Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lipca 2020

Letnie spodnie dziewczęce

W tym roku zatrzęsienie komarów, a w niektórych rejonach też kleszczy. Dlatego leciutkie długie spodnie, z przewiewnego materiału będą jak znalazł na tegoroczne lato. Wybrałam model z gazety "Szycie" z ozdobnym wiązaniem z przodu i z gumką u dołu nogawki. Dzięki temu mogłam wybrać większy rozmiar, bo przy nogawce zwężonej gumką lepsze za długie niż za krótkie. Te drugie wyglądają trochę jak woda w piwnicy, podczas gdy za długie się elegancko zawijają pod gumkę robiąc coś na kształt szarawarów. 

Projekt można uznać za upcycling bo materiał leżał w szafie chyba z 40 lat. Przykład tego materiału dowodzi z resztą, że odkładanie fajnego materiału, bo szkoda z niego uszyć, bo będzie fajniejszy projekt itp jest kompletnie bez sensu. Ten materiał odleżał swoje i niestety mocno na tym stracił - na wszystkich zgięciach z fajnego koloru zrobiło się szarobure coś. Nie czekajcie zatem na święte nigdy, bo z dwóch metrów materiału zostanie materiału na spodnie dla przedszkolaka. 

Super szybki projekt, jedno popołudnie i gotowe. Korzystałam z overlocka i domowej maszyny wieloczynnościowej.

PS Gniecie się od samego patrzenia.

Kosmiczny zestaw lala i córka

Troszkę żarcik z modnych zestawów mama i córka. Jakoś takie zestawy rzadko mnie urzekają, bo rzadko kiedy ten sam czy podobny model pasuje i do mamy i do córki. Albo córka wygląda jak stara malutka, albo mama jak (jak to mówiła moja babcia) "dzidzia piernik". W przypadku zestawu lala i córka nie ma tego problemu. 

Zestaw poniekąd upcyclingowy, bo materiał wygrzebany w lumpeksie. Pełne pół metra kosmiczno-ufoludkowo-potworowej dzianiny, do tego ściągacz również pochodzący z tego samego lumpeksu. Akurat przyszła faza na kosmos i wszystko co z nim związane. 



Gatki powstały w dzikim pędzie gdy nagle pewnego dnia okazało się, że wszystkie, absolutnie wszystkie są w praniu, na podstawie wykroju z Ottobre kids, a koszulka to specjalne zamówienie właścicielki "mamo uszyjesz mi bluzkę kosmiczną do kompletu"? Uszyłam, na podstawie wykroju na t-shirt z rękawem raglanowym z Kocham szycie. Jako niespodziankę uszyłam podobny zestaw dla lali. Niestety lala akurat spała z córką, więc brakowało modelki do miary. Ubranie lali jest zatem szyte trochę pi razy drzwi, co niestety widać, ale zarówno lala jak i córka zadowolone, a to się liczy. I razem, w swoich kosmicznych kombinezonach, latają do bazy na Marsie zbierać próbki, oglądać Ziemię przez teleskop i zdobywać marsjańskie góry.

PS. Pierwszy raz w życiu (zupełnym przypadkiem) udało mi się spasować wzór na zapięciu.

Przeróbka bluzki z wiązaną kokardą na dłuższą bluzkę bez kokardy

Jestem beznadziejna w zdjęciach przed/po. Chyba boję się, że jak zrobię fotkę "przed" to okaże się, że "po" stanowi obraz nędzy i rozpaczy. Gorzej gdy jednak wyjdzie ok i można się chwalić, tak jak w przypadku tej bluzki.

Bluzka kupiona za oszałamiającą kwotę 7 złotych w pobliskim lumpeksie (który chyba niestety nie przetrwał pandemii). Przyjemna, chłodna w dotyku wiskoza z marynistycznym wzorem. W oryginale plisa dekoltu wydłużona do dwóch dość długich pasków wiązanych w kokardę. Dla równowagi całość dość krótka. 

Już w chwili zakupu miałam wrażenie, że bluzka będzie za krótka, a wiązanie będzie mnie wkurzało, ale milusi materiał i wzór na materiale mnie urzekły i kupiłam. Oczywiście miałam rację, spod krótkiej bluzki wyłaziły moje, niezbyt doskonałe ostatnimi czasy, kształty, a wiązanie z podwójnych pasków na tak lekkiej bluzce sprawiało wrażenie kamienia u szyi i taką z resztą pełniło funkcję, bo jak widać na gotowej przeróbce plisa dekoltu brzydko się rozciągnęła od ciężaru kokardy. 

Przeróbka polegała na tym, że obcięłam paski przedłużające plisę dekoltu, zszyłam dekolt w miejscu łezki (pierwotny plan był, żeby zszyć w inny sposób i dodać ozdobny guzik, ale nie pasowało), a odcięte paski sprułam i przyszyłam na dole jako taką szeroką plisę. W sumie całość wydłużyła się o jakieś 2,5 cm (szerokość pasków plus rozprasowane podwinięcie brzegu). Wygląda o niebo lepiej. Minus - ujawniła się, rozciągnięta ciężarem, plisa dekoltu. Może poprawię to jakoś w wolnej chwili, ale bardziej prawdopodobne, że nie. Bluzeczka i tak z kategorii wakacyjno-osiedlowych, więc może być niedoskonała. Ważne, że wygodna i chłodna na lato.


wtorek, 21 kwietnia 2020

Dres dziecięcy z wełnianego swetra i skrawków

Projekt, z którego jestem bardzo dumna, choć oczywiście posiadaczka nie chce w tym chodzić. Spodnie są ok bo ubiera je jako ciepłe na inną odzież, z bluzą jest gorzej, da się założyć tylko na golf bo gryzie. Także przy kolejnym projekcie z wełny koniecznie muszę wszyć wstawkę przy szyi z bawełny lub porządnej wełny merino, tak żeby nie gryzło. Dresik zrobiłam z męskiego swetra w rozmiarze XXL z wełny jagnięcej. Niestety bardzo puszcza kolor. Już mam kilka ręczników czerwonych po suszeniu spodenek na ręcznikach. 



