Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lesswaste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lesswaste. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lutego 2021

Tłusty piątek czyli jak odświeżyć ciasto drożdżowe

 Jeżeli ktoś (tak jak ja) nie lubi stać w kolejkach, a nie miał ochoty wczoraj stać nad garnkiem z bulgoczącym smalcem (to też ja), a przy okazji usilnie próbuje wprowadzać do życia zasady less waste (a jakże - ja) może rozważyć zakup pączków dzisiaj. Nie ma się co łudzić - to będą wczorajsze pączki, a w niektórych cukierniach pewnie sprzed tygodnia. Taaak, w Tłusty Czwartek są najgorsze pączki w całym roku. No ale cóż zrobić. Tradycja. Można przynajmniej trochę zaoszczędzić kupując je za pół ceny.

Tę metodę można zastosować nie tylko do pączków, ale też do drożdżówek wszelkiego rodzaju, o ile tylko wytrzyma to nadzienie. Osobiście metodę poznałam przy okazji bułeczek cynamonowych, a stosowałam też do drożdżówek z makiem i z czekoladą. W przypadku pączków zupełnie bez problemu działa na pączki z cukrem pudrem, lukier może spłynąć (podobnie nadzienie budyniowe czy podobne, po prostu może się rozpuścić. Aczkolwiek tu kluczem może być czas odświeżania.

Odświeżyć drożdżówki najszybciej można - wsadzając je na mniej więcej 30 sek do mikrofalówki. Jeżeli są mocniej przyschnięte można spróbować delikatnie spryskać je wodą lub wstawić pojemniczek z wodą do mikrofalówki razem z ciastem. Nie jestem w stanie wskazać jednej idealnej metody, bo wszystko zależy od stopnia wyschnięcia bułek i od mocy mikrofali. Zdarzyło mi się zarówno zadymić pół domu spalonym karmelem (tak, wiem, namówiłam) jak i wyciągnąć lekko rozmoczoną bułę (heh, to co, już jesteście przekonani?). Ale po paru próbach można cieszyć się świeżutkim ciastem jak prosto z pieca (jest nawet lekko ciepłe). Na wczorajsze ciasto powinno zadziałać po prostu wrzucenie ich bez ceregieli do mikrofali, wszelkie akcje z wodą i dłuższym podgrzewaniem zostawcie sobie na starsze ciasto. Choć oczywiście ta metoda nie zadziała przy cieście zeschniętym na kamień. 

Można też próbować odświeżać w zaparowanym piekarniku, ale tu już kompletnie nie jestem w stanie pomóc w kwestii metody (aczkolwiek pewnie już niedługo - nasza mikro odeszła do krainy wiecznego podgrzewania i sprawdzamy jak radzimy sobie bez).

Poniżej pączki z wyprzedaży dla uwagi, nie poddałam ich żadnym zabiegom -  mikrofala mi padła ;)



sobota, 25 lipca 2020

Letnie spodnie dziewczęce

W tym roku zatrzęsienie komarów, a w niektórych rejonach też kleszczy. Dlatego leciutkie długie spodnie, z przewiewnego materiału będą jak znalazł na tegoroczne lato. Wybrałam model z gazety "Szycie" z ozdobnym wiązaniem z przodu i z gumką u dołu nogawki. Dzięki temu mogłam wybrać większy rozmiar, bo przy nogawce zwężonej gumką lepsze za długie niż za krótkie. Te drugie wyglądają trochę jak woda w piwnicy, podczas gdy za długie się elegancko zawijają pod gumkę robiąc coś na kształt szarawarów. 

Projekt można uznać za upcycling bo materiał leżał w szafie chyba z 40 lat. Przykład tego materiału dowodzi z resztą, że odkładanie fajnego materiału, bo szkoda z niego uszyć, bo będzie fajniejszy projekt itp jest kompletnie bez sensu. Ten materiał odleżał swoje i niestety mocno na tym stracił - na wszystkich zgięciach z fajnego koloru zrobiło się szarobure coś. Nie czekajcie zatem na święte nigdy, bo z dwóch metrów materiału zostanie materiału na spodnie dla przedszkolaka. 

