Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2019

Poświąteczna sałatka śledziowa

Z dokładnym odtworzeniem smaku tej sałatki może być problem, bo składnikiem podstawowym tej sałatki są marynowane śledzie robione przez moją teściową. W tym roku odrobinę za słone, więc kiepsko wchodziły same, za to przerobione na sałatkę - poezja. Nie można było przestać jeść. Cały garnek zniknął niepostrzeżenie pod osłoną nocy (nie podjadaj mąż!).

Śledzie teściowej na pewno zawierają w marynacie ziarna kolendry, kolorowy pieprz, ziele angielskie i liść laurowy oraz olej, co jeszcze - słodka tajemnica.

Składniki:
śledzie teściowej (niecały półlitrowy słoik)
ziemniaki (ok. kilograma) 
puszka białej fasoli
jedno duże jabłko
pół czerwonej cebuli - sparzonej wrzątkiem

sos
olej spod śledzi
ocet jabłkowy
pieprz
mieszanka przypraw: suszone pomidory z czosnkiem i bazylią (spora ilość - alternatywnie można do sałatki dodać suszone pomidory w oleju lub namoczone suche).

Sposób przygotowania:
Ugotować i ostudzić ziemniaki, następnie pokroić je w kostkę, dodać śledzie (w zależności od wielkości kawałków można zostawić jak są lub trochę rozdrobnić), dodać fasolę odsączoną z wody, jabłko pokroić w kostkę, dodać do reszty składników, cebulę pokroić bardzo drobno (przynajmniej ja tak lubię najbardziej), umieścić na siteczku i przelać porządnie wrzątkiem, dodać do sałatki. Całość zalać sosem.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Karmazyn marynowany w grapefrucie

Taki pomysł na szybko, bo się trafił akurat w miarę świeży karmazyn (mąż zauważył, że właśnie został dowieziony do Biedy i ma datę dwa tygodnie do przodu czy coś - swoją drogą fuj). Grapefrut był w domu. Do tego rozmaryn, czosnek pieprz i sól i oczywiście piekarnik. A i masełko na wierzch. Pychota!



Składniki: 
Filety z karmazyna 
kilka cząstek grapefruta ( koniecznie bez albedo czyli tego białego, bo będzie okropnie gorzkie) 
kilka gałązek rozmarynu 
główka czosnku - ząbki pokrojone w kawałki
 świeżo mielony pieprz kolorowy 
sól 
masło 

Sposób przygotowania: 
Rybę umyć i osolic, zostawić na noc w lodówce, lub kilka godzin w temp. pokojowej, do naczynia na dno położyć parę strużyn masła, na wierzch wyłożyć rybę, polać sokiem z grapefruta i obłożyć cząstkami, posypać rozmarynem, pieprzem i paroma strużynami masła. Zapiekać w piekarniku w temp. 180 stopni przez 20 min do 0,5h.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Dorsz na pieczonych porach z domowym majonezem z książki Lunch w Paryżu