Spodnie zrobiłam z rękawów swetra według instrukcji z bloga Cucicucicoo. Mimo tego, że sweter w rozmiarze XXL to pięciolatek to baardzo optymistyczne założenie. Szyjąc dla niskiej trzylatki (mniej więcej na 104 na długość) musiałam użyć rękawów razem z fragmentem korpusu. Jak ktoś planuje doszyć ściągacz lub gołą gumę to oczywiście odpowiednio zużyje mniej materiału. Na przód doszyłam kieszenie z brzegiem wykończonym fragmentem ściągacza dekoltu. Zrobiłam to głownie po to by łatwo było na pierwszy rzut oka odróżnić przód od tyłu, ale efekt nie zachwyca. Można się było tego spodziewać przy tak rozciągliwej wełnie, no le człowiek ma nadzieję ;)

Wykrój na bluzę pochodzi z pisma Ottobre kids, numer 6/2016, wykrój numer 18 Dalmatian Rabbit. 

Trochę skróciłam kaptur, bo szyłam na absolutnych resztkach resztek. Uszy wszyłam bardziej z tyłu niż jest to na wykroju z Ottobre, bo tam miałam łączenie części kaptura wykrojonej z jednego kawałka i z drugiego. Uszy z zewnątrz to sweter, od wewnątrz bluzka termiczna. Do tego dołożyłam ściągacz ze ściągacza z wełny merino (obcięty od podfilcowanego swetra przed ostatecznym filcowaniem). Spód kaptura uszyłam ze zbiegniętej bluzki termicznej z wełny merino (superwash, podobno można prać w pralce - owszem nie sfilcowała się, za to kuzynka mogłaby tańczyć taniec brzucha). Do wszycia zamka użyłam skrawków po krojeniu podszewki - wszywanie zamka do elastycznej dzianiny nie jest łatwe, dzianina rozciąga się podczas gdy taśma zamka wcale nie chce. Żeby zniwelować rozciągliwość dzianiny można przyfastrygować do niej kawałek podszewki i to wszystko zszyć z taśmą zamka - wychodzi dużo lepiej. 

Wykorzystałam co się dało ze swetra - przód i tył to przód i tył swetra ze środka. Rękawy to boki swetra (dlatego mają szwy z obu stron - jeden oryginalny ze swetra, drugi mój), w końcu rękawy swetra zostały już zużyte na spodnie. Kieszonki bluzy to od strony widocznej z zewnątrz również skrawki swetra, a od drugiej, wspomniana już bluzka termiczna. Kieszonki wykończone ściągaczem dekoltu ze swetra.  Kaptur to góra swetra. Jedyna rzecz kupiona specjalnie do tego projektu to zamek do bluzy.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Kostium koguta dla dziewczynki

To dzieło przeleżało się dość długo przed publikacją na blogu, bo od czasu przedszkolnego balu przebierańców jeszcze w karnawale. Dam Wam dobrą radę - nigdy nie pytajcie przedszkolaka za co chce się przebrać na bal, odpowiedź na pewno Wam się nie spodoba, zwłaszcza jak planujecie własnoręczne przygotowanie kostiumu. Na szczęście w internecie jest dokładnie wszystko, zwłaszcza w anglojęzycznym. Okazuje się, że kostium koguta wcale nie jest taki trudny w przygotowaniu. Moim celem zawsze jest przygotowanie takiego stroju, w którym dziecku będzie wygodnie i będzie możliwe noszenie cały dzień i ubranie też na inną okazję. Z góry odrzuciłam wszelkie opaski na głowę czy tym bardziej jakieś dziwne konstrukcje, bo wiedziałam, że 5 minut na głowie i przez następny miesiąc będziemy szukać stroika  po przedszkolu. 
Po przejrzeniu paru stron na pintreście i szybkiej wyprawie do lumpeksu po różnokolorowe t-shirty zabrałam się do pracy. 



Postawiłam na sukienkę z kapturem z dzianiny t-shirtowej - kaptur i spódniczka pochodzą z męskiego t-shirta, bluzka z długim rękawem to zwężona i ze skróconymi rękawami bluzka na sporo większe dziecko. bluzkę i spódniczkę odrysowałam od pasującego ubrania, kaptur z wykroju na bluzę z ottobre (miałam wycięty po szyciu bluzy). Kolorowe trójkąty zszyłam z zakupionych kolorowych t-shirtów, miał być jeszcze pomarańczowy, ale na szczęście na etapie prania przed szyciem okazało się, że koszulka farbuje, zamiast tego użyłam więc swojego starego fioletowego t-shirtu. 

Grzebień koguci zrobiłam z czerwonego bawełnianego prześcieradła odrysowując swoją dłoń. Trzeba było dłoń męża albo przypadkowo spotkanego olbrzyma, bo moje chude palce fatalnie się odszywały i jeszcze gorzej przekładały na prawą stronę, a następnie okropnie wypełniały ścinkami. Podobnie zresztą kogucie łapy. Przy łapach gorąco zachęcam, żeby jednak zmierzyć dziecku łydki. Moje spało i zastosowana metoda na oko zdecydowanie się nie sprawdziła, nie dopięły się na nogach. Dobrze, że miały gumkę do umieszczenia pod butami, bo ta część stroju okazałaby się totalnym niewypałem. Dziób przymocowany do kaptura został usztywniony warstwą flizeliny.

W sumie przygotowanie stroju zajęło mi dwa wieczory plus buszowanie po lumpeksie.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

DIY Strój aniołka na jasełka

Uszycie kostiumu dla trzylatka i to jeszcze takiego, który przetrwa dłużej niż 5 minut i nie będzie najbardziej niewygodnym ciuchem świata to jest wyzwanie. A jeśli jeszcze ma się nadawać do dalszego użytku to w ogóle misja specjalna. Nie jestem fanką jednorazówek, każde ubranie, które szyję, nawet z recyclingu ma służyć dłużej niż na jeden raz. Dzieci tak szybko wyrastają z ciuchów, że szycie czegoś na raz nie brzmi dobrze. Kiedyś nawet do ślubu szło się po prostu w najlepszym ubraniu, a nie to że jakieś suknie za miliony na raz i do widzenia. W związku z powyższym założenie było takie, żeby strój nie był za bardzo udziwniony, żadnych metrowych skrzydeł, bo to przedszkole, nie husaria, a jednocześnie żeby dało się stwierdzić kto jest kto. Strój wykonany w całości z recyclingu, choć jego główna część - koszulka była całkiem nieużywana. Chyba to jakiś przedpotopowy gratis, nigdy nie założony i w tym stanie skierowany na kupę "do kontenera na odzież". Ponieważ białe ciuchy są wdzięczną bazą do szycia dziecięcych ubranek to uratowałam koszulkę przed podróżą i już wkrótce okazja znalazła się sama. Tiul był kiedyś dekoracją sali weselnej - mam go cały wór, a szycie tiulu to prawdziwy ból tu i ówdzie. Dżins zdobił moje kształty do czasu gdy się nie potargał. Niby modnie, a jednak zimno.

