Już parę razy przekonałam się, że klasyczne dania kuchni polskiej, szczególnie te mączne warto robić po prostu z Kuchni Polskiej, tej starej książki kucharskiej, która była chyba w każdym polskim domu. Ja mam jakieś nowsze wydanie, z 2005 roku wydane przez PWE, ale porównanie z wydaniem, które leży u mojej mamy wskazuje, że w zasadniczej części to ta sama książka.
Przepis na dużą prostokątną blachę.
Składniki:
ciasto
1/2 kg mąki pszennej (dałam krupczatkę)
15 dag cukru pudru
25 dag masła
3 żółtka
2 łyżki śmietany
+ masło do wysmarowania blachy lub papier do pieczenia na dno formy
masa serowa
1kg tłustego twarogu
6 jaj
10 dag masła
35 dag cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego (pominęłam)
3 łyżki mąki ziemniaczanej
10 dag rodzynek, po kilka daktyli i migdałów (pominęłam bakalie)
Sposób przygotowania:
Ze składników na ciasto kruche wymieszać przy pomocy zimnego noża jednolite ciasto, wsadzić na godzinę do lodówki. Więcej niż połowę ciasta rozwałkować na grubość 1 cm i przenieść na wałku do formy. Piec ok. 15-20 min w temp 180-200 stopni aż zrobi się lekko złote. W tym czasie przygotować masę serową.
Ser zemleć (można użyć mielonego, byle nie był zbyt rzadki), jaja umyć, sparzyć, oddzielić żółtka od białek. masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, do utartej dodawać po jednym żółtku i ser po łyżce., następnie dodać pianę z białek i mąkę ziemniaczaną. Można dodać bakalie. Wlać masę serową na ostudzone ciasto. Z pozostałej części ciasta kruchego wyciąć paski ok. 1 cm i ułożyć na wierzchu ciasta w formę kratki po przekątnej. Posmarować białkiem. Piec w temp. 180 stopni przez 50-60 minut. Trzymać w wyłączonym piekarniku do całkowitego ostygnięcia. W przeciwnym razie opadnie i będzie wyglądało jakby ktoś na nim usiadł (ale smakować wciąż tak samo).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 marca 2020
sobota, 16 marca 2019
Drożdżówka z serem, śliwkami i kruszonką - rustykalnie
Dziś spotkałam się z mężem w kuchni, oboje w poszukiwaniu czegoś słodkiego, czego oczywiście w domu nie było. Buszując po lodówce znaleźliśmy jeden słoik naszego własnego domowego pysznego dżemu jabłkowo porzeczkowego - niestety zepsuty. No i pół szklanki mleka - o pół szklanki za mało do mojego tradycyjnego przepisu.
Szukając czegoś innego znalazłam ciekawy przepis na rustykalne ciasto drożdżowe z serem i gruszkami zapieczone pod kruszonką. Gruszek mam tylko kilka i mam na nie inne plany, za to w schowku już od paru lat siedziały śliwki w syropie produkcji teściowej. Zamieniłam więc gruszki na śliwki. Efekt trochę za słodki jak na moje potrzeby, ale ogólnie przepyszne. Przepis pochodzi z bloga Różowa Patera.
Składniki:
(na prostokątną foremkę - niskie ciasto)
na ciasto
250 g mąki pszennej (typ min. 500, u mnie 650)
25 g świeżych drożdży
25 g rozpuszczonego masła
2 łyżki kwaśnej śmietany
pół szklanki mleka
1 garść cukru
1 całe jajko
1 łyżeczka cukru wanilinowego
odrobina skórki otartej z cytryny (nie dałam)
na masę twarogową
250 g sera twarogowego w kostce
2 łyżki cukru
2 pełne łyżki śmietany
1 jajko
1 pełna łyżeczka skrobi ziemniaczanej
1 łyżeczka cukru wanilinowego
na kruszonkę
100 g mąki krupczatki
65 g masła
50 g cukru
szczypta soli
Sposób przygotowania:
Wymieszać mąkę i cukry, do dołka w mące wlać ciepłe mleko z drożdżami, wymieszać i odstawić na 15 minut pod przykryciem, dodać jajko i śmietanę, krótko wyrobić, dodać roztopione masło, wyrobić (można mikserem) - mnie ciasto wyszło za rzadkie, dosypałam nieco mąki. Odstawić ciasto na godzinę do wyrośnięcia. W tym czasie wymieszać wszystkie składniki masy twarogowej przy użyciu widelca. Wymieszać wszystkie składniki na kruszonkę. Gdy ciasto wyrośnie umieścić na dnie foremki papier do pieczenia lub obsypać dno masłem i bułką tartą (jak ma być rustykalnie). Rozciągnąć ciasto po dnie formy, na wierzchu rozsmarować masę twarogową, na niej ułożyć połówki śliwek (lub pokrojone gruszki), wierzch obsypać kruszonką. Piec w temp. 180 stopni z termoobiegiem ok. 20-25 minut aż kruszonka się zezłoci a brzegi ciasta przyrumienią i będą odchodzić od ścianek foremki. Można też sprawdzić patyczkiem.