Książka, z mojego ulubionego gatunku mózgotrzepów: odkrywanie uroków kuchni i gotowania przez kogoś kto tego dotąd nie robił oraz odkrywanie rozkoszy zakupów na targu. Co może być piękniejszego niż zakupy na targu? Zwłaszcza jak ma się swoich ulubionych sprzedawców, którzy pamiętają. Mam grupę ulubionych sprzedawców na pobliskim placu (tak na targ mówi się w Krakowie, jeżeli to nie Kleparz) w tym leciwego (o ile dobrze pamiętam 87 letniego) Pana Stanisława, który wciąż podrywa młode kobiety i jak nam niegdyś powiedział, kiedyś o mało w mordę nie dostał za te teksty (w sumie się nie dziwię, patrząc na teksty, ale od kiedy wiem ile pan ma lat, to mnie to już bawi i wzrusza, że taki dziarski jest ;)), Państwa sprzedających nasze ulubione pomidory, którzy zawsze pytają jak leci oraz gdzie mąż (gdzie żona), z którymi już parę godzin spędziliśmy gadając o bzdurach. Panią z węgierskiego, z którą też zawsze zamienimy miłe słowo i Pana sprzedającego wyciskane soki, który tłumaczył nam dlaczego nie opłaca nam się kupować wyciskarki ("wiecie ile soków możecie u mnie wypić za tą kasę? A ja Wam wycisnę z czego tylko chcecie i nie musicie potem tego myć - same plusy"). Stąd łatwo mi się wczuć w opowieści autorki książki "Lunch w Paryżu" - Elizabeth Bard w opowieści o paryskich targach. Jedzenie rzeczy, których wcześniej się nie jadło żeby nie zniechęcić do siebie rodziny przyszłego męża? Hmmm, hmmm teściowa to czyta, ale powiem Wam w sekrecie, że po raz pierwszy jadłam żołądki (były ok, choć do spróbowania byłam chętna podobnie jak autorka do majonezu) oraz pulpety w sosie koperkowym, których u mnie w domu się nie robiło, a uraz miałam od przedszkola (w wykonaniu teściowej rewelacja i za kolejnym razem też chciałam). Także rozumiem w pełni jakie katusze przeżywała jadąc po raz pierwszy do rodziny przyszłego męża ;) Tylko empatia pomaga mi zrozumieć za to trudności związane z przygotowaniem pora (biedni Amerykanie, którzy znają tylko pora w kawałkach na tacce w markecie) czy nieznajomość selera bulwiastego - tu współczuję też Anglikom, seler tam jest do kupienia bez problemu, ale w angielskich książkach wszędzie tam gdzie prosi się o bulwę (np. wywary, warzywny spód pod mięso) dają seler naciowy.

Chyba moim ulubionym rozdziałem tej książki jest ten o walce z porem i konieczności zjedzenia majonezu (domowego). To po przeczytaniu tej książki zapragnęłam po raz pierwszy zrobić majonez, mimo, że u nas nie ma na niego chętnych. Sama potrawa też mi się spodobała. Więc jak przy okazji sushi i "niechcemisia" w zakresie pójścia do sklepu powstał domowy majonez (ilość absurdalnie wielka) a w Biedzie "rzucili" dorsze oraz ostał się jeden por (powinno być 6 malutkich, ale co ja mogę), postanowiłam zrobić tą potrawę. I w sumie nie dziwię się, że ta książka, w której fabuły jest zdecydowanie więcej niż przepisów, otrzymała kilka nagród dla najlepszej książki kucharskiej. Wyszło bombowo (tylko stos garów do mycia na potem, ale było na tyle dobre, że mąż nawet nie protestował i nadal mówił, że danie do powtórzenia, już po tym jak zobaczył ile garów jest do umycia :p - to chyba najlepsza rekomendacja).



Składniki:
6 małych porów (lub jeden gigantyczny) pokrojonych w wiechcie - czyli biała część stanowi rączkę, a góra rozcięta na cztery - ja swojego wielkiego podzieliłam na 4 wzdłuż i wiechcie robiłam z takich części, samą górę zostawiłam do późniejszego wykorzystania
filet z dorsza - u mnie paczka ok. 0,5 kg
buquet garni (tymianek, liść laurowy, ziele angielskie, nać pietruszki, pieprz ziarnisty, sól, można dodać kawałki pozostałości z pora)
domowy majonez (jest różnica, warto dodać)

Każda część robiona jest osobno, stąd ilość garów.
+ naczynie żaroodporne, najlepiej duże z płaskim dnem (u mnie szklana pokrywa od brytfanki)
+ garnek, głęboka patelnia
 
Sposób przygotowania:
Na dno naczynia żaroodpornego nalać olej lub oliwę. Położyć pokrojone w wiechcie pory i międląc dłońmi każdy kawałek pokryć warstwą tłuszczu (dzięki temu się nie przypali), piec w temp. 180 stopni przez ok. 20 minut (aż będzie miękki - sprawdzić widelcem). W garnku (na głębokiej patelni) zagotować wodę z ziołami, dodać kawałki dorsza (tak w porcjach jak do jedzenia) i gotować ok. 8 minut (nie można za długo bo rozleci się w proch i pył). Gotowego pora wyjąć z piekarnika, na nim położyć wyjęte łyżką cedzakową dorsze, na każdym kawałku ryby umieścić majonez. 

Wydaje się wręcz niemożliwe, żeby coś tak dobrego było tak proste.