środa, 20 listopada 2019

Kostium minionka dla dziewczynki

Dzieło z którego jestem okropnie dumna, choć widzę oczywiście co najmniej kilka miejsc, w których mogłoby być lepiej, ale trochę się rozgrzeszam brakiem współpracy modela. Czy też może raczej stanem uśpienia modela w czasie szycia. Kostium powstał w całości z materiałów dostępnych w domu. Część z nich była kupiona jako nowa... ze 40 lat temu, więc dziś spokojnie może już być określona recyclingiem.

Na zdjęciu coś w okolicach rozmiaru 104



Materiały:
spódnica:
- podszewka z materiału podszewkowego zakupionego przez moją mamę (lub babcię) jakieś sto lat temu
- wierzch - dwie warstwy tiulu recyclowanego z dekoracji weselnej
korpus:
- żółty materiał kupiony pewnie z 40 lat temu do obszycia leżaków, które jak można się domyślić nigdy nie powstały
- czarna opaska, źrenica oka, uśmiech to mój stary t-shirt
- zielony gogiel (ma to w ogóle liczbę pojedynczą?) to skrawek po szyciu sukienki
- biały polar - skrawek z kupionego jako nowy mikropolaru, z którego jednak zostały już głównie skrawki
- niebieska tęczówka to resztka po szyciu spódnicy

Do tego napki plastikowe, które też były w domu, choć z recyclingu nie są. 
Jedyną rzeczą, która została kupiona specjalnie do tego projektu była zielona nitka do obszycia gogla, głównie dlatego, że z poprzedniej w odpowiednim odcieniu została mi marniutka resztka na bębenku.

Sposób przygotowania:
 Spódnica
Przygotować formę na spódnicę z połowy koła, korzystałam z instrukcji w książce Jana Leśniaka "Szyjemy spódnice i sukienki" i z Szycia krok po kroku. Formę wyciąć z materiałów (krojenie tiulu to prawdziwy ból w pewnej części ciała). Zszyć każdą warstwę, nałożyć jedną na drugą zszyć razem. Spódnica gotowa. 

Korpus:
Z pasującego wykroju na koszulkę (użyłam piżamy z kocham szycie 2/2018) zrobić wykrój góry - ja odrysowałam trochę krócej i zaokrągliłam górę parę cm poniżej linii dekoltu pozostawiając część łuku pachy. Gotowy wykrój odrysować na materiale dodając zapas na szew. Odrysować dwa razy przód i dwa razy tył (wierzch i podszewka). Z tego samego materiału wyciąć szelki. Zszyć wierzch przód z tyłem (tu najlepiej zmierzyć na dziecko. Na tym etapie nie ma jeszcze szelek, ale mniej więcej jest szansa ustalić jak leży, po dodaniu gogla będzie to znacznie trudniejsze. zmierzyć długość opaski gogla, przygotować odpowiedni pasek, naszyć na korpus. Przygotować szelki i podszewkę i zszyć wszystko razem, następnie zabezpieczyć po wierzchu. Po angielsku topstiching, po polsku zdaje się ścieg kapujący, ale mogę się mylić. Zszyć górę z dołem zewnętrzną warstwą, dodać napki. Ponieważ nie miałam żółtych u mnie napki korpusu są nabite na podszewkę, tak, że nie widać ich z wierzchu. Istnieje ryzyko, że szybko odpadną, lepiej albo przebić przez dwie warstwy albo podszewkę podkleić flizeliną. Przyszyć podszewkę do spódnicy (ja zrobiłam to ręcznie). Gotowe, minion może iść na bal.

środa, 2 października 2019

Dziura na kolanie vol.2

Tym razem dziurę na kolanie przyniosło dziecko. I dobrze, znaczy było dużo ruchu i dobra zabawa. Szkody specjalnej nie ma, bo ciuchy i tak pochodzą z lumpeksu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby wydłużyć ich żywot. Z dziecięcymi ciuchami jest ten problem, że maszyną się w nogawce nie poszaleje, więc sporo tu ręcznego szycia, ale potraktowałam to jako zajęcia terapeutyczne i poświęciłam po parę minut kilka wieczorów, żeby to zrobić.



Składniki:
getry z dziurą
kawałek dzianiny (u mnie ze skrawków skrawków - patrzyłam tylko, żeby nadruk był cały)
nić w pasującym (lub kontrastowym) kolorze
vliesofix - flizelina dwustronnie klejąca

Sposób przygotowania:
Zacerować dziurę, może być krzywo i tak nie będzie widać. Wyciąć z dzianiny odpowiednią łatę i tej samej wielkości kawałek vliesofixu. Przyprasować vliesofix do łaty, zdjąć papier i przyprasować do spodni. Ja kleiłam według nitki prostej, ale w tym przypadku to chyba bez znaczenia. Obszyć łatę (vlisofix nie trzyma dobrze na stałe, nie jest to pewny sposób na łatę). Ja obszyłam czymś na kształt ciasnego zygzaka, ale dzianina się nie strzępi, więc można sobie pozwolić na jakieś mniej pracochłonne wykończenie. Mnie się nie chciało wymyślać co wyglądałoby ok i spełniało funkcję, więc dwa czy trzy wieczorki po parę minut spędziłam szyjąc.

sobota, 8 czerwca 2019

Dziecięca sukienka polo z dorosłej koszulki/Girl's polo dress from adult's polo t-shirt

Scroll down for English
 
Był sobie kiedyś zlot jachtów z duszą "Próchno i rdza". Konkretnie w 2011 roku. Ponieważ była to bodaj trzecia edycja tego wydarzenia to (męskim) organizatorom wydawało się, że męskie koszulki będą ok dla wszystkich uczestników zlotu. No cóż, w tej właśnie edycji około połowę kapitanów stanowiły kobiety więc od następnej edycji koszulki były już i damskie i męskie (a od niedawna są i dziecięce). Niemniej z 2011 roku została mi koszulka w rozmiarze S do której zmieściłabym się wraz z wielkim piwnym mięśniem, w zaawansowanej ciąży czy ogólnie chyba nosząc rozmiar znacznie większy niż noszę obecnie.