Mniam, mniam.
piątek, 21 grudnia 2018
Pasztet prawie z Kuchni Polskiej i mrożenie pasztetu
Jakiś czas temu mąż zakupił wątrobę cielęcą, w sumie nie wiem po co. Zagracała zamrażarkę okrutnie, co szczególnie przed świętami może spowodować duży kryzys małżeński. Zwłaszcza gdy świąteczne pierogi od razu idą do zamrożenia. I tak mamy pełno w zamrażarce, bo mamy zwyczaj przygotowywać trochę dań na tak zwaną "czarną godzinę" - po powrocie z wakacji, choroby, za dużo na głowie i takie tam. Naprawdę się przydaje. No ale kiedy przed świętami pół zamrażarki potrzebne na jakieś tam pierogi to już dramat. Postanowiłam zatem, że robimy pasztet. Nic to, że pasztet też mrozimy, ale to już można uznać za robienie zapasów. Nie wiem gdzie zmieścimy te pierogi, chyba u sąsiadki, tym bardziej, że teściowa już zapowiedziała dowiezienie swojego pasztetu, a tata dwóch karpi. Takie to dylematy przedświąteczne.
Oryginalny przepis pochodzi z "Kuchni Polskiej PWE" (patrząc po układzie, to zmutowana wersja tej starej "Kuchni Polskiej" w białej okładce z kwiatkami. Modyfikacje związane z posiadanymi składnikami i osobistymi potrzebami w nawiasach.
Składniki:
1/2 kg wołowiny (u mnie łata)
1/2 kg cielęciny (u mnie wątroba 70 dag, bo to było)
1/2 kg podgardla lub surowego tłustego boczku (u mnie boczek, podgardla akurat nie było)
1/2 kg wieprzowiny tłustej (u mnie łopatka)
30 dag wątróbek drobiowych (u mnie 17 dag ze względu na większą ilość wątroby cielęcej)
2 cebule
5 suszonych grzybów (pominęłam)
3 liście laurowe
po 10 ziaren pieprzu i ziela angielskiego
5 jagód jałowca (pominęłam, nie było w sklepie)
sól
1 kajzerka
3 jaja
pieprz
1 łyżeczka świeżo startej gałki muszkatołowej
można dodać dwie marchewki (dodałam)
tarta bułka (niekoniecznie, zależy od wilgotności masy)
do formy: masło, bułka tarta
Sposób przygotowania:
Mięso (bez wątróbek) umyć, wsadzić do gara i zalać wodą tak by przykryło, dodać cebule, grzyby, liście laurowe, ziarna pieprzu i ziela angielskiego oraz jałowiec i ewentualnie marchew. Lekko posolić (na tym etapie przeoczyłam). Gotować na wolnym ogniu przez półtorej godziny (uważać żeby się nie przypaliło). Dodać wątróbki i gotować jeszcze 10 minut. W mojej wersji najpierw pokrojoną wątrobę cielęcą, potem wątróbki drobiowe, bo te drugie szybciej się parzą. Zdjąć z ognia, lekko przestudzić, dodać kajzerkę, tak by wchłaniała sos. Całkowicie ostudzić. Wszystko poza zielem, pieprzem i liściem laurowym przepuścić dwukrotnie przez maszynkę, dodać jaja, sól, pieprz i gałkę, dobrze wyrobić. Jeżeli masa jest zbyt rzadka dodać tartej bułki. Formę nasmarować masłem i posypać bułką, nałożyć masę do 3/4 wysokości formy. Piec w kąpieli wodnej (formy włożyć do naczynia lub głębokiej blachy z wodą, powinna sięgać do połowy wysokości naczynia). Piec w temp. 180-200 stopni przez ok. 1 1/2 godziny.