Super szybki projekt, jedno popołudnie i gotowe. Korzystałam z overlocka i domowej maszyny wieloczynnościowej.

PS Gniecie się od samego patrzenia.

Kosmiczny zestaw lala i córka

Troszkę żarcik z modnych zestawów mama i córka. Jakoś takie zestawy rzadko mnie urzekają, bo rzadko kiedy ten sam czy podobny model pasuje i do mamy i do córki. Albo córka wygląda jak stara malutka, albo mama jak (jak to mówiła moja babcia) "dzidzia piernik". W przypadku zestawu lala i córka nie ma tego problemu. 

Zestaw poniekąd upcyclingowy, bo materiał wygrzebany w lumpeksie. Pełne pół metra kosmiczno-ufoludkowo-potworowej dzianiny, do tego ściągacz również pochodzący z tego samego lumpeksu. Akurat przyszła faza na kosmos i wszystko co z nim związane. 



Gatki powstały w dzikim pędzie gdy nagle pewnego dnia okazało się, że wszystkie, absolutnie wszystkie są w praniu, na podstawie wykroju z Ottobre kids, a koszulka to specjalne zamówienie właścicielki "mamo uszyjesz mi bluzkę kosmiczną do kompletu"? Uszyłam, na podstawie wykroju na t-shirt z rękawem raglanowym z Kocham szycie. Jako niespodziankę uszyłam podobny zestaw dla lali. Niestety lala akurat spała z córką, więc brakowało modelki do miary. Ubranie lali jest zatem szyte trochę pi razy drzwi, co niestety widać, ale zarówno lala jak i córka zadowolone, a to się liczy. I razem, w swoich kosmicznych kombinezonach, latają do bazy na Marsie zbierać próbki, oglądać Ziemię przez teleskop i zdobywać marsjańskie góry.

PS. Pierwszy raz w życiu (zupełnym przypadkiem) udało mi się spasować wzór na zapięciu.

Przeróbka bluzki z wiązaną kokardą na dłuższą bluzkę bez kokardy

Jestem beznadziejna w zdjęciach przed/po. Chyba boję się, że jak zrobię fotkę "przed" to okaże się, że "po" stanowi obraz nędzy i rozpaczy. Gorzej gdy jednak wyjdzie ok i można się chwalić, tak jak w przypadku tej bluzki.

Bluzka kupiona za oszałamiającą kwotę 7 złotych w pobliskim lumpeksie (który chyba niestety nie przetrwał pandemii). Przyjemna, chłodna w dotyku wiskoza z marynistycznym wzorem. W oryginale plisa dekoltu wydłużona do dwóch dość długich pasków wiązanych w kokardę. Dla równowagi całość dość krótka. 

Już w chwili zakupu miałam wrażenie, że bluzka będzie za krótka, a wiązanie będzie mnie wkurzało, ale milusi materiał i wzór na materiale mnie urzekły i kupiłam. Oczywiście miałam rację, spod krótkiej bluzki wyłaziły moje, niezbyt doskonałe ostatnimi czasy, kształty, a wiązanie z podwójnych pasków na tak lekkiej bluzce sprawiało wrażenie kamienia u szyi i taką z resztą pełniło funkcję, bo jak widać na gotowej przeróbce plisa dekoltu brzydko się rozciągnęła od ciężaru kokardy. 