Na blogu Sew 4 bub znalazłam świetny sposób na up-cycling tej właśnie koszulki polo, której nie założyłam chyba nigdy od zlotu w 2011 (chyba, że na chwilę na kolejnym zlocie). Od dłuższego czasu koszulka leżała w szyciowej szafie w oczekiwaniu na przeróbkę w ten czy inny sposób i jakoś nigdy nie miałam na nią weny, aż znalazłam ten wpis. Wpis znalazłam wczoraj w nocy, dziś z samego rana zaczęłam odrysowywać aktualnie dobrą sukienkę - chyba jedyną idealnie pasującą, za to z gatunku "nie założę jej nigdy bo kotek płacze". Po ok. 2h sukienka była gotowa. Pewnie gdybym nie musiała ogarniać innych rzeczy po drodze to byłoby znacznie szybciej. Autorka wpisu poradziła sobie w 15 minut, ale przy użyciu overlocka. Ja mam tylko zwykłą, niezbyt szybką maszynę do szycia i zygzak do dyspozycji.

Jak to zrobić?
Odrysować na koszulce obrys górnej części sukienki bez rękawów dodając centymetr na szew. Dół to po prostu pasek na szerokość całej koszulki. Rękawy sukienki obrysować na rękawach koszulki. zszyć boki górnej części sukienki, zszyć rękawy i wszyć do sukienki. następnie zmarszczyć górną część obciętego dołu (można zafastrygować szeroko i pociągnąć tak by się zmarszczyło lub, jak ja, na lenia - na bębenek założyć gumonić i przeszyć dookoła, zmarszczy się samo. Może nie tak ładnie jak przy tkaninie, bo rozciągliwość dzianiny trochę zmniejsza efekt, ale wystarczająco by zszyć obie części ze sobą). Gotowe. Żadnych wykończeń, kołnierzy, rękawów, dołu - wszystko gotowe. A dziecko ma swoją własną sukienkę zlotową. Należy się, w końcu też jeździ na zloty.


Once upon a time there was a classic boats festival "Próchno i rdza" (Rotten wood and rust festival). In 2011 exactly. It was only the third edition so it was thought that men fitting t-shirts would be good for anyone. In that edition about a half of the captains were female so from the next year there were both men and women fitting t-shirts (now there are also in children sizes). Anyway, I have this polo from 2011 in men size S much to big for me, like for me with a big beer belly or pregnant or anyhow much bigger than I am.

On the blog Sew 4 bub I found a great way to up-cycle this polo t-shirt. It was banned from my wardrobe to the up-cycling drawer and waited for remake in one way or another. I coudn't find a good way for it. I thought about making it smaller but what for? I already have too many t-shirts. Then, I found this post. I found it yesterday at night and today at the morning started to redraw the only one, well-fitting dress of my daughter which would never be worn because "kitten is crying". After about 2 hours the dress was ready. I had a lot of distractions in the meantime and I only have quite slow sewing machine (no overlock here) and zigzag stitch.

How to do it?
Lay the existing dress on a top of your polo, draw the lines around the body (without cuffs) and add sewing allowance. Cuffs line up with cuffs and draw around them. Sew together. Cut the skirt part from the bottom of your polo. To fit top and bottom of the dress I sewn around the top part of the skirt using gum-thread (ordinary poly thread on the needle and gum thread on the bobbin). It is a lazy way to do it. Sew the top and the bottom together. That's it! Very simple up-cycling. My girl has her own festival dress. She is entitled to it - she attended the festival last year.

czwartek, 6 czerwca 2019

Rampers ze skrawków i destashu

Ten rampers powstał dla sympatycznego młodego dżentelmena, który (a raczej którego rodzice) kochają wzór w jeżyki. Gdy rodziła się moja córka popularny robił się wzór w sówki, który bardzo przypadł do gustu mojemu mężowi. Ja za to należę do marine team - żeglarskie wzory to jest to. Ale różnego rodzaju zwierzaczki też pojawiają się u nas. Na przykład te jeżyki, z których moja córka ma już piżamę i koszulkę nocną. W związku z tym, że zostały skrawki rampers jest troszkę "połatany". Przy gładkim materiale można by się pokusić o jakiś kontrastowy akcent w celu zakrycia łączenia dzianiny. Tu zdecydowałam, że co za dużo to niezdrowo. Ściągacze to mój połów z lumpeksu. Ktoś chyba się odgracał z dziecięcych wzorów (może mu dziecko urosło) i kosz był pełen fajnych dzianin w dziecięcych wzorach. Do tego parę gładkich i już przepuściłam majątek ;) Wzory były zdecydowanie chłopięce, co oczywiście wcale mi nie przeszkadza. Córka już od dawna mnie prosi o ubranko w koparki.

Ubranko zapinane na napy plastikowe - głównie dlatego, że springów do dziecięcych ciuszków nie miałam akurat w domu za to plastikowych napek górę. Mam nadzieję, że plastik nie będzie uczulał. Jeżeli miałby, to ubranko ma wrócić do podszycia dodatkowej listwy.

Wykrój pochodzi z gazety "Kocham szycie" nr 3/2018 i został przerobiony z eleganckiego "garnituru" na zwykły codzienny rampers. Rozmiar 74.

czwartek, 16 maja 2019

Naprawa fiszbiny klejem na gorąco

Niestety fotę zrobiłam dopiero na ostatnim etapie, gdy naprawa była już zakończona, widać więc tylko mój brak perfekcji w szyciu ręcznym. Biustonosz, który naprawiałam ma fiszbiny sięgające od jednego końca kanalika do drugiego, więc raczej nie było wyjścia. Przy krótszych fiszbinach można użyć maszyny do szycia, zwłaszcza ze stopką do wszywania zamków. Trzeba tylko przy tym pamiętać, żeby samą fiszbinę koniecznie usunąć z pola pracy, trafienie igłą w fiszbinę może uszkodzić maszynę, złamać igłę, a w przypadku wielkiego niefartu nawet ją wyłamać i posłać lotem koszącym w kierunku szyjącego.
Ja nie miałam dylematu bo i tak maszyna by mi tam nie weszła.