Mrożenie pasztetu
Jeżeli pasztet jest wystarczająco tłusty to dobrze się mrozi. W tym celu najłatwiej upiec pasztet w aluminiowych foremkach, które po upieczeniu łatwo przeciąć na pół (dla nas pół foremki naraz wystarczy). Można owinąć pasztet w folię aluminiową lub papier do pieczenia, wsadzić do pojemnika czy worka do mrożenia, uważając tylko by się nie rozpadł. Rozmrażać w lodówce. Wyciągnięty wieczorem, na rano będzie dobry.
czwartek, 29 listopada 2018
Kurpiowskie pierogi z soczewicą i mrożenie pierogów
Przepis znalazłam na jednym z moich ulubionych blogów - Mirabelkowy blog. Pierwotnie pochodzi on z książki Hanny Szymanderskiej "Naleśniki, pierogi, krokiety". Potrzebowałam czegoś na wykorzystanie resztki soczewicy, która w pozostałym zakresie została wykorzystana do potrawy jednogarnkowej (w której z kolei zużywałam chorizo). Pierogi jak zwykle od razu trafiły do zamrażarki jako danie na czarną godzinę, ale sam farsz całkiem dobry, więc chętnie zajrzę w czeluście jak tylko braknie jedzenia (czyli pewnie jutro :D).
Składniki:
ciasto pierogowe według ulubionego przepisu, u mnie z tego przepisu
na farsz
3/4 szklanki soczewicy (u mnie zielona ugotowana)
2 ziemniaki ugotowane w mundurkach
1 jajko na twardo
1 jajko surowe (nie dałam, farsz kleił się i bez tego)
1 cebula pokrojona drobno i zeszklona na oleju
sól, pieprz, majeranek
Sposób przygotowania:
Soczewicę z ziemniakami ugnieść tłuczkiem lub praską na w miarę jednolitą masę, dodać drobno pokrojone jajko na twardo i zeszkloną cebulę, wymieszać, doprawić do smaku, dodać surowe jajko jeżeli to konieczne.
Wyrobić ciasto na pierogi, nadziewać, gotować świeże ok. 4 minut.
Wyszły bardzo pyszne, smak wpisuje się w moje wyobrażenie kuchni polskiej, więc podejrzewam, że nawet jako pierogi na święta mogłyby pasować.
Wyszły bardzo pyszne, smak wpisuje się w moje wyobrażenie kuchni polskiej, więc podejrzewam, że nawet jako pierogi na święta mogłyby pasować.
Mrożenie surowych pierogów
Można też od razu zamrozić, pamiętając by na początku, póki się porządnie nie zamrożą nie stykały się ze sobą. Ja używam górnej, płaskiej półki w zamrażarce gdzie układam pierogi na papierze do pieczenia po czym gdy są już dobrze zmrożone wsadzam do woreczka, co nie wejdzie na górną półkę pakuję do woreczków na płasko i wsuwam (też na płasko) do zamrażarki używając łopatki do chleba (można użyć deski do krojenia). Kolejne woreczki mogą leżeć jeden na drugim. W ten sposób przed Bożym Narodzeniem zapełniam pierogami całe dwie górne półki zamrażarki, co daje nam świetne awaryjne jadło na kolejne pół roku :)
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Pierogi z nadzieniem dyniowo-serowym
Mąż sobie wymarzył, że z puree z dyni koniecznie chce pierogi. Nie byłam przekonana do tego rozwiązania, bo uważałam, że puree jest zbyt wodniste do pierogów, ale przespałam się z tematem, pogrzebałam w lodówce (przypadkowo pustej jeśli chodzi o składniki obiadowe) i doszłam do wniosku, że pierogi to najsensowniejsze rozwiązanie z tego co mam. Dodałam jakieś resztki serów, trochę przypraw i wyszło. Zostało zaaprobowane i zjedzone migiem.
