Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia grecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia grecka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 października 2017

Moussaka

Końcówka bakłażanów, które kupiliśmy tydzień temu wymagała zrobienia czegoś bakłażanowego. Wpadło mi do głowy, żeby zrobić z nich moussakę, bo dawno nie było, a z resztą i tak najczęściej robiłam z cukini. Opierałam się na przepisie z pamiątkowego magnesu na lodówkę, który kupiłam w Grecji. Przepis trochę zmieniony, żeby był lepiej dostosowany do naszych brzuszków (więcej pomidorów, więcej sosu - mniej tłuszczu). Wyszła pyszna.



Składniki:
2 duże bakłażany (nasze były małe - jeden tajski, jeden biały i jeden malutki kolorowy)
0,5 kg mięsa wołowego
3 pomidory (u nas duże)
cebula (u nas mała)
natka pietruszki
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
zimne mleko (nie podaję ilości mleka, bo zależy od wielkości naczynia, a z resztą i tak zawsze beszamel robię na oko).

Sposób przygotowania:
Bakłażany zgrillować w grubych plastrach. Na patelni zeszklić cebulę, dodać mięso, przesmażyć do zamknięcia soków, dodać pokrojone w grubszą kostkę pomidory udusić razem. W naczyniu do zapiekania ułożyć na dole warstwę bakłażanów, na to mięso z pomidorami, na wierzch znów bakłażany. Na patelni rozpuścić masło, dodać mąkę, wymieszać na żółty glut, dodać zimne mleko i gotować na małym ogniu ciągle mieszając do zgęstnienia sosu, tak powstałym beszamelem zalać bakłażany.

czwartek, 15 października 2015

Pikantna pasta z pieczonej papryki i sera feta

Przepis znalazłam na blogu shoot&food. Stamtąd też dowiedziałam się, że pasta pochodzi z Grecji (faktycznie, smak mocno kojarzy się z grecką kuchnią) gdzie nosi nazwy htipiti, kopanisti lub tirokafteri. Moja wersja została nieco zmodyfikowana, a także (zapewne w związku z brakiem świeżego chilli) nie ma tak pięknego koloru jak pasta z shoot&food, za to jest pyszna i piekielnie ostra. Świetnie komponuje się z chlebem z tego przepisu. 



Składniki:
2 pieczone papryki (u mnie 4)
kostka sera feta
1 papryczka chilli bez nasion (u mnie jedna papperoncino suszona z nasionami)
3-4 suszone pomidory
mały ząbek czosnku
łyżeczka soku z cytryny

Sposób przygotowania:
Papryki upiec w piekarniku, następnie pozbawić skórki (często poleca się by wsadzić je do foliówki, co mnie osobiście nie odpowiada, bo kto wie z czego ta foliówka jest i co z niej zostanie w papryce jeśli wsadzi się ją gorącą, można też do papierowej torby, lub po prostu przykryć, tak żeby się zaparzyła, wtedy skórka łatwiej odejdzie). U mnie suszone pomidory były suche - trzeba namoczyć je w wodzie, następnie pokroić, papryczkę także, czosnek wycisnąć i wszystko wraz z cytryną zmielić w robocie kuchennym (mnie wystarczyła końcówka do mieszania ciasta - lubię robić nią pasty, bo upieczone warzywa się zmieszają, a ja się nie boję, że jak wsadzę palucha, żeby spróbować (oczywiście po zatrzymaniu robota) to sobie go utnę.

Pycha!! Serdecznie polecam.

czwartek, 3 lipca 2014

Największa sałatka w moim życiu - Restauracja Nea Folia Saloniki/ The biggest salad in my life the Nea Folia Restaurant in Thessaloniki

Jak już wspomniałam ostatnio byłam w Grecji. O ile jeśli chodzi o zwiedzanie, to zdecydowanie wolałam uciekać z miasta niż w nim siedzieć - jest duże, tłoczne i niestety raczej brudne, to na kulinarna wyprawę zdecydowanie polecam Saloniki. Z uwagi na okoliczność, że nasz hotel Orestias Kastorias (polecam, jakby ktoś się wybierał w te okolice, po ostatniej wizycie w Warszawie w 3* nie mogłam uwierzyć że to są dwie, raczej 10, albo Warszawa powinna coś przemyśleć) nie oferował jedzenia ani możliwości przygotowania czegoś na ciepło (a szkoda - na myśl o tych rybach na targu, które kupił i przyrządził ktoś inny, aż mi słabo), dość często stołowaliśmy się na mieście. Ponieważ rekomendacje udzielane przez obsługę hotelu były fantastyczne w zakresie każdej absolutnie kwestii (zwiedzanie, autobus, czas dojazdu - wszystko) postanowiliśmy zapytać również o restaurację. Recepcjonista polecił nam dwie, jedną bardziej turystyczną, drugą absolutnie nieturystyczną. Oczywiście wybraliśmy tą drugą. Jednak chyba troszkę turystyczna była, bo umieszczoną ją na TripAdvisorze, a i menu po angielsku się zjawiło i kelner mówiący doskonale w tym języku (chyba najlepiej ze wszystkich napotkanych Greków). 