Problem:

Przerwany kanalik fiszbiny z powodu wykruszenia się plastikowej osłonki (wystaje ostre metalowe zakończenie).

Konieczne jest zarówno zabezpieczenie końcówki, żeby nie przerywała zszytego kanalika jak i samo szycie. Wiele osób zabezpiecza także kanalik dodatkową warstwą materiału (np. miękkiego polaru), żeby na 100% uniemożliwić fiszbinie dziabnięcie znienacka w mostek.

Potrzebujemy:

pistolet do kleju na gorąco wraz z wkładem (u mnie uniwersalny)
igła z nitką pod kolor stanika

Sposób naprawy:

Przez przerwany kanalik wyjąć uszkodzone zakończenie. Klej na gorąco rozgrzać niemalże do czerwoności. Musi być naprawdę gorący - tak by łatwo ciekł (wraz ze wzrostem temperatury klej robi się coraz bardziej rzadki). Jest to bardzo ważne bo im bardziej rzadki klej tym większa precyzja jego nałożenia.
Do swojej naprawy podchodziłam dwa razy, bo za pierwszym klej nie był dość gorący i zrobiła mi się na końcu fiszbiny wielka gula, która nijak nie chciała przejść przez dziurę w kanaliku. W efekcie oderwałam klej i dziś zabrałam się za temat od nowa.
Z gorącym klejem poszło gładko. Przyłożyłam fiszbinę do pistoletu, tak tylko, żeby dotknęła kleju i póki był gorący uformowałam nadmiar do grubości plastikowej otoczki. Po wyschnięciu fiszbinę wsadziłam z powrotem i koślawym ściegiem ręcznym zaszyłam dziurę. Jeżeli będzie wyłazić dołożę polar. 


czwartek, 28 marca 2019

Piżama dziecięca ze skrawków i męskiego t-shirtu

Kupiłam kiedyś fajny skrawek. No cóż, podobno kupowanie materiałów to zupełnie odmienne hobby od szycia. Problem w tym, że ten materiał nadawał się tylko na dziecięcy ciuch, a i tak najlepiej na piżamę. Tyle że od czasu gdy kupiłam materiał do czasu jak go w końcu postanowiłam wykorzystać to dziecko mi trochę urosło. Piżamy jednak potrzebowało. Postanowiłam więc zrobić tyle ile się da ze skrawka, a resztę dorzucić z t-shirta. Wykorzystałam stary t-shirt męża - z rozciągniętym obszyciem dekoltu (faceci w ogóle mają dekolt? czy to raczej dziura na głowę?), kilkoma plamami i oczywiście mocno zwichrowany na szwach. Haha - żeby zachować nitkę prostą trzeba było kroić t-shirt po przekątnej, totalna porażka.

Ze skrawka powstał korpus bluzy i spodnie - krótsze niż na wykroju, a i tak miałam spory problem, bo oczywiście brakło, a nie chciałam robić jednolicie białych spodni. Dosztukowałam więc materiał - znajduje się on w kroku a spodnie luźne, więc dziecku nie przeszkadza, a specjalnie nie widać. Z t-shirtu powstały rękawy (krótkie zamiast długich jak w wykroju), obszycie gumki, obszycie nogawek, obszycie dekoltu i dołu bluzki. Dziecku pasuje zarówno mleczny print jak i fakt, że częściowo nosi ubranie męża ;)

Wykrój pochodzi z gazety "Kocham szycie" numer 2/2018 rozmiar 104, zrobiłam też z tego wykroju pełnowymiarową piżamę, ale z nowego materiału to nic ciekawego.

Torebeczka dziecięca ze skrawka chusty

Torebeczka jest malutka, w sam raz na dziecięce skarby. Byłaby trochę większa gdyby pozwoliła na to wielkość skrawka chusty do noszenia dzieci, którą wykorzystałam. Wykrój z "Kocham szycie" był niewiele szerszy, za to sporo wyższy - torebka byłaby bardziej proporcjonalna. No ale szyłam z tego co było. Efekt całkiem mi się podoba. Chyba bardziej niż córce, której spodobało się jak dostała, ale po krótkim zainteresowaniu przestała się nią interesować. No cóż, ja też znajdę zastosowanie dla takiej fajnej torebusi. 

Do szycia zastosowałam francuskie szwy, jako, że materiał od strony spodniej też jest bardzo ładny, tyle że okropnie się strzępi, więc albo to albo jakaś lamówka na zabezpieczenie szwów. 

Skrawek pochodzi z chusty "Pod liściem. Nocna wyprawa" marki Lenny Lamb, a wykrój z gazety "Kocham szycie" 2/2018.

Wielkość torebki to taki piórnik/mała kosmetyczka.

piątek, 8 lutego 2019

Kapcie dziecięce ze starego swetra i dresu

Jak sfilcować stary sweter napisałam już w poprzednim poście, jak można zużyć dresówkę do ostatniego półskrawka jeszcze planuję napisać. Dziś bardzo fajna uszytka jaką z takiego starego swetra można wykonać. Naprawdę można to zrobić przy użyciu tych dwóch starych rzeczy - wełnianego swetra i starego dresu, najlepiej by dres miał ściągacz, to już w ogóle tylko nici zostaną do kupienia.

Wykrój pochodzi z gazety "Kocham szycie" nr 2/2018

Zmodyfikowałam wykrój poprzez pominięcie ogona z tyłu kapci. Maluch ma dość sposobów żeby się wywrócić bez dodawania jeszcze powiewającego kawałka materiału do kapci. Dokonałam też niewielkiej zmiany dzianiny wewnętrznej z mieszanki bawełna + elastan na czystą bawełnę. Nawet miałam w planie użyć dzianiny jak w opisie, tyle że po zdekatyzowaniu dotknęłam tej drugiej dresówki i taka mi się wydała sztuczna  dotyku, że uznałam, że jednak w naturalnych materiałach mała noga będzie szczęśliwsza.