Składniki:
ciasto na pierogi z tego przepisu
250 g puree z dyni (u mnie Marina di chioggia)
250 g twarogu
resztka twarogowego sera koziego
podsmażona na masełku szławia z torebki (cały krzak świeżej mąż dzień wcześniej zużył do makaronu)
przyprawa suszone pomidory z czosnkiem i bazylią posiadające w składzie głównie pomidora
(1 jajko
tarta bułka do konsystencji - niekoniecznie, jest szansa, że bez nich mogłoby być lepiej) <- a="" bez="" bo="" br="" bu="" by="" dodaniem="" e="" i="" istnieje="" jajka="" ki="" konsystencja="" lepsze="" niez="" oby="" przed="" szansa="">->
sól, pieprz
Sposób przygotowania:
Wymieszać składniki farszu, zrobić ciasto na pierogi, lepić pierogi, gotować w osolonej wodzie aż wypłyną. Zajadać.
piątek, 5 lutego 2016
Przedwojenne pączki Maryi Disslowej
To znaczy te konkretne są całkiem współczesne, dziś smażyłam, z okazji tłustego ... piątku. Oczywiście zamiast robić milion rzeczy, które robić powinnam, ale nic to, tak dawno nie jadłam pączków,a w cukierni była wczoraj taaka kolejka, a w Biedronce był taaaaki skład wyrobu, że po prostu musiałam usmażyć własne.
Pączuszki są lekkie, w ogóle nie nasiąknięte tłuszczem, tak, że w pierwszej chwili nie czuć, że w ogóle miały styczność z litrem oleju rzepakowego mieszanego ze smalcem. Dodatek łyżki spirytusu do tłuszczu (o dziwo) powoduje, że w smaku pączków w ogóle nie czuć smalcu, a i wyrób nie nasiąka (za to samo odpowiada łyżka alkoholu w samym cieście - w oryginale rum, ale ja jako typowy żeglarz rumu po prostu nie lubię, dałam wódkę). Gorzej nieco pączkowe szaleństwo zniosły moje delikatne podroby, które w przeciwieństwie do mnie od razu wyczuły, że mamy tu tłuszcz do smażenia. Well, well, nawet nie jestem zła - dwa pączki to zdecydowanie wystarczająca ilość, więcej nie trzeba.
Muszę jednak się przyznać, że dolna warstwa to pączkowe brownie, metoda z wrzucaniem chleba i liczeniem do 16 była kompletną klapą. Niby tłuszcz ciągle taaaki zimny, a tu pach, pączki całkiem spalone. Ale, ale - po posypaniu cukrem pudrem praktycznie nie czuć przypalonki, a środek jest cudownie miękki i pyszny.
Jako nadzienia użyłam dżemu malinowego z początkowych eksperymentów taty z malinami - składa się z samych pestek, do kanapki zupełnie nie pasuje, za to już kilkukrotnie z powodzeniem używałam go do wypieków. Oczywiście róża to nie jest, ale pyszne mimo to, a nie marnujemy jedzenia.
Składniki:
500 g mąki
25-30 dag drożdży świeżych (dałam ok. 40, bo tyle miałam)
6 żółtek (białka zamroziłam na później)
80 g cukru
100 g masła
250 ml ciepłego mleka
szczypta soli (przeoczyłam)
łyżka rumu (dałam wódkę)
skórka otarta z 1 cytryny (nie dałam)
+ tłuszcz do smażenia - u mnie prawie cała kostka smalcu i z pół litra oleju rzepakowego
+ cukier puder lub lukier (cukier puder +woda lub sok z cytryny) do posypania
Sposób przygotowania:
Z drożdży części mleka i kilku łyżek mąki zrobić rozczyn o konsystencji śmietany. Ja dodałam łyżeczkę cukru, by szybciej ruszyło (odstać 15-20 min). Roztopić masło, z żółtek i cukru zrobić kogel-mogel. Wymieszać składniki powoli dodając mąkę, kogel-mogel i stopione masło. Dodać łyżkę rumu (wódki) i wszystko wymieszać. Ja robiłam to mikserem najpierw do żółtek użyłam końcówki do ubijania, a potem po prostu wymieniłam końcówkę na haki do drożdżowego. Używam przedpotopowego ręcznego miksera. Wymieszane ciasto zostawić pod przykryciem aż podwoi objętość, szybko mu poszło - po godzinie wychodziło z miski. Od ciast odrywać kawałki ciasta, rozpłaszczyć w dłoni i na środek wsadzić łyżeczkę dżemu, zlepić jak pieroga, a następnie połączyć końce, tak by pierogowe łączenie znalazło się na dole. Porządnie utoczyć kulkę (im lepiej, tym mniejsza szansa na wypłynięcie nadzienia), odstawić na ok. 20 minut łączeniem na dół. W zasadzie, gdy skończycie lepić ostatniego, to pierwszy już powinien być gotowy. Rozgrzać tłuszcz (tłuszczu musi być tyle by pączki swobodnie pływały nie dotykając dna, dobry jest garnek, bo tłuszcz po wrzuceniu pączków bardzo bulgoce, a tak jesteśmy bezpieczni), dodając do niego po drodze łyżkę spirytusu, raczej do zimnego, dodanie do gorącego sprawi, że cała kuchnia będzie opryskana. Na gorący tłuszcz (temp. ok. 170 stopni) wrzucać pączki, smażyć z każdej strony po 2 minuty, przy czym najpierw stroną bez łączenia pod przykryciem, potem drugą stronę bez pokrywki. Idzie to naprawdę migiem. Gotowe pączki wyłowić łyżką cedzakową (nie może być plastikowa, bo może się stopić) na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, by obciekły z tłuszczu. Posypać cukrem pudrem lub lukrem. Postarać się nie zjeść wszystkich.
