Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 grudnia 2019

Kruche maślane ciasteczka

Fantastyczne kruche ciasteczka, idealnie takie jak mają być - odpowiednio kruche, ale nierozlatujące się, o pysznym maślanym smaku. Przepis znalazłam u Ciastkożerców, których bloga osobiście bardzo lubię. Może dlatego, że bez krępacji przyznają się do żarcia ciastek :D. Zdecydowanie przepis warty zanotowania i wykonania przy bliższej i dalszej okazji. Robi się szybko, zjada jeszcze szybciej.



Składniki:
0,5 kg mąki (dałam mix pszennej 550 i krupczatki)
3 łyżeczki proszku do pieczenia
szklanka cukru (dałam pół i są w sam raz)
200 g miękkiego masła
łyżka tłustej śmietany (nie miałam, zastąpiłam maślanką i wyszło)
3 jajka

Sposób przygotowania:
Suche składniki wrzucić do miski, następnie dołożyć mokre, wymieszać na jednolitą masę o konsystencji plasteliny. Może było trochę za luźne, musiałam dosypać mąki (nie za dużo, żeby nie wyszły twarde), jak ciasto jest zbyt zwarte warto dodać śmietany. Wałkować na 3-5 mm, wykrawać ciasteczka foremkami i układać na blasze. Piec w temp. 180 stopni przez 10 minut. Wyszło mi 4,5 blachy. Gotowe chować do pudełka. I tak nie dotrwają do świąt.

niedziela, 29 września 2019

Korzenne mufinki dyniowe ze śliwkami i serkiem

Naprawdę fantastyczne mufinki, mają potencjał na danie na imprezy tematyczne ponieważ na masie serowej pięknie będą się trzymać różne dekoracje. Oczywiście pierwszym skojarzeniem z dyniowymi są różne jesienne imprezy. Przepis znalazłam na blogu Candy Company jako przysmak na Halloween. U mnie trafił na imprezę urodzinową zaprzyjaźnionego malca.




Składniki:
przepis na formę 12 mufinek

3/4 szklanki cukru (dałam niecałe pół szklanki) 
1/2 szklanki oleju
2 jajka
szklanka puree dyniowego (brakło mi więc uzupełniłam nie do końca udanym eksperymentem - dżemem z dyni, pomarańczy i cytryny, który smakuje jak ugotowana i ostudzona marchewka)
1 i 3/4 szklanki mąki
1/4 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru (nie przepadam więc zamiast tego dałam 3 roztłuczone w moździerzu goździki)
po 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej i kardamonu (dałam kardamon, gałkę pominęłam)
12 śliwek

na masę serową
300g serka kremowego (dałam 200g serka śmietankowego z Wielunia i 100g mascarpone)
45g cukru pudru (dałam 20 i to było zdecydowanie ok)
1,5 łyżeczki cynamonu

Sposób przygotowania:
Przygotować masę serową, mieszając wszystkie składniki. Wymieszać mokre składniki na ciasto i cukier w jednej misce, dodawać suche składniki. Wymieszać krótko tylko do połączenia składników. Do natłuszczonej foremki (ja nie używam papilotek, ale jak ktoś lubi to oczywiście nie ma przeszkód) nakładać łyżkę ciasta, wbijać wydrylowaną śliwkę, dodać trochę serka (w sumie 1/3-1/2 całości) , na wierzch nalewać resztę ciasta. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. 20-25 minut (do suchego patyczka). Wystudzić. Na wystudzone mufinki nałożyć resztę serka i udekorować (lub nie) wedle życzenia.

niedziela, 24 marca 2019

Drożdżowe rogaliki z szarlotką

Wynikiem poszukiwania przepisu na zużycie ostatnich 10 g drożdży siedzących w mojej lodówce były rogaliki drożdżowe z jabłkami. Wprawdzie przepis oryginalny zawiera mąkę orkiszową i stewię zamiast pszennej i cukru, ale akurat żadnego z tych składników nie miałam, a zwykłą mąkę pszenną i cukier o dziwo tak. Dałam sporo więcej mąki, a ciasto i tak było bardzo luźne i dużo się naklęłam, żeby te rogaliki zawinąć. No ale efekt spektakularny, więc wybaczam. Przepis pochodzi z bloga Na oko.



