycha! Niestety trzeba ten dżem jeść szybko :) nie, no nie płaczę, ale jednak szkoda mi jeżeli nie zdążę zjeść. Swój zrobiłam bardziej tradycyjnie, gotowanie, pasteryzacja, ale mam nadzieję, że wytrzyma dłużej.

Porzeczka ma sporo pektyn, więc nie potrzeba żadnych dodatków, tylko porzeczka i cukier, w dodatku nie wymaga długiego gotowania. Całe gotowanie zajmuje jakieś 2h. Za to szypułkowanie... masakra. Nie wiem co by było, gdybym zrezygnowała z szypułkowania, ale szypułki są twarde, więc nie wiem czy to się uda. Gdyby jednak, to byłoby znaczące ułatwienie. Zrobiłam tylko jedną porcję tego dżemu z 2 kg owoców, bo na więcej nie starczyło mi cierpliwości. Ale to co jest - pycha.



Składniki:
2 kg czarnej porzeczki
1 kg cukru (porzeczka jest dość cierpka więc potrzeba więcej, ale wiele zależy od słodkości konkretnych owoców, więc lepiej na początek dać mniej)

Sposób przygotowania:
Porzeczkę odszypułkować, wrzucić do gara, dodać cukier, poczekać aż puści sok, gotować na wolnym ogniu do zgęstnienia. pakować do wyparzonych słoiczków. Pasteryzować.

Dżem truskawkowy

W tym roku robiłam chyba z 5 partii dżemu truskawkowego, każdy trochę inny. Niektóre z cukrem i cytryną, niektóre z żel-fixem (i cytryną), różne rodzaje cukrów żelujących. Niestety nie wiem który jest który :D Rozpoznawalny jest ten z żel - fixem bo się całkowicie ściął, te na cukrach są bardziej płynne (na żelującym też, bo proporcja 1:1 to zdecydowanie coś nie dla mnie.

Korzystałam z dwóch żelków: cukru żelującego 1:1 diamanta (nie wiem po co tam jest ten olej palmowy, pektyny są z owoców + jeden środek o działaniu przeciw pleśni) oraz żel-fixa dr.oetkera 3:1 (pektyny z owoców + ten sam co wyżej środek przeciw pleśnieniu, nie ma oleju ani cukru). Do moich potrzeb zdecydowanie lepszy jest 3:1, po pierwsze dlatego, że nie ma w nim cukru (co znaczy, że gęstość dżemu nie jest zależna od nawalenia tam niewiadomo ile cukru), a po drugie brak niepotrzebnego moim zdaniem dodatku oleju palmowego. Na robienie dżemu truskawkowego na samym cukrze i pektynach z cytryny nie wiem czy będę miała zdrowie na przyszłość. Co istotne - cytryn nie należy pozbawiać pestek - to w nich jest najwięcej pektyn. Jak komuś bardzo przeszkadza, że będzie miał pestki w dżemie, to może je zawinąć w gazę i tak wrzucić, a potem wyławiać z gotowego, moim zdaniem za dużo zachodu, pestki mi nie przeszkadzają, mogę je usunąć na talerzu. Na zdjęciu akurat dwie partie bez cukrów żelujących, same truskawki, cytryna i cukier. Widać, że partia 2 była dłużej gotowana, dżem jest ciemniejszy, po prostu długo nie chciał gęstnieć.



Składniki:
2 kg truskawek
0,5 kg cukru
1 cytryna (sok, pestki, skórka)
ewentualnie żel-fix (zgodnie z przepisem na opakowaniu)

Sposób przygotowania:
Truskawki, cytrynę i cukier wrzucić do garnka (truskawki podzielić na pół, będzie szybciej), poczekać aż puści sok, gotować na wolnym ogniu aż zgęstnieje. Z zastrzeżeniem możliwości dodania żel-fixa.

Dżem rabarbarowo - agrestowy

Połączenie agrestu z rabarbarem jest bardzo sympatyczne, ale dobrze zastosować czerwony agrest z malinowym rabarbarem lub zielony z zielonym. U mnie trafił się akurat malinowy rabarbar, za to agrest był całkiem zielony, efekt nie powala wizualnie, ale za to jest pyszny. Kwaśny jak piernik, ale my akurat takie lubimy. Jedno na co trzeba uważać robiąc dżem z użyciem rabarbaru to to, że rabarbar łatwo się przypala, więc trzeba mieszać. Ale za to dżem robi się stosunkowo szybko, bo agrest ma sporo pektyn.



Składniki:
po równo agrestu i rabarbaru (u mnie bodajże 2 kilo na 2 kilo)
cukier (jak już napisałam, my lubimy kwaśne dżemy, zwykle daję ok. 200-300 g na początek, czekam aż puści sok, zaczynam gotować, a potem na smak sprawdzam czy mi pasuje i ewentualnie dosypuję)

Sposób przygotowania:
Rabarbar pokroić, agrest odszypułkować, zasypać cukrem, poczekać aż puści sok, gotować na małym ogniu do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Żeby było szybciej, można agrest pokroić na połowy. Jak już chwilę będzie się gotować trzeba mieszać żeby rabarbar się nie przypalił. Można też użyć dodatkowych płytek na palnik + oczywiście garnek z grubym dnem. Gotowy dżem wrzucać do wyparzonych słoiczków, pasteryzować (ja w piekarniku, wsadzić do zimnego, nastawić na 95 stopni, od nagrzania piekarnika 35 minut).