Przeróbka polegała na tym, że obcięłam paski przedłużające plisę dekoltu, zszyłam dekolt w miejscu łezki (pierwotny plan był, żeby zszyć w inny sposób i dodać ozdobny guzik, ale nie pasowało), a odcięte paski sprułam i przyszyłam na dole jako taką szeroką plisę. W sumie całość wydłużyła się o jakieś 2,5 cm (szerokość pasków plus rozprasowane podwinięcie brzegu). Wygląda o niebo lepiej. Minus - ujawniła się, rozciągnięta ciężarem, plisa dekoltu. Może poprawię to jakoś w wolnej chwili, ale bardziej prawdopodobne, że nie. Bluzeczka i tak z kategorii wakacyjno-osiedlowych, więc może być niedoskonała. Ważne, że wygodna i chłodna na lato.


wtorek, 21 kwietnia 2020

Dres dziecięcy z wełnianego swetra i skrawków

Projekt, z którego jestem bardzo dumna, choć oczywiście posiadaczka nie chce w tym chodzić. Spodnie są ok bo ubiera je jako ciepłe na inną odzież, z bluzą jest gorzej, da się założyć tylko na golf bo gryzie. Także przy kolejnym projekcie z wełny koniecznie muszę wszyć wstawkę przy szyi z bawełny lub porządnej wełny merino, tak żeby nie gryzło. Dresik zrobiłam z męskiego swetra w rozmiarze XXL z wełny jagnięcej. Niestety bardzo puszcza kolor. Już mam kilka ręczników czerwonych po suszeniu spodenek na ręcznikach. 



Spodnie zrobiłam z rękawów swetra według instrukcji z bloga Cucicucicoo. Mimo tego, że sweter w rozmiarze XXL to pięciolatek to baardzo optymistyczne założenie. Szyjąc dla niskiej trzylatki (mniej więcej na 104 na długość) musiałam użyć rękawów razem z fragmentem korpusu. Jak ktoś planuje doszyć ściągacz lub gołą gumę to oczywiście odpowiednio zużyje mniej materiału. Na przód doszyłam kieszenie z brzegiem wykończonym fragmentem ściągacza dekoltu. Zrobiłam to głownie po to by łatwo było na pierwszy rzut oka odróżnić przód od tyłu, ale efekt nie zachwyca. Można się było tego spodziewać przy tak rozciągliwej wełnie, no le człowiek ma nadzieję ;)

Wykrój na bluzę pochodzi z pisma Ottobre kids, numer 6/2016, wykrój numer 18 Dalmatian Rabbit. 

Trochę skróciłam kaptur, bo szyłam na absolutnych resztkach resztek. Uszy wszyłam bardziej z tyłu niż jest to na wykroju z Ottobre, bo tam miałam łączenie części kaptura wykrojonej z jednego kawałka i z drugiego. Uszy z zewnątrz to sweter, od wewnątrz bluzka termiczna. Do tego dołożyłam ściągacz ze ściągacza z wełny merino (obcięty od podfilcowanego swetra przed ostatecznym filcowaniem). Spód kaptura uszyłam ze zbiegniętej bluzki termicznej z wełny merino (superwash, podobno można prać w pralce - owszem nie sfilcowała się, za to kuzynka mogłaby tańczyć taniec brzucha). Do wszycia zamka użyłam skrawków po krojeniu podszewki - wszywanie zamka do elastycznej dzianiny nie jest łatwe, dzianina rozciąga się podczas gdy taśma zamka wcale nie chce. Żeby zniwelować rozciągliwość dzianiny można przyfastrygować do niej kawałek podszewki i to wszystko zszyć z taśmą zamka - wychodzi dużo lepiej. 

Wykorzystałam co się dało ze swetra - przód i tył to przód i tył swetra ze środka. Rękawy to boki swetra (dlatego mają szwy z obu stron - jeden oryginalny ze swetra, drugi mój), w końcu rękawy swetra zostały już zużyte na spodnie. Kieszonki bluzy to od strony widocznej z zewnątrz również skrawki swetra, a od drugiej, wspomniana już bluzka termiczna. Kieszonki wykończone ściągaczem dekoltu ze swetra.  Kaptur to góra swetra. Jedyna rzecz kupiona specjalnie do tego projektu to zamek do bluzy.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Kostium koguta dla dziewczynki