Składniki:
 na ciasto
200 g mąki orkiszowej (dałam co najmniej 250g pszennej typ 650)
3/4 szklanki ciepłej wody
10g świeżych drożdży
pół łyżeczki stewii (dałam płaską łyżeczkę cukru)
1 jajko
+od siebie sypnęłam łyżkę multiotrębów

na masę
2-3 jabłka
laska cynamonu
łyżka miodu
łyżka oliwy do posmarowania bułek (zapomniałam)

Sposób przygotowania:
Wymieszać ciasto, zostawić do wyrośnięcia (podwojenie objętości), w tym czasie w garnuszku zagrzać jabłka pokrojone na kawałeczki z cynamonem i miodem (ja na dno dałam trochę wody, użyłam jabłek reneta). Wyrośnięte ciasto zagnieść, rozwałkować na płasko, pokroić na cztery, potem na osiem i tak dalej do uzyskania trójkątów, autorce wyszło 15 mnie 12 trójkątów. Na szeroką część nałożyć łyżkę masy jabłkowej, zawinąć do środka tak by powstały rogale (nie przejmować się tym, że są krzywe, za to kocham rogale, że surowe wyglądają okropnie, za to upieczone są śliczne, taka magia). Piec w 180 - 190 stopniach około 15-20 min (do zrumienienia).

sobota, 16 marca 2019

Drożdżówka z serem, śliwkami i kruszonką - rustykalnie

Dziś spotkałam się z mężem w kuchni, oboje w poszukiwaniu czegoś słodkiego, czego oczywiście w domu nie było. Buszując po lodówce znaleźliśmy jeden słoik naszego własnego domowego pysznego dżemu jabłkowo porzeczkowego - niestety zepsuty. No i pół szklanki mleka - o pół szklanki za mało do mojego tradycyjnego przepisu.

Szukając czegoś innego znalazłam ciekawy przepis na rustykalne ciasto drożdżowe z serem i gruszkami zapieczone pod kruszonką. Gruszek mam tylko kilka i mam na nie inne plany, za to w schowku już od paru lat siedziały śliwki w syropie produkcji teściowej. Zamieniłam więc gruszki na śliwki. Efekt trochę za słodki jak na moje potrzeby, ale ogólnie przepyszne. Przepis pochodzi z bloga Różowa Patera.



Składniki:
(na prostokątną foremkę - niskie ciasto)

na ciasto
250 g mąki pszennej (typ min. 500, u mnie 650)
25 g świeżych drożdży
25 g rozpuszczonego masła
2 łyżki kwaśnej śmietany
pół szklanki mleka
1 garść cukru
1 całe jajko
1 łyżeczka cukru wanilinowego
odrobina skórki otartej z cytryny (nie dałam)

na masę twarogową
250 g sera twarogowego w kostce
2 łyżki cukru
2 pełne łyżki śmietany
1 jajko
1 pełna łyżeczka skrobi ziemniaczanej
1 łyżeczka cukru wanilinowego