Sushi teraz Polska

Jeszcze z kawalerskiego lokum mojego męża przyjechała cała masa ingrediencyj do sushi oraz wszelkiej maści "chińczyków" w tym np. 3 butelki sosu sojowego, każdy inny oraz inny od sosu, który ja miałam w domu. Do tego ocet ryżowy, zaprawa do ryżu oraz cała masa innych rzeczy, które w trybie natychmiastowym zawaliły całą szafkę kuchenną. Do tego nori. Już dawno zaplanowaliśmy sushi i kupiliśmy do niego ryż. I tak płynął dzień za dniem, a sushi się nie pojawiało. W końcu zaczęliśmy drżeć, że za chwilę mole zjedzą nam ten ryż zanim my się za niego weźmiemy. W związku z tym wczoraj wieczorem ugotowaliśmy ryż (całe pół kilowe opakowanie - będziemy mieć sushi week, no chyba że month) i zrobiliśmy sushi*. Tzn. robił głównie chłop, ja kroiłam rolki. Skorzystaliśmy z przepisu na choinkę z sushi z bloga Sushi DOMI tyle, że połowę zrobiliśmy z ryżem z wierzchu a połowę z algami z wierzchu, bo się wygodniej zwija ;)

A skąd teraz Polska? Ze sklepu. A konkretniej z czytania etykiet. Po przeczytaniu, że tubka/puszka wasabi składa się w najlepszym razie z 2% wasabi a poza tym głownie z chrzanu i gorczycy, a w tym gorszym razie wcale nie z wasabi tylko z chrzanu, gorczycy, chemii i barwnika, doszliśmy do wniosku, że płacenie ceny 20 zł za nie wiem 10, 20 gramów? barwnika i chemii, to jednak przesada i po prostu wymieszaliśmy w domu chrzan z gorczycą w proszku. Nie jest to tak ostre jak to z tubki, ale też nie postaraliśmy się mocno i użyliśmy chrzanu ze słoika, myślę że świeży tarty chrzan byłby nie do odróżnienia (poza kolorem of course).



Składniki:
ryż do sushi (u nas pół kg)
algi nori
wędzona makrela
awokado
majonez (użyłam domowego, mój debiut)
koperek
+ do niektórych poszła także smażona na półchrupko marchewka

+ ocet ryżowy, sos sojowy, cukier na zaprawę (przepis był podany na opakowaniu ryżu, ale daliśmy duużo mniej cukru)
+ sos sojowy, wasabi (chrzan z gorczycą) do moczenia rolek
+ można dać też marynowany imbir na przegryzkę, ale skoro ja też to miałam jeść to nie było

Sposób przygotowania:
Ugotować ryż według przepisu na opakowaniu, pozostawić do wystudzenia, zaprawić (również wg przepisu na opakowaniu, my wolimy kwaśniejsze, więc daliśmy 2 łyżki octu, łyżkę sosu sojowego i troszkę cukru). Teraz zwijanie:
Nasz przepis był na uramaki, czyli sushi z ryżem na wierzchu. W związku z tym, że ryż się lepi, rolki zwija się na macie owiniętej w folię spożywczą. Wygodnie jest zrobić je z połowy płata nori (przy okazji łatwiej też zjeść taki mniejszy kawałek). Na macie umieszczamy nori, na płacie alg rozsmarowujemy warstwę ryżu, tak by pokryła całość (inaczej niż gdy to nori ma być na wierzchu), ryż obsypujemy koperkiem. Odwracamy ryżem do maty i na algach smarujemy pasek chrzanu (wasabi lub wg naszej tajnej receptury ;)), umieszczamy pasek makreli (trzeba ją wcześniej uważnie pozbawić ości) i pokrojone na paski awokado, dodajemy pasek majonezu, zwijamy ciasno. Czynność powtarzamy do utraty tchu i składników. Można ułatwić sobie zadanie robiąc normalne maki - trzeba wtedy pamiętać, by zostawić z brzegu pasek alg bez ryżu i zmoczyć go wodą przed zwinięciem, by skleił się w wałek. 