To dzieło przeleżało się dość długo przed publikacją na blogu, bo od czasu przedszkolnego balu przebierańców jeszcze w karnawale. Dam Wam dobrą radę - nigdy nie pytajcie przedszkolaka za co chce się przebrać na bal, odpowiedź na pewno Wam się nie spodoba, zwłaszcza jak planujecie własnoręczne przygotowanie kostiumu. Na szczęście w internecie jest dokładnie wszystko, zwłaszcza w anglojęzycznym. Okazuje się, że kostium koguta wcale nie jest taki trudny w przygotowaniu. Moim celem zawsze jest przygotowanie takiego stroju, w którym dziecku będzie wygodnie i będzie możliwe noszenie cały dzień i ubranie też na inną okazję. Z góry odrzuciłam wszelkie opaski na głowę czy tym bardziej jakieś dziwne konstrukcje, bo wiedziałam, że 5 minut na głowie i przez następny miesiąc będziemy szukać stroika  po przedszkolu. 
Po przejrzeniu paru stron na pintreście i szybkiej wyprawie do lumpeksu po różnokolorowe t-shirty zabrałam się do pracy. 



Postawiłam na sukienkę z kapturem z dzianiny t-shirtowej - kaptur i spódniczka pochodzą z męskiego t-shirta, bluzka z długim rękawem to zwężona i ze skróconymi rękawami bluzka na sporo większe dziecko. bluzkę i spódniczkę odrysowałam od pasującego ubrania, kaptur z wykroju na bluzę z ottobre (miałam wycięty po szyciu bluzy). Kolorowe trójkąty zszyłam z zakupionych kolorowych t-shirtów, miał być jeszcze pomarańczowy, ale na szczęście na etapie prania przed szyciem okazało się, że koszulka farbuje, zamiast tego użyłam więc swojego starego fioletowego t-shirtu. 

Grzebień koguci zrobiłam z czerwonego bawełnianego prześcieradła odrysowując swoją dłoń. Trzeba było dłoń męża albo przypadkowo spotkanego olbrzyma, bo moje chude palce fatalnie się odszywały i jeszcze gorzej przekładały na prawą stronę, a następnie okropnie wypełniały ścinkami. Podobnie zresztą kogucie łapy. Przy łapach gorąco zachęcam, żeby jednak zmierzyć dziecku łydki. Moje spało i zastosowana metoda na oko zdecydowanie się nie sprawdziła, nie dopięły się na nogach. Dobrze, że miały gumkę do umieszczenia pod butami, bo ta część stroju okazałaby się totalnym niewypałem. Dziób przymocowany do kaptura został usztywniony warstwą flizeliny.

W sumie przygotowanie stroju zajęło mi dwa wieczory plus buszowanie po lumpeksie.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

DIY Strój aniołka na jasełka

Uszycie kostiumu dla trzylatka i to jeszcze takiego, który przetrwa dłużej niż 5 minut i nie będzie najbardziej niewygodnym ciuchem świata to jest wyzwanie. A jeśli jeszcze ma się nadawać do dalszego użytku to w ogóle misja specjalna. Nie jestem fanką jednorazówek, każde ubranie, które szyję, nawet z recyclingu ma służyć dłużej niż na jeden raz. Dzieci tak szybko wyrastają z ciuchów, że szycie czegoś na raz nie brzmi dobrze. Kiedyś nawet do ślubu szło się po prostu w najlepszym ubraniu, a nie to że jakieś suknie za miliony na raz i do widzenia. W związku z powyższym założenie było takie, żeby strój nie był za bardzo udziwniony, żadnych metrowych skrzydeł, bo to przedszkole, nie husaria, a jednocześnie żeby dało się stwierdzić kto jest kto. Strój wykonany w całości z recyclingu, choć jego główna część - koszulka była całkiem nieużywana. Chyba to jakiś przedpotopowy gratis, nigdy nie założony i w tym stanie skierowany na kupę "do kontenera na odzież". Ponieważ białe ciuchy są wdzięczną bazą do szycia dziecięcych ubranek to uratowałam koszulkę przed podróżą i już wkrótce okazja znalazła się sama. Tiul był kiedyś dekoracją sali weselnej - mam go cały wór, a szycie tiulu to prawdziwy ból tu i ówdzie. Dżins zdobił moje kształty do czasu gdy się nie potargał. Niby modnie, a jednak zimno.