Można też pączki piec bez nadzienia i nadziewać szprycą gotowy, gorący jeszcze wyrób. Mnie się wydaje, że szybciej jest od razu nadziać, ale na pewno większe ryzyko, że wyjdą brzydkie i się rozpadną, za to tym przez szprycę nie przejdą owoce, więc trzeba miksować dżem - za dużo zachodu. Ale zwolennicy szprycowania, mają wiele argumentów za swoją metodą :)
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Ryż z jabłkami
Kolejny przepis z cyklu wspomnień z dzieciństwa. Moi rodzice robili ryż z jabłkami na ryżu gotowanym na wodzie, my zrobiliśmy pół na pół woda z mlekiem, do tego podprażone na patelni jabłka, zapieczenie w piekarniku i wielka micha ryżu zniknęła w dwa dni. Miło tak czasem powspominać :)
Składniki:
ryż
woda/mleko
jabłka
cukier
cynamon
Sposób przygotowania:
W garnku ugotować ryż według przepisu na opakowaniu (lepiej się do tego nadaje ryż na wagę, a nie w woreczkach, bo trzeba go sporo), jeżeli robicie na mleku, pamiętajcie, że przypala się o wiele łatwiej niż woda, więc trzeba mieszać. Na patelni podprażyć jabłka z cukrem i cynamonem, można zrobić to na masełku lub bez tłuszczu, za to dolewając wodę by jabłka nie przywarły. Gdy obie części są gotowe, ułożyć w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym masłem najpierw ryż potem jabłka potem znowu ryż. My ułożyliśmy dwie warstwy jabłek. Ryż ma być na wierzchu, na ryżu położyć płatki masła. Zapiekać w piekarniku, aż ryż lekko się zarumieni.
Kopytka przepis z "Kuchni polskiej"
Potwierdza się teza, że w przypadku klasycznych przepisów nie ma co kombinować. Szukałam kopytek na różnych blogach, proporcje były całkiem różne, wyszło mi lepiej lub gorzej. Ostatnio postanowiłam zrobić kopytka na podstawie przepisu z "Kuchni polskiej", proporcje banalne, porada co zrobić gdy ziemniaki są bardziej wodniste (moje akurat były idealne do kluch, w tym celu nabyte na placu od pani, która miała 4 rodzaje) i kopytka wyszły dokładnie takie jak robiła moja babcia - idealna konsystencja, bezproblemowe lepienie. Super.
Składniki:
1 kg ziemniaków
2 szklanki mąki pszennej
2 jajka
jeżeli ziemniaki są wodniste: 1-2 łyżek mąki ziemniaczanej
Zrobiłam z połowy porcji
Sposób przygotowania:
Ziemniaki ugotować, przecisnąć przez praskę, dokładnie, tak by nie zostały kawałki nieutartych ziemniaków, dodać mąkę i jajka, wyrobić ciasto. Dać mu chwilkę odpocząć. Od ciasta oddzielać kawałki, z kawałków rolować wałki, z każdego wałka ciąć kopytka. Gotować w lekko osolonej wodzie z odrobiną tłuszczu do wypłynięcia + 1-2 min. Jeżeli nie mają być podane od razu, do przechowywania także dodać tłuszcz by się nie skleiły. Można mrozić, do zamrożenia ułożyć każdy oddzielnie, gdy już się zamrożą można zwinąć razem (ja układam na płasko w woreczku z odstępami i tak kładę w zamrażarce, gdy się zamrożą po prostu wrzucam woreczek w inne miejsce - już mogą się stykać).