Na butki oficjalnie w rozmiarze 26/27 (jakim faktycznie okaże się na modelu) zużyłam
- przód sfilcowanego swetra, uprzednio rozmiar 38
- skrawki dresówki pętelkowej (100% bawełny) 
- kawałeczek ściągacza
Dresówka kupiona była nowa - uprzednio uszyłam z niej już 3 części garderoby - bluzkę dla siebie, a ze skrawków bluzę na zamek dla dziecka i spodnie też dla dziecka.
Ściągacz też nowy, kupiony do wspomnianych wcześniej spodni.
Do tego kordonek - nowy i nici w dwóch kolorach - jedna kupiona całkiem niedawno, a druga to chyba jakiś spadek po babci.

Ściegu łańcuszkowego uczyłam się z youtuba tuż przed wyszywaniem tych kapci. Nie robiłam próby na innym materiale, także to mój pierwszy (skuteczny) kontakt ze ściegiem łańcuszkowym. Bezskutecznie próbowało mi go parę osób tłumaczyć gdy byłam w podstawówce i był potrzebny na technikę. Teraz nomen omen technika przydała się by temat wreszcie skutecznie opanować.

Najdłużej zajęło mi sfilcowanie swetra. Same kapcie, choć wyglądają efektownie, szyje się całkiem prosto i w miarę szybko. 2 wieczory i kawałek wyrwany z dnia i gotowe. Teraz wskakują do torebki i czekają na nową właścicielkę.


środa, 6 lutego 2019

Jak sfilcować sweter?

To znaczy specjalnie, bo niechcący to każdy umie. Niemniej czasem zalega sobie w szafie dawno nienoszone wełniane coś (może być sweter, może być szal czy cokolwiek innego, byle 100% wełnianego). Dziury od moli czy inne atrakcje również pasują do obrazka. Wcale nie trzeba się rozstawać. Można ubranie zmienić w filc i w tej postaci poddać dalszej obróbce. Filc się nie strzępi, jest (podobno, to jeszcze przede mną) całkiem przyjemny w obróbce, a filcowe dodatki, dekoracje i inne uszytki nie wychodzą z mody. Poza tym nie można go sfilcować :D No dobra, nie. To akurat nieprawda - słyszałam o niegdysiejszej praktyce w pewnej społeczności, że ze starej odzieży wełnianej kobiety robiły dla mężów rękawice rybackie - tak, tak, dobrze sfilcowana wełna jest również nieprzemakalna. Kiedy w końcu rękawice robiły się ciężkie od wody i jednak przemokły układało się je na silniku łodzi/okolicy kotła parowego a wcześniej pewnie przy ognisku, żeby wyschły. Z biegiem czasu filcowanie postępowało, a więc włókna kurczyły się i zbijały, aż w końcu rękawice skurczone trafiały na ręce najmłodszych członków rodziny. Da się? Żywot pewnie kończyły jako piąte życie pierwotnego stroju.



Filcowanie jest starym procesem, więc da się je wykonać niezależnie od posiadanych "nowoczesnych" narzędzi. "Po nowoczesnemu" jest jednak znacznie łatwiej. Ja ze względu na brak suszarki do ubrań oraz chwilowe niedomaganie pralki miałam okazję pobawić się "po staremu".

1. Filcowanie a nowoczesność
Proces jest prosty. Po pierwsze pranie w pralce wraz z innymi ciuchami - polecane są dżinsy, jako zapewniające odpowiednie tarcie (ważne dla procesu), a jednocześnie niespecjalnie problematyczne przy zakłaczeniu wełną, której luźne włókna wydostają się na zewnątrz podczas filcowania. Świetne efekty osiągnie się w pralkach gdzie pranie odbywa się w temperaturze wskazanej przez piorącego zaś płukanie odbywa się zawsze w zimnej wodzie. Do tego środek piorący. A na koniec jeszcze sauna w nastawionej na gorący program suszarce bębnowej. Czasem zalecane jest dwukrotne suszenie by porządnie wykurczyć włókna. 

2. Metody bardziej tradycyjne
Jak już wiadomo z powyższego opisu są trzy rzeczy, które są pomocne
1) środek piorący
2) zmiany temperatury (oj wełna ich nie lubi, tak najłatwiej przypadkowo sfilcować)
3) tarcie (dlatego, chcąc dłużej cieszyć się wełnianą odzieżą pierze się ją poprzez mieszanie w wodzie delikatnymi ruchami a następnie suszy na płasko na ręczniku, w który odcieka wilgoć - żadnego miętolenia, wyciskania itp, chyba że chce się uzyskać filc)
Kiedyś do filcowania wełny używano tary do prania. Dziś o tarę trudno, więc można poradzić sobie inaczej.

Moja historia:
Kupiłam w sklepie z używaną odzieżą odrobinę sfilcowany sweter z wełny merino. Oczywiście ślepa ja nie zauważyłam tego w sklepie i wcale ale to wcale nie naprowadził mnie fakt, że sweter 100% wełny merino wisiał sobie gdzieś w zaułkach wagi. No trudno. Ciuchów mam i tak za dużo, za to na wykorzystanie filcu pewien zacny pomysł. Pochwalę się o ile się na nim nie przejadę ;)
Uprzejmie zapytałam jak mam dopełnić dzieła zniszczenia, przy uwzględnieniu braku pralki oraz suszarki, na mojej ulubionej grupie szyciowo-upcyclingowej i wykorzystując nabytą wiedzę zrobiłam tak:
Najpierw obcięłam ściągacze, wyglądały dobrze, wykorzysta się. Wyprałam sweter kilkukrotnie, najpierw zalewając go wrzątkiem z płynem do prania i pocierając szczotką, a także płacząc rzewnie jak przypadkiem wsadziłam paluchy do umywalki. Płukanie w najzimniejszej wodzie jaką wodociągi dały. Po kilku takich razach wykręcanie, jak najmocniej i suszenie na grzejniku. Ponieważ na drugi dzień sweter nie był jeszcze gotowy powtórzyłam wszystkie czynności. 
Ponownie bym się raczej w ręczne filcowanie nie bawiła, tylko puściła na jakiś straszliwy program w pralce. A najlepiej wypytała wśród znajomych kto posiada suszarkę i dopełniła tam dzieła zniszczenia.