środa, 20 listopada 2019

Kostium minionka dla dziewczynki

Dzieło z którego jestem okropnie dumna, choć widzę oczywiście co najmniej kilka miejsc, w których mogłoby być lepiej, ale trochę się rozgrzeszam brakiem współpracy modela. Czy też może raczej stanem uśpienia modela w czasie szycia. Kostium powstał w całości z materiałów dostępnych w domu. Część z nich była kupiona jako nowa... ze 40 lat temu, więc dziś spokojnie może już być określona recyclingiem.

Na zdjęciu coś w okolicach rozmiaru 104



Materiały:
spódnica:
- podszewka z materiału podszewkowego zakupionego przez moją mamę (lub babcię) jakieś sto lat temu
- wierzch - dwie warstwy tiulu recyclowanego z dekoracji weselnej
korpus:
- żółty materiał kupiony pewnie z 40 lat temu do obszycia leżaków, które jak można się domyślić nigdy nie powstały
- czarna opaska, źrenica oka, uśmiech to mój stary t-shirt
- zielony gogiel (ma to w ogóle liczbę pojedynczą?) to skrawek po szyciu sukienki
- biały polar - skrawek z kupionego jako nowy mikropolaru, z którego jednak zostały już głównie skrawki
- niebieska tęczówka to resztka po szyciu spódnicy

Do tego napki plastikowe, które też były w domu, choć z recyclingu nie są. 
Jedyną rzeczą, która została kupiona specjalnie do tego projektu była zielona nitka do obszycia gogla, głównie dlatego, że z poprzedniej w odpowiednim odcieniu została mi marniutka resztka na bębenku.

Sposób przygotowania:
 Spódnica
Przygotować formę na spódnicę z połowy koła, korzystałam z instrukcji w książce Jana Leśniaka "Szyjemy spódnice i sukienki" i z Szycia krok po kroku. Formę wyciąć z materiałów (krojenie tiulu to prawdziwy ból w pewnej części ciała). Zszyć każdą warstwę, nałożyć jedną na drugą zszyć razem. Spódnica gotowa. 

Korpus:
Z pasującego wykroju na koszulkę (użyłam piżamy z kocham szycie 2/2018) zrobić wykrój góry - ja odrysowałam trochę krócej i zaokrągliłam górę parę cm poniżej linii dekoltu pozostawiając część łuku pachy. Gotowy wykrój odrysować na materiale dodając zapas na szew. Odrysować dwa razy przód i dwa razy tył (wierzch i podszewka). Z tego samego materiału wyciąć szelki. Zszyć wierzch przód z tyłem (tu najlepiej zmierzyć na dziecko. Na tym etapie nie ma jeszcze szelek, ale mniej więcej jest szansa ustalić jak leży, po dodaniu gogla będzie to znacznie trudniejsze. zmierzyć długość opaski gogla, przygotować odpowiedni pasek, naszyć na korpus. Przygotować szelki i podszewkę i zszyć wszystko razem, następnie zabezpieczyć po wierzchu. Po angielsku topstiching, po polsku zdaje się ścieg kapujący, ale mogę się mylić. Zszyć górę z dołem zewnętrzną warstwą, dodać napki. Ponieważ nie miałam żółtych u mnie napki korpusu są nabite na podszewkę, tak, że nie widać ich z wierzchu. Istnieje ryzyko, że szybko odpadną, lepiej albo przebić przez dwie warstwy albo podszewkę podkleić flizeliną. Przyszyć podszewkę do spódnicy (ja zrobiłam to ręcznie). Gotowe, minion może iść na bal.