Najbardziej lubię kopytka z cynamonem i cukrem. Jak wtedy gdy miałam 5 lat :)
poniedziałek, 26 października 2015
Pierogi ruskie, pierogi z soczewicą - mój pierogowy debiut
U mnie w rodzinie specjalistkami od pierogów zawsze były babcie. Wiadomo, nikomu innemu się nie chciało ;) Jedna babcia robiła pierogi hurtowo, rozwałkowywała wielki płat ciasta i szybciutko, przy użyciu szklanki wykrawała kółka, a potem równie szybko zamieniała je w pierogi. Niestety przepisu tej babci nie miałam okazji poznać, pamiętam tylko z wczesnego dzieciństwa te wielkie płaty ciasta na pierogi i drugie równie wielkie na makaron do niedzielnego rosołu. Druga babcia do dziś specjalizuje się u nas w pierogach, swojej metody nauczyła się od własnej babci - nie potrzeba do niej szklanek, ani innych wycinarek, bo cały proces można przeprowadzić tylko przy użyciu wałka. Ciasto tej babci zawiera jajko i masło oraz gorącą wodę, a gotowe ciasto formuje się w wałek jak do kopytek, a następnie odkrawa z niego plaster, który wałkuje się, umieszcza na nim farsz i składa. Ta metoda, choć wolniejsza, zapobiega wysychaniu ciasta, a tym samym pozwala uniknąć problemów z nielepieniem się pieroga. Raz towarzyszyłam babci w jej pracy, ale jednak brak mi chyba cierpliwości na robienie każdego pieroga z osobna, skorzystałam więc z metody pierwszej babci i z przepisu na pierogi, który bez szczegółów w zakresie proporcji podała mi koleżanka (specjalistka pierogowa, uwielbiam jej pierogi, są pyszne!), a z proporcjami zapodał Internet ;)
Przygotowałam dwie wersje pierogów:
- pierogi z soczewicą,
Chciałam odtworzyć smak pierogów, które kiedyś jadłam na Mazurach w Tawernie Zielony Wiatr przy przystani Hobby w Starych Sadach na jeziorze Tałty (ceny wysokie, czas oczekiwania długi, ale pierogi naprawdę pyszne).
Nie do końca mi się udało, głownie dlatego, że jadłam je z 5 lat temu jak nie lepiej i po prostu nie pamiętałam co prócz soczewicy i koperku w nich było, ale wyszły niezłe i warte powtórzenia, wiem też co poprawić, by były jeszcze lepsze.
- pierogi ruskie - wiadomo klasyka
A z farszu, który mi został zrobiłam kolejne dania: Leniwe ruskie z farszu do ruskich i falafel z soczewicy z farszu z soczewicy. Tym samym zapełniłam lodówkę na najbliższy tydzień i zamrażarkę na kolejny ;)
Ciasto na pierogi
Składniki:
z tej proporcji wyszło mi ponad 70 pierogów (zgodnie z przepisem z kuchni Poli miało być ok. 60)
2 i pół szklanki mąki pszennej (użyłam 650)
3-4 łyżki oliwy (dałam 4 łyżki oleju rzepakowego - w końcu kuchnia polska)
250 ml (szklanka) wrzątku
łyżeczka soli
Sposób przygotowania:
Mąkę i sól usypać w kopczyk na stolnicy, zrobić dołek, wlać do niego olej i stopniowo wlewać wodę, mąkę mieszać z olejem i wodą widelcem (moja metoda) lub łyżką (Poli) bo ciasto jest gorące. Gdy narzędzie nie daje już rady, dalej wyrabiać rękami, ciasto wciąż jest gorące, ale już nie parzy. Wyrobić na gładkie i elastyczne ciasto. Jest miękkie i takie ma być. Ciasto wsadzić pod ściereczkę, odkrawać od niego po kawałku, wałkować cienko, podsypując od spodu odrobiną mąki, by nie kleiło się do blatu, wałek też można delikatnie omączyć. W oryginalnym przepisie autorka pisze, że ona nie musiała podsypywać, ja musiałam, bo jednak troszkę się kleiło, ale nie była potrzebna duża ilość mąki (sądzę że nawet by zaszkodziła). Kawałki ciasta do wałkowania i wykrawania pierogów nie powinny być za duże, bo ciasto wyschnie i nie będzie się chciało kleić. Krążki wykrawać szklanką, nakładać po łyżeczce farszu, zlepiać. Gotować w osolonej wodzie z odrobiną oleju lub masła do wypłynięcia a potem jeszcze ok. 2 minuty. Trwa to krótko, więc trzeba uważać by nie rozgotować.