Uwaga! Wełna przeznaczona do prania w pralce (superwash wool) nie filcuje się.

Wszystkie informacje, a także historyjka z dawnych czasów pochodzą od człońkiń grupy Upcycled cloth collective, którą wszystkim polecam.

czwartek, 10 stycznia 2019

Dziura w bluzie z nadrukami

Kilka dziecięcych ubranek dostałam od mojej babci, która z kolei dostała je od swojej koleżanki. Ubranek mam całe stosy, w większości pochodzące z lumpeksów, więc nie potrzeba mi więcej, no ale jak są to może się przydadzą - dzieci tak łatwo się brudzą, że aż niemożliwe. Brak pralki przez dwa tygodnie wspominam jako najgorszy koszmar. Tym bardziej, że pan codziennie mówił że będzie na jutro bo to nie może być nic innego niż (...) i tak dwa tygodnie, a w końcu okazało się, że to to o czym mówiłam mu od początku. No ale męska duma nie pozwoliła uwierzyć kobiecie, która w wyniku tego brodziła w ciuchach po pas.

Na jednej z bluz od babci zauważyłam dziurę czy też rozcięcie na kapturze. Bluza ma nadruki, więc zrobienie po prostu łatki mogłoby się gryźć. Zwykłe zaszycie? - no może, dziura ciachnięta nożem czy nożyczkami, nie strzępi się, dałoby radę, może nawet nie byłoby bardzo widać.

Ja z kolei spróbowałam łatki korespondującej tematycznie z nadrukami. Wycięłam ją z dresówki drapanej grubej i przyszyłam wewnętrzną stroną do góry (bo tak fajniej wygląda, mam nadzieję, że nie pożałuję tego po pierwszym praniu, jak wszystkie koty się do tego przykleją). Dresówka nie powinna się strzępić, więc przyszyłam normalnie ściegiem prostym. Jak zacznie przeszyję wąskim zygzakiem po krawędzi.

Stan przed - dziura, której jak widzę mimo prób nie dało się specjalnie uchwycić i skrawek materiału na łatkę (z tych absolutnie do wyrzucenia).

Na kartce z notesu szybko narysowałam szablon, wycięłam, przyszyłam.
Efekt:
Myślę, że da się nosić. Co więcej, jest szansa, że po przekazaniu tego rodzinie czy znajomym lub oddaniu do lumpeksu ktoś chętnie to kupi i także będzie nosić.

Jak ktoś potrafi robić takie drobne naprawy to zachęcam do pobawienia się przed oddaniem ciuchów. Większa szansa, że znajdą nowego nabywcę i ktoś jeszcze będzie się nimi cieszyć zamiast jako zniszczone wywalić na śmietnik.

 Sami tego lata kupiliśmy dziecku w lumpeksie kurtkę przeciwdeszczową, której uprzednią właścicielką była mała Gertie z grupy truskawek (podpisane), której mama albo babcia (a może jeszcze ktoś inny - u mnie szył np. tata) zamieniła zepsute napy w kurteczce na rzepy. Dziękujemy. Dobrze się nosiło i z kurtki może skorzystać jeszcze kolejne dziecko.

Dziura na kolanie to wyzwanie

A właściwie to wcale nie. Pinterest i różne blogi i grupy szyciowe (szczególnie polecam up-cycled cloth collective - ogólnoświatową grupę ludzi zajmujących się recyclingiem tkanin zawodowo lub hobbistycznie i którym leży na sercu zmniejszenie ilości odpadów tekstylnych trafiających do środowiska) zawierają miliony inspiracji na drobne naprawy odzieży. Często poprawki są szybkie i zabawne. A stresu, że się coś schrzani nie ma prawie wcale - i tak chcesz to wyrzucić, prawda?

Tym razem na warsztat wzięłam stary dres mojego męża. Z tych ulubionych, które nosisz aż się rozpadną w proch i pył (no dobra, coś mówiłam o tym stresie?). Niestety aktualna moda dresowa nie jest dla niego odpowiednia, bo stworzona jest chyba dla chłoptasiów o patykowatych odnóżach, którzy w dodatku lubią rurki. Haha, wreszcie faceci mogą poznać kobiece dylematy. W końcu udało się kupić coś na wymianę, niemniej stare dresy pozostały w szafie jako backup.

Postanowiłam zrobić mężowi niespodziankę (więc jeżeli czyta tego bloga, to powinien w tej chwili zamknąć oczy i poprosić kolegę o zamknięcie okna przeglądarki :P) wczoraj nawet nie zauważył psikusa. Myślę, że na efekt przyjdzie mi poczekać, aż aktualne spodnie się wybrudzą.

No to ad rem.
Dziura to "oczko" o długości 5-7 cm umiejscowione na kolanie.

Naprawa polega na umiejscowieniu łatki pod spodem i wycięciu dziury na równo, tak by łatka była dobrze widoczna. Można w ten sposób zrobić litery, rysunki etc. w kontrastowym kolorze.

Ja zdecydowałam się na taką łatkę, zrobioną ze skrawków innych tkanin
Spód to dresówka pętelkowa, z której wcześniej szyłam dla siebie bluzkę i bluzę dla dziecka. Zostało mi prawdopodobnie dość jeszcze na spodenki. Zęby to mikropolar, też kawałeczek z rodzaju po co to trzymasz, a język to kawałek hmm jakiejś kocykowej tkaniny kupionej za 3 zł w lumpeksie. Spory kawał, z którego poprzednia właścicielka w sposób absolutnie nieekonomiczny wycięła coś na własną uszytkę, a następnie zrobiła jak to mówią anglojęzyczni "destash".