Restauracja pierwsze wrażenie robiła, hmmm słabe. Mała brudna uliczka zastawiona samochodami, cały personel siedzi na zewnątrz na jakichś skrzynkach. Środek też lekko obskurny. W środku nikogo. Już mieliśmy uciec, ale głód i dotychczas rewelacyjne rekomendacje recepcjonistów zatrzymały nas w środku. Patrzymy w menu, a tu 7 euro za sałatkę. Zastanawialiśmy się czy wiać, ale znów rekomendacja recepcjonisty kazała nam pozostać na miejscu. No i kelner który naprawdę swobodnie rozmawiał po angielsku. Wzięliśmy dwie sałatki i zastanawialismy się nad daniem głównym. Kelner odradził nam ten krok, powiedział, że porcje są naprawdę duże, więc jeśli naprawdę jesteśmy aż tak głodni, lepiej żebyśmy się podzielili jedną porcją. Postanowiliśmy zatem poprzestać na sałatkach i ewentualnie domówić danie główne potem, jeśli okaże się, że wciąż mamy na nie ochotę. 

Tu pojawia się zabawna scena: kelner wychodzi z knajpy i zaciąga do pracy kucharza :D Na stole ląduje woda - niestety kranówa, niezbyt smaczna nawet po zmrożeniu, w końcu jesteśmy w środku wielkiego miasta i nieodłączny chleb (tym razem grzanki czosnkowe, których nie tknęliśmy, a i tak nam doliczyli - co kraj to obyczaj). Po upływie czasu, jaki ściągnięty z ulicy kucharz potrzebował do przygotowania naszego dania pojawia się pierwsza sałatka. Ni mniej ni więcej tylko zrobiona praktycznie z główki sałaty, z różnymi dodatkami, a po niej druga dokładnie tej samej wielkości. Hmmm kelner miał rację, nie zamówilismy już nic więcej. Sałatki były pyszne, naprawdę warte swojej ceny. Dobrze, że do hotelu szło się w dół, bo ledwo wytoczyliśmy się z restauracji. Naprawdę można polecić nawet mitologicznym cyklopom, porcje w sam raz dla nich.

As I have mentioned before, I was in Greece lately. Telling about sightseeing - I preferred to run away from the city, than to stay there - it's big, crowded and unfortunately rather dirty, but for the culinary trip, I strongly recommend Thessaloniki. Because our hotel Orestias Kastorias (I also recommend it, after my last trip to Warsaw where I slept in 3*, I couldn't believe, it has only 2, rather 10, or maybe Warsaw should rethink sth), hadn't offer any food (no breakfast) or possibility to prepare anything warm (that's a pity - I feel really bad when I think that those perfect fish from the market were bought by somebody else and prepared by them ;)), we ate a lot in restaurants. The recommendations made by our hotel staff were excellent on every field (trips, buses, how long takes journey - just everything) we decided to ask the staff also about restaurants. Receptionist recommended us two - one turistic and one non-turistic. Of course, we decided to go to non-turistic. Which actually was a bit turistic anyway because it was put into a TripAdvisor, menu was written in English, and waiter could speak English very well (I think the best English speaking Greek we met).

The first impression on the restaurant was hmmm, poor. Tiny, dirty street with cars parked everywhere, all staff outside sitting on empty containers. Inside also a bit shabby. No-one inside. We planned to run away but we were too hungry and besides, hotel's staff recommendations were always great. We looked at menu and found salad for 7 euro. It looked terrible, but again, we thought that we should wait, because of those excellent recommendations of the hotel's staff. And this waiter who spoke really nice English was great. We decided on two salads, and thought about a main course. The waiter told us to be careful with that - their portions are really huge, so if we want to take it, we should decide on one dish to share, because it is simply impossible to eat 2 salads and two main courses. So we decided to eat only salads and if we were still hungry just ask for sth else. 

Now is the funny moment:  waiter go on the street to ask chef to go to his work :D On the table we found cold water - unfortunately tap water - not really tasty, even really cold, and bread, they always serve it and add to your bill, this time garlic bread. After the time our taken from the street chef needed to prepare our dishes, the first salad appeared. No less but made from the whole head of lettuce with different adds after this the second one, exactly the same size. Hmm the waiter was right, we couldn't eat anything more. Salads were great, and really worth for money. It was great that the way to the hotel was down, we couldn't go up with so full stomach. We nearly couldn't move! We can really recommend this restaurant even for the Cyclops from the Greek Mythology, portions were tailored for them ;)