na kruszonkę
100 g mąki krupczatki
65 g masła
50 g cukru
szczypta soli

Sposób przygotowania:
Wymieszać mąkę i cukry, do dołka w mące wlać ciepłe mleko z drożdżami, wymieszać i odstawić na 15 minut pod przykryciem, dodać jajko i śmietanę, krótko wyrobić, dodać roztopione masło, wyrobić (można mikserem) - mnie ciasto wyszło za rzadkie, dosypałam nieco mąki. Odstawić ciasto na godzinę do wyrośnięcia. W tym czasie wymieszać wszystkie składniki masy twarogowej przy użyciu widelca. Wymieszać wszystkie składniki na kruszonkę. Gdy ciasto wyrośnie umieścić na dnie foremki papier do pieczenia lub obsypać dno masłem i bułką tartą (jak ma być rustykalnie). Rozciągnąć ciasto po dnie formy, na wierzchu rozsmarować masę twarogową, na niej ułożyć połówki śliwek (lub pokrojone gruszki), wierzch obsypać kruszonką. Piec w temp. 180 stopni z termoobiegiem ok. 20-25 minut aż kruszonka się zezłoci a brzegi ciasta przyrumienią i będą odchodzić od ścianek foremki. Można też sprawdzić patyczkiem.



Mniam, mniam.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Biszkoptowe muffiny na białkach

Uwielbiam takie okazje - powalentynkowe śniadanie (w weekend mieliśmy gości, to się troszkę przesunęło świętowanie święta, którego nie świętujemy ;)) a tu w zamrażarce czekają białka do wykorzystania po Tłustym Czwartku. No to kiedy je zużyć jak nie teraz? Wpisałam w durszlakową wyszukiwarkę "6 białek" i rozwinęła mi się pokaźna lista przepisów właśnie z taką ilością. Spodobały mi się lekkie muffiny na białkach. Pewnie dlatego, że miały porzeczki na wierzchu. No cóż, na porzeczki teraz raczej nie sezon, ale robiliśmy w tym roku dżem porzeczkowy. Kiedy białka były już gotowe do robienia piany poszłam do schowka i odkryłam, że dżem porzeczkowy wyszedł. Zrobiliśmy ze trzy partie tego dżemu, ale został zapakowany do pięknych koszy i ofiarowany naszym rodzicom i babci przy naszym ślubie. Nam została zaledwie próbka kontrolna, którą już pożarliśmy. W ogóle jesteśmy mocno zdziwieni naszym pożeractwem. W lecie nie było już miejsca do pakowania przetworów, nawet po zrobieniu koszy (i kolejnych 2-3 miesiącach mieszania w garach), a teraz w naszej mini spiżarce zaczyna prześwitywać dno! No ale z drugiej strony, własnoręcznie wykonane dżemy i pikle to całkiem co innego niż kupne. Przede wszystkim mamy swoje zasady - może być płynne byle nie było słodkie. Tym sposobem mamy całą masę gębę wykrzywiających przetworów. W tym żurawinę do mięsa (bo cukier się skończył i mi się nie chciało lecieć do sklepu), która jak uznałam, świetnie zastąpi w tym przepisie świeże porzeczki :) Mimo to zmniejszyłam ilość cukru (i tak niewystarczająco), no i są, oto one: Muffinki biszkoptowe na białkach. 

Korzystałam z przepisu z bloga: Bo życie ma smak



Składniki:
6-7 białek (u mnie 6)
szklanka mąki tortowej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru (zdecydowanie za dużo, dałam pół szklanki i to wciąż za dużo jak dla nas)
120 g  rozpuszczonego masła
sok z 1/2 cytryny
+ owoce lub dżem na wierzch

Sposób przygotowania:
Ubić pianę z białek, cały czas ubijając dodać cukier, dodać przesianą mąkę z proszkiem i powolutku wmieszać do całości by nie uszkodzić piany, następnie powolutku dodawać ostudzone roztopione masło i sok z cytryny (ja wlałam sok do masła i wlewałam razem), wymieszać na jednolitą masę, nie za długo by piana nie siadła. Gotowe ciasto wlewać do natłuszczonej formy na muffinki (ja nie używam papilotek, uważam, że za dużo z nimi roboty i przy pakowaniu ciasta i potem, ale jak ktoś chce, oczywiście można wyłożyć formę papilotkami). Na wierzch nałożyć owoce lub dżem (delikatnie, ciasto jest bardzo lekkie i dżem będzie próbował przelecieć na dół - mnie w kilku przeleciał, ale smakuje wciąż tak samo, a ciasto i tak się upiekło). Piec w temp. 170 stopni przez ok. 25-30 min. (do suchego patyczka), ja częściowo studziłam w stygnącym piekarniku, potem ciepłe ale nie gorące wyjęłam na kratkę. Jak to biszkopt lekko opadły po otwarciu drzwiczek, ale dalej są wyższe niż foremka, więc nie ma się do czego przyczepić :D Całkiem pyszne. Pożarliśmy na śniadanie popijając kakao.