piątek, 11 października 2019

Tarta z cukinią, boczkiem i pomidorami

Przepis wzięłam z bloga Every Cake You Bake, tam był świadectwem końca lata. U mnie to już zdecydowanie jesienny przepis. W dodatku w stylu lesswaste. Szukałam przepisu na składniki, które już od chwili leżały w domu i było ryzyko, że jak jeszcze chwilkę poleżą to wylądują prosto w koszu. Wrzuciłam w durszlak składniki: cukinia, boczek, pomidory - efekt baaardzo mniam :)

Użyłam starej cukinii (z grubą twardą skórą, którą musiałam obrać), trochę boczku i pomidory lima bo akurat takie były. Zamiast ricotty użyłam sera camembert, głównie dlatego, że ricotty ani mascarpone nie miałam. Podaję składniki za Every Cake You Bake z moimi modyfikacjami w nawiasach. Sposób przygotowania zgodnie z moimi składnikami.



Składniki:

spód
1,5 szklanki (185g) mąki (daję krupczatkę)
100g zimnego masła
1 jajko
2 łyżki zimnej wody
pół łyżeczki soli

wierzch
3 średnie cukinie (dałam jedną sporą starą cukinię obraną, z wydrążonymi nasionami i pokrojoną w półplasterki)
1 cebula pokrojona w krążki
3 ząbki czosnku
250 g ricotty (dałam zamiast niej trochę ponad krążek camemberta, ale robiłam na super dużej formie)
1 jajko (dałam 2)
1/2 szklanki startego parmezanu
garść liści bazylii (miałam mrożone w oliwie, dałam ile udało się wydłubać z foremek)
gałązkę pomidorów cherry (dałam 3 pomidory lima pokrojone w plastry)
5-6 plastrów wędzonego boczku
2 łyżki bułki tartej

Sposób przygotowania:
Masło posiekać z resztą składników na spód, wyrobić ciasto w kulę, schłodzić w lodówce. Następnie wylepić nim formę i podpiec w piekarniku nagrzanym do 210 stopni przez ok. 15 minut. Wyjąć spód, obniżyć temperaturę do 180 stopni.
W czasie pieczenia spodu przygotować nadzienie:
Cukinię obrać, usunąć twarde nasiona. Pokroić w plasterki. Czosnek także pokroić w plasterki. Cukinię przesmażyć na łyżce oliwy tak by zmiękła ale względnie zachowała kształt, pod koniec dodać czosnek, posolić i popieprzyć. Cukinię z czosnkiem przełożyć na talerz, na patelni przesmażyć pokrojoną w krążki cebulę. Wymieszać z cukinią. Na podpieczony spód wyłożyć połowę cukinii, rozłożyć plastry camemberta (lub jak w oryginale posmarować połową masy z ricotty, parmezanu i jajka), nałożyć drugą połowę cukini. Na suchej patelni podsmażyć boczek, poukładać na wierzchu tarty. Pokroić pomidory i rozłożyć je równomiernie na wierzchu. Zalać sosem z jajek i parmezanu wymieszanym z bazylią. Piec w temp. 180 stopni aż jajko dobrze się zetnie. U mnie ok. pół godziny.

środa, 2 października 2019

Dziura na kolanie vol.2

Tym razem dziurę na kolanie przyniosło dziecko. I dobrze, znaczy było dużo ruchu i dobra zabawa. Szkody specjalnej nie ma, bo ciuchy i tak pochodzą z lumpeksu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby wydłużyć ich żywot. Z dziecięcymi ciuchami jest ten problem, że maszyną się w nogawce nie poszaleje, więc sporo tu ręcznego szycia, ale potraktowałam to jako zajęcia terapeutyczne i poświęciłam po parę minut kilka wieczorów, żeby to zrobić.