Efekt finalny. Obszycie łatki znajduje się ok. 0,5 cm od linii cięcia. Dzianina raczej się nie strzępi więc można sobie pozwolić, żeby brzegi dziury były niewykończone. Często w ten sposób podszywa się też dziury w jeansach, tam z kolei wystrzępiony brzeg jest elementem dekoracyjnym.
Mogłoby być lepiej, ale jak mówię - spodnie i tak były do wyrzucenia, więc w czym problem ;)



piątek, 21 grudnia 2018

Czym zastąpić foliówkę - czyli upcycling starej firanki

Nie wiem czy Was też to spotyka, ale moje wysiłki w celu ograniczenia ilości toreb foliowych to chyba walka z wiatrakami. Zwłaszcza w przypadku starszych sprzedawców żadne argumenty nie działają. Ani wygoda, ani porządek ani ekologia. Uciekłam się nawet do tego, że założyłam się z mężem kto przyniesie mniej siatek z zakupów (tu patrzą dziwnie, ale nie protestują - widocznie dziwnych ludzi z dziwnymi zakładami jest więcej). Ostatnio zawsze przegrywam - tylko ja robię zakupy :D Po prostu nie przejdzie, nie rozumieją, że za darmo też nie i proszę zważyć do mojej torby. Jednak coś co przypomina worek foliowy jakoś budzi mniejszy opór. Może po prostu dlatego, że dobrze widać co jest w środku. Nie, nie spakowałam do torby tego diamentu, który eksponuje pan obok ziemniaków ;)

Wykonanie jest super proste, wystarczy maszyna i umiejętność jej włączenia, wiele więcej nie trzeba.



Składniki:
Stara firanka (ja miałam kawałek po skracaniu chyba)
wstążka
maszyna do szycia, nici
agrafka

Sposób przygotowania:
Wyciąć z firanki spore kawałki, pamiętając o zapasie na szew i tunelu na wstążkę. Złożyć materiał na pół prawa strona do prawej, spiąć szpilkami i zszyć ściegiem prostym. Wywinąć tunel na wstążkę i zaszyć go, można zostawić kawałek na wsadzenie wstążki lub zaszyć cały a następnie od zewnątrz zrobić dziurkę na wstążkę (firanka, przynajmniej moja, się nie strzępi). Przy użyciu agrafki wciągnąć wstążkę. Można ją związać lub zszyć końce, tak by przy pomocy wstążki można było zamknąć wlot woreczka. 

Działa.

Chociaż i tak ilość worków, które przyniosłam do domu przed świętami mnie lekko załamuje. Nie cierpię foliówek.

niedziela, 9 grudnia 2018

Upcyclingowa koszula

Długo zastanawiałam się, czy w ogóle wrzucać tu tematy szyciowe, bo samą mnie wkurzały odejścia od tematu na blogach kulinarnych (no chyba, że chodziło o książki lub podróże - zwłaszcza te kulinarne), ale w końcu uznałam, że raz kozie wio. Chyba warto się podzielić swoją nową pasją, zwłaszcza jeśli miałoby to przynieść coś dobrego, a tu pola jest wiele.

Od dawna chciałam nauczyć się szyć. Stary singer mojej babci śnił mi się po nocach całe życie i śni nadal, choć do niedawna maszynę widywałam z rzadka, gdy szył sobie coś mój tata, a na moje nieśmiałe zainteresowanie odpowiadał głównie historyjką ze swojego dzieciństwa, kiedy to miał do szkoły uszyć fartuszek i babcia kazała mu to zrobić, więc dostał dwóję, bo reszcie klasy szyły krawcowe.

W końcu będąc już dorosłą i zamężną babą postanowiłam, że dosyć tej frustracji, że sobie nawet głupich spodni nie umiem skrócić i zażyczyłam sobie na urodziny maszynę. Dostałam. Mąż z ojcem się umówili i na spółkę kupili mi maszynę.

Rok stała nieużywana, bo nie wiedziałam z której strony się za nią wziąć. W końcu zmolestowałam teściową, żeby mi conieco pokazała, a także kupiłam książkę Jana Leśniaka "O szyciu prosto modnie i kreatywnie". Wróć, to już po spektakularnej klęsce przerobienia starego tiszerta na bluzkę do karmienia. Kiedy złamałam pierwszą igłę wkurzyłam się. Ja się muszę tego nauczyć. Nie ma mi kto pokazać. Idę na kurs! Dobrze, że znalazłam kurs podstawowy w domu kultury, bo jakbym trafiła na kurs kwalifikacyjny do odzieżówki, to mój mąż chyba by padł na zawał. Jego wykształcona żona, przejściowo żona przy mężu i matka przy dziecku (no to bardziej) zamienia swoje wykształcenie na fach krawcowej ;)

Przed kursem udało mi się uszyć jedną bluzkę z książki Leśniaka - pierwszą. Jak teraz patrzę na szwy to płaczę rzewnie, bo w tej chwili wkładając przypadkowy kawałek materiału pod maszynę, w przypadkowym kierunku i przytrzymując tylko palcem szyję prościej niż wtedy z wielkim trudem i potem na czole. Po kursie patrząc może nie jestem prymusem, ale te nieszczęsne spodnie umiem skrócić. Uszyłam sobie kilka ciuchów i zainteresowałam się przeróbkami, czyli jak to się teraz modnie nazywa - upcyclingiem.

Zaczęło się od modnej w tym sezonie bluzki hiszpanki, którą można zrobić z męskiej koszuli, a potem wsiąkłam. Pinterest, blogi, grupy - wow!

No i najważniejsze. Przemysł tekstylny to straszny śmieciarz. Fast fashion produkuje co roku góry śmieci. Wielkie marki, żeby nie obniżyć swojego prestiżu puszczają rocznie z dymem ciuchy o jakiejś chorej wartości.

Także ten. TL;DR - kupować używane, nauczyć się szyć i przerabiać. A jak nie to kupować dobrej jakości, a mniej.

Tu moja pierwsza upcyclingowa uszytka. Koszula pochodzi z lumpeksu i raczej nie zostałaby kupiona do noszenia, bo stan jej był dość kiepski - na szczęście głównie w tych miejscach, które nie występują w produkcie finalnym.

Bluzka hiszpanka. Obcięta góra, zamiast niej wszyta gumka i skrócone rękawy. Później zaszyłam też dół, bo wkurzało mnie jak się rozchodzi na moich wątłych biodrach.



Jak wyciągnę od męża jego uszytkę, to pokażę, w jaki sposób wykorzystałam mankiety i resztki firanki.