piątek, 5 lutego 2016

Przedwojenne pączki Maryi Disslowej

To znaczy te konkretne są całkiem współczesne, dziś smażyłam, z okazji tłustego ... piątku. Oczywiście zamiast robić milion rzeczy, które robić powinnam, ale nic to, tak dawno nie jadłam pączków,a w cukierni była wczoraj taaka kolejka, a w Biedronce był taaaaki skład wyrobu, że po prostu musiałam usmażyć własne. 

Pączuszki są lekkie, w ogóle nie nasiąknięte tłuszczem, tak, że w pierwszej chwili nie czuć, że w ogóle miały styczność z litrem oleju rzepakowego mieszanego ze smalcem. Dodatek łyżki spirytusu do tłuszczu (o dziwo) powoduje, że w smaku pączków w ogóle nie czuć smalcu, a i wyrób nie nasiąka (za to samo odpowiada łyżka alkoholu w samym cieście - w oryginale rum, ale ja jako typowy żeglarz rumu po prostu nie lubię, dałam wódkę). Gorzej nieco pączkowe szaleństwo zniosły moje delikatne podroby, które w przeciwieństwie do mnie od razu wyczuły, że mamy tu tłuszcz do smażenia. Well, well, nawet nie jestem zła - dwa pączki to zdecydowanie wystarczająca ilość, więcej nie trzeba.

Muszę jednak się przyznać, że dolna warstwa to pączkowe brownie, metoda z wrzucaniem chleba i liczeniem do 16 była kompletną klapą. Niby tłuszcz ciągle taaaki zimny, a tu pach, pączki całkiem spalone. Ale, ale - po posypaniu cukrem pudrem praktycznie nie czuć przypalonki, a środek jest cudownie miękki i pyszny. 

Jako nadzienia użyłam dżemu malinowego z początkowych eksperymentów taty z malinami - składa się z samych pestek, do kanapki zupełnie nie pasuje, za to już kilkukrotnie z powodzeniem używałam go do wypieków. Oczywiście róża to nie jest, ale pyszne mimo to, a nie marnujemy jedzenia.



Składniki:
500 g mąki
25-30 dag drożdży świeżych (dałam ok. 40, bo tyle miałam)
6 żółtek (białka zamroziłam na później)
80 g cukru
100 g masła
250 ml ciepłego mleka
szczypta soli (przeoczyłam)
łyżka rumu (dałam wódkę)
skórka otarta z 1 cytryny (nie dałam)
+ tłuszcz do smażenia - u mnie prawie cała kostka smalcu i z pół litra oleju rzepakowego
+ cukier puder lub lukier (cukier puder +woda lub sok z cytryny) do posypania