Składniki:
getry z dziurą
kawałek dzianiny (u mnie ze skrawków skrawków - patrzyłam tylko, żeby nadruk był cały)
nić w pasującym (lub kontrastowym) kolorze
vliesofix - flizelina dwustronnie klejąca

Sposób przygotowania:
Zacerować dziurę, może być krzywo i tak nie będzie widać. Wyciąć z dzianiny odpowiednią łatę i tej samej wielkości kawałek vliesofixu. Przyprasować vliesofix do łaty, zdjąć papier i przyprasować do spodni. Ja kleiłam według nitki prostej, ale w tym przypadku to chyba bez znaczenia. Obszyć łatę (vlisofix nie trzyma dobrze na stałe, nie jest to pewny sposób na łatę). Ja obszyłam czymś na kształt ciasnego zygzaka, ale dzianina się nie strzępi, więc można sobie pozwolić na jakieś mniej pracochłonne wykończenie. Mnie się nie chciało wymyślać co wyglądałoby ok i spełniało funkcję, więc dwa czy trzy wieczorki po parę minut spędziłam szyjąc.

sobota, 8 czerwca 2019

Dziecięca sukienka polo z dorosłej koszulki/Girl's polo dress from adult's polo t-shirt

Scroll down for English
 
Był sobie kiedyś zlot jachtów z duszą "Próchno i rdza". Konkretnie w 2011 roku. Ponieważ była to bodaj trzecia edycja tego wydarzenia to (męskim) organizatorom wydawało się, że męskie koszulki będą ok dla wszystkich uczestników zlotu. No cóż, w tej właśnie edycji około połowę kapitanów stanowiły kobiety więc od następnej edycji koszulki były już i damskie i męskie (a od niedawna są i dziecięce). Niemniej z 2011 roku została mi koszulka w rozmiarze S do której zmieściłabym się wraz z wielkim piwnym mięśniem, w zaawansowanej ciąży czy ogólnie chyba nosząc rozmiar znacznie większy niż noszę obecnie.

Na blogu Sew 4 bub znalazłam świetny sposób na up-cycling tej właśnie koszulki polo, której nie założyłam chyba nigdy od zlotu w 2011 (chyba, że na chwilę na kolejnym zlocie). Od dłuższego czasu koszulka leżała w szyciowej szafie w oczekiwaniu na przeróbkę w ten czy inny sposób i jakoś nigdy nie miałam na nią weny, aż znalazłam ten wpis. Wpis znalazłam wczoraj w nocy, dziś z samego rana zaczęłam odrysowywać aktualnie dobrą sukienkę - chyba jedyną idealnie pasującą, za to z gatunku "nie założę jej nigdy bo kotek płacze". Po ok. 2h sukienka była gotowa. Pewnie gdybym nie musiała ogarniać innych rzeczy po drodze to byłoby znacznie szybciej. Autorka wpisu poradziła sobie w 15 minut, ale przy użyciu overlocka. Ja mam tylko zwykłą, niezbyt szybką maszynę do szycia i zygzak do dyspozycji.

Jak to zrobić?
Odrysować na koszulce obrys górnej części sukienki bez rękawów dodając centymetr na szew. Dół to po prostu pasek na szerokość całej koszulki. Rękawy sukienki obrysować na rękawach koszulki. zszyć boki górnej części sukienki, zszyć rękawy i wszyć do sukienki. następnie zmarszczyć górną część obciętego dołu (można zafastrygować szeroko i pociągnąć tak by się zmarszczyło lub, jak ja, na lenia - na bębenek założyć gumonić i przeszyć dookoła, zmarszczy się samo. Może nie tak ładnie jak przy tkaninie, bo rozciągliwość dzianiny trochę zmniejsza efekt, ale wystarczająco by zszyć obie części ze sobą). Gotowe. Żadnych wykończeń, kołnierzy, rękawów, dołu - wszystko gotowe. A dziecko ma swoją własną sukienkę zlotową. Należy się, w końcu też jeździ na zloty.