Pierogi można mrozić, pakując do mrożenia uważać by się nie stykały (skleją się i po rozmrożeniu będzie wielki glut), jak już zamarzną, można je wrzucić do jednego wora.
Farsz ruski
Składniki:
zrobiłam z połowy porcji podanej przez Polę, bo miałam w planie soczewicowe, i tak sporo zostało.
0,5 kg ziemniaków (obranych i ugotowanych)
250 g twarogu
1 cebula (zeszklona na oleju)
sól, pieprz do smaku
Sposób przygotowania:
Ziemniaki obrać, ugotować, wystudzić, ugnieść dokładnie dodać twaróg, ugnieść dokładnie razem, dodać cebulkę, wymieszać, dodać sól i pieprz do smaku (użyłam świeżo tłuczonego pieprzu, super). Ten farsz z uwagi na skrobię ziemniaczaną klei się do rąk, jak ma się takie oklejone łapy, to ciasto pierogowe najchętniej klei się do rąk a nie do siebie nawzajem, dobrze więc nakładać je dwoma łyżeczkami i ewentualnie nadawać mu kształt małym paluszkiem, który potem nie będzie używany do zlepiania pierogów. I tak jest to dość żmudna robota, lepiej więc sobie ją ułatwić.
Jeżeli zostanie farszu, to farsz na ruskie dobrze się mrozi, można też jak ja zrobić z niego leniwe na ostro, które potem podsmażone z dodatkiem śmietany będą pysznie smakowały :)
Farsz z soczewicy
Składniki:
250 g soczewicy czerwonej
koperek
cebula (zeszklona na patelni)
Jeżeli ktoś chce żeby farsz się nie rozłaził przy lepieniu, można skleić go białkiem, ale ja tego nie zrobiłam i nie było źle, jak się opracowało technikę nakładania, to nawet szło sprawnie.
Sposób przygotowania:
Soczewicę ugotować al dente, odcedzić, wystudzić, dodać koperek i zeszkloną na patelni cebulę, doprawić do smaku. W związku z tym, że farsz jest sypki, najlepiej nakłada się w ten sposób: kółeczko ciasta położyć na dłoni w jej zagłębieniu, nałożyć na środek łyżeczkę farszu, który będąc w dołku nie rozsypuje się, skleić pieroga.
Jeżeli zostanie farszu łatwo przerobić go na kotleciki z soczewicy, takie coś falafelo-podobnego (zamieszczę w końcu, bo o dziwo jednak nie ma soczewicowego, albo szukaczka mnie oszukuje).
Dzięki temu, wprawdzie pół dnia w kuchni gwarantowane, to obiady na następne tygodnie też. No chyba, że macie w domu dużo żarłoków, to wtedy nie ;)
poniedziałek, 19 października 2015
Galareta z nóżek
Jedno z wielu popisowych dań mojego taty. Jakoś tak się złożyło, że jest on w naszym domu specjalistą od dań, które gotuje się tydzień i najlepiej w ilości dla pułku wojska (bo w końcu, skoro trzeba na to poświęcić aż tydzień, to komu by się chciało robić mało). Danie umiarkowanie dietetyczne, ale za to pyszne i bardzo tradycyjne. Trzeba tylko uważać na tłuszcz (to robota na dwa dni), bez pewnych zabiegów odsysających tłuszcz może okazać się niezjadliwe dla wrażliwego brzucha ;)
Składniki:
6 nóżek wieprzowych
ewentualnie 1 golonka (dla tych co lubią więcej mięsa w galarecie)
10-15 ziaren ziela angielskiego
6 liści laurowych
3 cebule (nieduże)
4 marchewki (średnie)
1 mały seler
1 średnia pietruszka
6 ząbków czosnku
+ jajka na twardo do umieszczenia w porcjach
Sposób przygotowania:
Do gara (może być szybkowar)
wrzucić 6 wieprzowych nóżek, dodać ziele angielskie (ok. 10 – 15 ziaren)
liście laurowe (6), łyżkę soli, zalać wodą tak, żeby były przykryte i
objętość wody była o połowę wyższa w garnku niż wysokość nóżek, ewentualnie
można dodać golonkę (dla miłośników mięsa w galarecie – golonka powinna być przecięta
wzdłuż na pół). Gotować do czasu aż nóżki się rozpadają, to znaczy da się je
swobodnie przekroić łyżką. Schłodzić, tak żeby ściął się na wierzchu tłuszcz.