Sposób przygotowania:
Z drożdży części mleka i kilku łyżek mąki zrobić rozczyn o konsystencji śmietany. Ja dodałam łyżeczkę cukru, by szybciej ruszyło (odstać 15-20 min). Roztopić masło, z żółtek i cukru zrobić kogel-mogel. Wymieszać składniki powoli dodając mąkę, kogel-mogel i stopione masło. Dodać łyżkę rumu (wódki) i wszystko wymieszać. Ja robiłam to mikserem najpierw do żółtek użyłam końcówki do ubijania, a potem po prostu wymieniłam końcówkę na haki do drożdżowego. Używam przedpotopowego ręcznego miksera. Wymieszane ciasto zostawić pod przykryciem aż podwoi objętość, szybko mu poszło - po godzinie wychodziło z miski. Od ciast odrywać kawałki ciasta, rozpłaszczyć w dłoni i na środek wsadzić łyżeczkę dżemu, zlepić jak pieroga, a następnie połączyć końce, tak by pierogowe łączenie znalazło się na dole. Porządnie utoczyć kulkę (im lepiej, tym mniejsza szansa na wypłynięcie nadzienia), odstawić na ok. 20 minut łączeniem na dół. W zasadzie, gdy skończycie lepić ostatniego, to pierwszy już powinien być gotowy. Rozgrzać tłuszcz (tłuszczu musi być tyle by pączki swobodnie pływały nie dotykając dna, dobry jest garnek, bo tłuszcz po wrzuceniu pączków bardzo bulgoce, a tak jesteśmy bezpieczni), dodając do niego po drodze łyżkę spirytusu, raczej do zimnego, dodanie do gorącego sprawi, że cała kuchnia będzie opryskana. Na gorący tłuszcz (temp. ok. 170 stopni) wrzucać pączki, smażyć z każdej strony po 2 minuty, przy czym najpierw stroną bez łączenia pod przykryciem, potem drugą stronę bez pokrywki. Idzie to naprawdę migiem. Gotowe pączki wyłowić łyżką cedzakową (nie może być plastikowa, bo może się stopić) na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, by obciekły z tłuszczu. Posypać cukrem pudrem lub lukrem. Postarać się nie zjeść wszystkich.



Można też pączki piec bez nadzienia i nadziewać szprycą gotowy, gorący jeszcze wyrób. Mnie się wydaje, że szybciej jest od razu nadziać, ale na pewno większe ryzyko, że wyjdą brzydkie i się rozpadną, za to tym przez szprycę nie przejdą owoce, więc trzeba miksować dżem - za dużo zachodu. Ale zwolennicy szprycowania, mają wiele argumentów za swoją metodą :)

środa, 7 października 2015

Muffinki dyniowe ze śliwkami i jak zrobić puree z dyni

Pyszne, wilgotne, mięsiste. Z dodatkiem śliwki obłędne. Większa ilość śliwek mogłaby spowodować zejście ze szczęścia, ale i pewne perturbacje w wilgotności ciasta, więc niech będzie jak jest. Przepis z którego skorzystałam pochodzi z bloga Kwestia Smaku, trochę go zmodyfikowałam z uwzględnieniem posiadanych składników (nie miałam świeżych pomarańczy do starcia skórki więc dałam odrobinę domowej kandyzowanej  skórki), cukru wanilinowego też dałam sporo mniej, bo tyle miałam, z resztą aromat waniliowy ostatnio mi średnio podchodzi, bo zniszczyli mnie ludzie palący e-papierosy o zapachu waniliowym, słodkim, mdlącym, a jak jeszcze podanym w towarzystwie smrodu zwykłych papierosów, to już w ogóle, najbardziej nieapetyczny zapach świata.

Dodałam za to trochę krojonych orzechów włoskich i po dwie śliwki na wierzch. 

Naprawdę godne polecenia.

Muffinki dyniowe ze śliwkami



Składniki:
300 g mąki pszennej tortowej (dałam końcówkę 450 i 405)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
170 g cukru
szczypta soli
skórka starta z 2 pomarańczy (nie miałam, dałam odrobinę kandyzowanej i orzechy włoskie)
2 łyżki cukru wanilinowego lub 1 łyżeczka ekstraktu (miałam max łyżkę cukru)
2 duże jajka (L)
200 g puree z dyni* (szklanka)
60 ml mleka
150 g masła roztopionego i ostudzonego