Once upon a time there was a classic boats festival "Próchno i rdza" (Rotten wood and rust festival). In 2011 exactly. It was only the third edition so it was thought that men fitting t-shirts would be good for anyone. In that edition about a half of the captains were female so from the next year there were both men and women fitting t-shirts (now there are also in children sizes). Anyway, I have this polo from 2011 in men size S much to big for me, like for me with a big beer belly or pregnant or anyhow much bigger than I am.

On the blog Sew 4 bub I found a great way to up-cycle this polo t-shirt. It was banned from my wardrobe to the up-cycling drawer and waited for remake in one way or another. I coudn't find a good way for it. I thought about making it smaller but what for? I already have too many t-shirts. Then, I found this post. I found it yesterday at night and today at the morning started to redraw the only one, well-fitting dress of my daughter which would never be worn because "kitten is crying". After about 2 hours the dress was ready. I had a lot of distractions in the meantime and I only have quite slow sewing machine (no overlock here) and zigzag stitch.

How to do it?
Lay the existing dress on a top of your polo, draw the lines around the body (without cuffs) and add sewing allowance. Cuffs line up with cuffs and draw around them. Sew together. Cut the skirt part from the bottom of your polo. To fit top and bottom of the dress I sewn around the top part of the skirt using gum-thread (ordinary poly thread on the needle and gum thread on the bobbin). It is a lazy way to do it. Sew the top and the bottom together. That's it! Very simple up-cycling. My girl has her own festival dress. She is entitled to it - she attended the festival last year.

czwartek, 16 maja 2019

Naprawa fiszbiny klejem na gorąco

Niestety fotę zrobiłam dopiero na ostatnim etapie, gdy naprawa była już zakończona, widać więc tylko mój brak perfekcji w szyciu ręcznym. Biustonosz, który naprawiałam ma fiszbiny sięgające od jednego końca kanalika do drugiego, więc raczej nie było wyjścia. Przy krótszych fiszbinach można użyć maszyny do szycia, zwłaszcza ze stopką do wszywania zamków. Trzeba tylko przy tym pamiętać, żeby samą fiszbinę koniecznie usunąć z pola pracy, trafienie igłą w fiszbinę może uszkodzić maszynę, złamać igłę, a w przypadku wielkiego niefartu nawet ją wyłamać i posłać lotem koszącym w kierunku szyjącego.
Ja nie miałam dylematu bo i tak maszyna by mi tam nie weszła.

Problem:

Przerwany kanalik fiszbiny z powodu wykruszenia się plastikowej osłonki (wystaje ostre metalowe zakończenie).

Konieczne jest zarówno zabezpieczenie końcówki, żeby nie przerywała zszytego kanalika jak i samo szycie. Wiele osób zabezpiecza także kanalik dodatkową warstwą materiału (np. miękkiego polaru), żeby na 100% uniemożliwić fiszbinie dziabnięcie znienacka w mostek.

Potrzebujemy:

pistolet do kleju na gorąco wraz z wkładem (u mnie uniwersalny)
igła z nitką pod kolor stanika

Sposób naprawy:

Przez przerwany kanalik wyjąć uszkodzone zakończenie. Klej na gorąco rozgrzać niemalże do czerwoności. Musi być naprawdę gorący - tak by łatwo ciekł (wraz ze wzrostem temperatury klej robi się coraz bardziej rzadki). Jest to bardzo ważne bo im bardziej rzadki klej tym większa precyzja jego nałożenia.
Do swojej naprawy podchodziłam dwa razy, bo za pierwszym klej nie był dość gorący i zrobiła mi się na końcu fiszbiny wielka gula, która nijak nie chciała przejść przez dziurę w kanaliku. W efekcie oderwałam klej i dziś zabrałam się za temat od nowa.
Z gorącym klejem poszło gładko. Przyłożyłam fiszbinę do pistoletu, tak tylko, żeby dotknęła kleju i póki był gorący uformowałam nadmiar do grubości plastikowej otoczki. Po wyschnięciu fiszbinę wsadziłam z powrotem i koślawym ściegiem ręcznym zaszyłam dziurę. Jeżeli będzie wyłazić dołożę polar.