Tłuszcz zebrać łyżką i wyrzucić. Galaretę podgrzać, dodać cebulę (3
nieduże) marchewkę (4 średnie) seler (mały) i średniej wielkości
pietruszkę, gotować do miękkości marchewki (tak żeby dała się kroić łyżką).
Wyłączyć galaretę, do gorącej dodać przeciśnięty przez praskę czosnek (6
dużych ząbków) sól, pieprz do smaku.
Rozdzielić mięso od kości,
pozostawić mięso, skóry, chrząstki, kości wyrzucić.
Ugotować jajka na twardo, do
miseczek w których ma być galareta dać ćwiartkę jajka, kawałek ugotowanej
marchewki, mięso, skóry, chrząstki, zalać to pozostałym
płynem z galarety. Wsadzić do lodówki do zastygnięcia.
czwartek, 10 września 2015
Rosół - przepis mojego taty
Mój wujek nie lubi rosołu, jednak gdy przyjeżdża do nas, na stole zawsze czeka na niego parujący gar. Rzadko rosół znika tak szybko, jak wtedy gdy ma go zjeść wujek. Ja rosół lubię, pewnie dlatego, że wychowałam się na rosole mojego taty, a to co podawano w stołówkach uważałam za jedynie mgliście spokrewnione z rosołem. Rzadko jednak robię rosół, gdyż jest to danie wybitnie familijne, żeby wyszedł dobry potrzeba dużo mięsa i warzyw, a więc i wielkiego garnka. Dziś, gdy mój mąż kupował na placu mięso na rosół, otrzymał darmową poradę:
Pani: Duży czy mały ten kurczak?
Mąż: Mały, nie ma za dużego garnka
Pani: Kupić większy garnek
Poza tym dobry rosół musi się gotować. Mój gotował się od ok. 10 rano do 18 - czyli jakby nie patrzyć pełną dniówkę. Tata zwykle gotuje go na raty przez kilka popołudni. Najdłużej gotowała się wołowina, gdyż zgodnie z taty filozofią każdą rzecz w rosole ma się dać pokroić łyżką (nie opryskując przy okazji siebie i współbiesiadników fontanną rosołu). Poza tym długie gotowanie na wolnym ogniu pozwala uwolnić z mięsa i warzyw cały aromat i umieścić go w zupie :)
Składniki:
0,5 kg mięsa wołowego (rosołowego)
mały kurczak
3 marchewki
2 pietruszki
1 mały seler (lub kawałek)
2 małe cebule
ćwiartka kapusty (z tych mniejszych)
kawałek pora
liście selera
lubczyk
Sposób przygotowania:
Mięso wołowe umyć i podzielić na czyli np. na trzy, tak żeby nie wystawały z gara, wodę z mięsem posolić. Ustawić na małym ogniu i gotować aż będzie się dało kroić łyżką (jeżeli zamiast kurczaka macie udo z indyka, można go wrzucić niego wcześniej, bo mięso indycze dłużej się gotuje), gdy wołowina jest miękka wrzucamy kurczaka (także rozsądnie podzielonego) i cebule, po jakichś 10 minutach resztę warzyw, oprócz liści selera i lubczyku. Gotować na wolnym ogniu aż marchewki nie będzie się dało pokroić łyżką, gdy marchewka zacznie robić się miękka można wrzucić posiekane liście selera oraz lubczyk.
Całość trwa bite 8h, w tym czasie zdążyłam zrobić, zapakować do słoików i zapasteryzować dżem żurawinowy i praktycznie usmażyć pierwszą partię powideł, a także wyprać dwa prania, zjeść "lunch" i ze trzy razy umyć gary. Plus gar rosołu nie mieści mi się do lodówki. Za to ten smak...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