+ śliwki węgierki i orzechy włoskie w kawałkach do dekoracji

Sposób przygotowania:
Nagrzać piekarnik na 190 stopni góra-dół. Przygotować formę na muffiny - ja po prostu wysmarowałam foremki masłem, bo denerwuje mnie bawienie się z papilotkami, wymlaskiwanie ciasta z papilotek przestało mnie cieszyć już parę lat temu ;) Wymieszać suche składniki w jednej misce (warto przesiać mąkę, będą bardziej puszyste), a mokre w drugiej (puree z dyni jest mokre) - ja mokre mieszałam w robocie kuchennym takim dzyndzlem do mieszania ciasta, bo nim miksowałam dynię na puree, potem delikatnie wmieszać mokre do suchych, tylko do połączenia składników, ale tak, żeby nie została żadna niewmieszana mąka (z mojego doświadczenia mogę powiedzieć że warto wziąć miskę bez "zakamarków" bo inaczej ciągle gdzieś ta mąka zostanie). Ciasto włożyć do foremek tak do 2/3 (nie przejmować się, jest go w sam raz na 12 foremek, więc lepiej dać mniej, a potem sobie równomiernie dodawać), na wierzch każdej muffinki położyć wydrylowaną śliwkę (lub 2 albo 10 ;)), posypać orzechami (lub nie), piec w piekarniku do czasu aż ładnie się zarumienią i wsadzony w muffinkę patyczek będzie suchy. Ok. 20 min. 

Pycha! Zrobiłam wczoraj w nocy. Dziś została mniej niż połowa :)

A dynia, bohaterka dzisiejszych muffinów (i marynowanej dyni sprzed paru dni) to jest taka fajna zielono-żółta pstrokata obywatelka, słodziutka i delikatna. Z jej też powodu moje muffinki są leciutko zielonkawe.



Jak zrobić puree z dyni

Dynię pokroić na kawałki, wydrążyć z pestek, obrać, rozłożyć na blasze w piekarniku, piec w temp. 200 stopni aż zmięknie (czas pieczenia zależny od rodzaju dyni, ale 15-20 minut zwykle). Można też dynię piec ze skórą, potem ładniej odchodzi lub nawet w całości. Upieczoną dynię odmierzyć w ilości wymaganej do dania i zmiksować. Gotowe.

poniedziałek, 7 września 2015

Przy śniadaniu słodko - kasza manna z sokiem malinowym

Fajnie tak w weekend zrobić sobie "wypasione śniadanie". W sobotę nie mogłam się zdecydować czy mam ochotę na słodko czy na wytrawnie, mleko czy kanapki. Decyzja zatem jest prosta, biorę wszystko! W związku z tym przygotowałam mniejsze porcje kaszy manny, które za to wyglądają bardzo dekoracyjnie i pozwalają przy okazji śniadania na odrobinę romantyzmu :) To bardzo miłe uczucie zarówno być po stronie "knującej" wyjątkowe eleganckie śniadanie przy świecach, jak i być odbiorcą śniadania niespodzianki zrobionego przez kogoś innego. Miły akcent na cały dzień. Uwielbiam to :)



Składniki:
Kasza manna
mleko
sok malinowy (u nas domowy, gęsty, jak takiego nie macie lepiej zastąpić konfiturą)

Sposób przygotowania:
Zagotować 0,5 litra mleka, dodać kilka łyżek kaszy manny (zawsze robię na oko, wrzuciłam ze trzy lub cztery) mieszać trzepaczką balonową (łyżką często zostają grudy, ale też się da, trzeba wtedy uważniej sypać) aż zgęstnieje. Wlewać do szklaneczek (wychodzą 3 troszkę ponad połowę), na wierzch wlać sok/konfiturę. Bajecznie proste, a pyszne i wygląda jak najlepszy deser na świecie :)

Pozostałą trzecią szklaneczkę kaszy na drugi dzień wyłuskałam ze szklanki, podzieliłam na dwie części i podałam na spodeczkach z dżemem z maliny moroszki (także domowy, otrzymany od przyjaciół z Finlandii) i udekorowany z boku kreską z soku malinowego. 

Czy zjecie lepiej w eleganckiej restauracji? ;)

czwartek, 3 września 2015

Tort malinowy z ricotty

Przepis pochodzi od autorki bloga Kuchnia pod paragrafem ale przekazany został telefonicznie z zaleceniem, żeby podejrzeć jogurtowca i pokombinować. Dobra to kombinuję.



Składniki:
biszkopt

masa
3 serki ricotta homogenizowana 250 g 
sok malinowy
łyżka żelatyny rozpuszczona w pół szklanki wrzątku
dużo malin (z ogródka, można sobie pozwolić)

polewa
1 serek ricotta
1 jogurt naturalny 
łyżka żelatyny rozpuszczona w niewielkiej ilości wody

+ mocna herbata z wódką (lub nalewką malinową, a co) do nasączenia biszkopta

Sposób przygotowania:
Biszkopt podzielić na blaty. W garnku/misce rozmieszać serki z sokiem malinowym (chlustałam na oko, nie za dużo, żeby żelatyna dała radę) i żelatyną, wszystko razem zmiksować na gładko. Blat biszkopta naponczować,  posmarować masą, wrzucić obfitość malin, znów posmarować masą, na to drugi blat itd. Po nałożeniu ostatniego blatu stop. W drugim naczyniu rozmieszać ricottę z jogurtem i żelatyną, poczekać aż trochę zastygnie, żeby nie spływało z tortu. Polać tort. Jeżeli chcecie obłożyć brzegi a polewa jest za rzadka, można zrobić to przy użyciu ricotty/serka homo, ładnie wygląda i dobrze się komponuje. Jak wolicie słodsze torty to ricottę/serek z cukrem wanilinowym.

Tort udekorować na wierzchu stosownie do okazji. U mnie tort był z okazji 35 rocznicy ślubu, więc dekoracja w tym duchu (i to jest powód dla którego tort koniecznie musiał być biały :)) i powód dla którego tort jest w pudełku, musiał przejechać całe miasto i parę wsi by dotrzeć do celu.
 

niedziela, 13 lipca 2014

Krem z czarnej porzeczki/Black currant curd

Miałam w domu pół kilo czarnej porzeczki, której nie zdążyłam przerobić od razu, bo miałam egzamin i zamiast siedzieć w kuchni, siedziałam nad książkami. Egzamin minął, a ja zaczęłam się obawiać, że zaraz cała porzeczka wyląduje w koszu. Pomyślałam więc, że skoro można curd z cytryny, skoro można z rabarbaru, to właściwie czemu nie z porzeczki? Proporcje niestety będą mocno na oko, bo tak też robiłam.

Składniki:
porzeczka (u mnie około pół kilo)
sok z cytryny
2 jajka, 2 żółtka
woda
cukier
mąka ziemniaczana 
łyżka oliwy

Sposób przygotowania:
Porzeczki zalać wodą tak tylko żeby przykryło, zagotować w garnku z grubym dnem lub na parze, zmielić blenderem (lubię mieć malusie farfocle owoców w kremie, jak ktoś nie lubi, można przecedzić przez sitko, wyciskając co się da), do miski wrzucić jajka i żółtka i dokładnie rozbełtać, tak żeby nie pływały nitki białka, bo się zetną same i będzie jajecznica, jajka dodać do wystudzonych porzeczek, dodać cukier (ja dałam około pół szklanki, co było jak ma mój gust za dużo, więc dodałam soku z końcówki cytryny) i około łyżki mąki ziemniaczanej, ponieważ jednak płynu było trochę za dużo (jakieś 2x więcej niż normalna porcja lemon curdu) to dodałam jeszcze jedną łyżkę mąki, gdy wszystki zaczęło gęstnieć dodałam łyżkę oliwy i mieszałam do całkowitego zgęstnienia.

Planuję podać na kruchej tarcie z lodami śmietankowymi (ale czekam na przybycie kuzyna z zaproszeniem na ślub, myślę że okazja w sam raz :))




I had a 0,5 kilo of blackcurrant at home, which I couldn't prepare earlier because I had an exam, so instead of sitting in the kitchen I had to sit over my books. The exam had passed and I started to be afraid that I will have to throw out all blackcurrant. So I thought that if I can make a curd from lemons and from rhubarb, why not a blackcurrant? Proportions are not strictly measured, I've just made it more or less like it the recipe.

Ingredients:
blackcurrant (about 0,5 kg)
lemon juice
2 eggs, 2 egg yolks
water
sugar
potato flour
tablespoon olive oil

Method:
Pour water into the pot (with thick bottom or put over a bowl with boiling water) with blackcurrant, just to cover them, boil it, leave to cool down and blend it (I like small pieces of fruits in my curds, if you don't, you can just press them trough the sieve). Put eggs into a bowl and beat them until no whites could be seen (those left whites tend to curdle in curd and make scrambled eggs from it ;)). Add eggs to cooled blackcurrant, add sugar (I've put about half glass of it and it was too much for me, so I've ass a lemon juice from the end of the lemon) and about 1 tablespoon of potato flour, but because it was too watery anyway (not very surprising, as it was about two times more than normal portion of lemon curd), I put one more tablespoon of potato flour. When it started to thicken I put 1 tablespoon of olive oil and stirred until thick.

I'm planning to serve it on shortcrust tart with ice cream (but I'm waiting for my cousin, who is going to come to invite me for his wedding, I think that's a good occasion for my tart ;))

niedziela, 9 lutego 2014

Omlet biszkoptowy poleca się na śniadanie/Sponge omelette

A wszystko przez to, że brakło mi chleba, a w planie miałam pieczenie. Z resztą i tak nie chciało mi się schodzić do sklepu po jakieś kijowe pieczywo. No to pogrzebałam w necie i na blogu Ela gotuje znalazłam sympatyczny przepis na omlet. Niestety nie mam tyle szczęścia co Ela (której takie śniadanko przygotowuje mąż) i omlecik zrobiłam sama. Ostrzeżenie o przewracaniu całkiem słuszne, mój się dość konkretnie zjarał (oj tam, oj tam przykryłam dżemem, nikt nie zauważy). Robiłam o na mojej żeliwnej patelni do naleśników, myślę jednak, że zwykła teflonka lepiej sobie poradzi.

Składniki:
2 jajka
łyżka mąki
2 łyżki cukru
szczypta soli
+ mikser (lub dwie dziewuchy do ucierania)

Sposób przygotowania:
Ubić pianę z białek ze szczyptą soli. W drugim naczyniu ubić żółtka z cukrem, dodać mąkę, do tego delikatnie wmieszać pianę z białek. Na patelnię dać troszkę masła, na to wylać masę, smażyć krótko z każdej strony. Ze względu na puszystość masy przewracanie tego jest niezłym wyzwaniem. Użyłam dużego talerza, n niego wywaliłam omlet i z niego go potem spłynęłam na patelnię drugą stroną.

Zjarał się conieco ale  tak jest pyszny. No i mocno sycący, dopiero koło 16 poczułam się głodna (po śniadaniu o 10 - rekord jakiś)


Sponge omelette






Ingredients:
-          2 eggs
-          1 tablespoon of flour
-          2 tablespoon of sugar
-          pinch of salt
+ mixer

Beat egg whites with pinch of salt. In separate bowl beat egg yolks with sugar add flour and carefully add beaten egg whites. Put a bit of butter on a frying pan, put batter into a pan and cook shortly on both sides. Be careful with turning the omelette – it is very soft. You can use big plate and cover the pan, then slip omelette on the other side.

Serve with jam, honey or fruits (the best).