Sushi kroimy dużym ostrym nożem, który pomiędzy każdym cięciem myjemy i zwilżamy wodą. Ryż na drugi dzień po ugotowaniu nie lepi się już tak do noża, wystarczy zwilżać go co rolkę, a do sushi wciąż lepi się dobrze, więc ugotowanie ryżu dzień wcześniej może być dobrym pomysłem.

* mam dość sushi na następny rok, z butelek zniknęła jedna (ehhh), a to wczoraj było co najmniej 2 tygodnie temu (aż nieprawdopodobne, wydawałoby się że z miesiąc, dwa co najmniej - tak te dni wypchane).
 

wtorek, 17 listopada 2015

Łosoś z kawiorem - przystawka lub przekąska ą ę

Przepis znam od moich rodziców. Bardzo lubię łososia z kawiorem, ale robiony jest bardzo rzadko, bo to taka ą i ę przystawka. Można by go podać na święta, ale jest tyle tradycyjnych potraw, że trudno wtedy docenić takie danie. Warto użyć porządnego łososia wędzonego, takiego by miał równe, cienkie i nierozpadające się płaty, mój - ten użyty na zdjęciu nie spełniał tych warunków, w związku z czym rolki są różnej wielkości i troszkę są nieforemne, no ale była to potrawa z pozostałości masy serowej, więc też nic się nie stało, że nie były jakieś super foremne, bo to tylko wersja na domowe śniadanie. Uwaga - do plastra łososia nie wchodzi zbyt wiele masy, więc nie trzeba robić jej zbyt wiele (zawsze zostaje, mnie tam nie przeszkadza, masa jest wystarczająco smaczna nawet bez łososia).



Składniki:
ok. 180 - 250 g twarogu sernikowego - trzeba uważać kupując, w niektórych serach jest mąka ziemniaczana w składzie, co przy serniku jest ok, przy innych rzeczach tak sobie
pęczek koperku
sok z cytryny (w zależności od planowanej kwaśności od pół do całej cytryny)
słoiczek czerwonego kawioru
sól, pieprz kajeński (nie przesadzić, bo będzie smakowało tylko pieprzem)

+ łosoś wędzony w plastrach

Sposób przygotowania:
Składniki masy wymieszać, dobrze drobno pokroić koperek, żeby się nie ciągnął poza łososia. Gotową masę wykładać na plaster łososia, następnie go zwinąć, układać na talerzu, pokropić sokiem z cytryny, udekorować koperkiem. Schłodzić w lodówce, wtedy całość lepiej się trzyma i łatwiej podać na talerz.

wtorek, 20 października 2015

Smażony śledź

W sumie żadna filozofia, ale ze statystyk wnoszę, że najwięcej ludzi szuka przepisów na proste dania, co w sumie chyba nie jest niczym dziwnym, bo ten kto gotuje dużo, zawsze sobie coś rozkmini, a od czegoś trzeba zacząć.



Składniki:
śledzie
sól
mąka
olej

Sposób przygotowania:
Śledzie wypatroszyć umyć osolić, zostawić na noc (lub dzień) w lodówce - minimum kilka godzin. Przed smażeniem opanierować w mące, smażyć na gorącym oleju (można sprawdzić temp. oleju wrzucając grudkę mąki, gdy są bąbelki dookoła, olej jest wystarczająco gorący). Najważniejsza jest temperatura oleju, zimny wsiąknie w rybę i wszystko będzie fatalne. Smażyć na wolnym ogniu (smażenie na ostrym ogniu spowoduje, że wierzch się spali, a środek będzie surowy). Jak już wspomniałam, warto jeść śledzie, również świeże, nie tylko marynowane :)



Szczupak na parze

Trochę lżejsza opcja względem pokazanego parę wpisów temu szczupaka duszonego w cebuli i czosnku. W ten sposób można przygotować większość ryb, kurczak też mógłby się udać. Robi się szybko i bardzo prosto.



Składniki:
dzwonka szczupaka (osolone dzień wcześniej)
pieprz
przyprawa pomidory z bazylią i czosnkiem
koperek

Sposób przygotowania:
Dzwonka szczupaka włożyć do garnka na parę, posypać pieprzem, posypać przyprawą pomidory bazylia czosnek, pod koniec gotowania posypać koperkiem.


Szczupak duszony w cebuli i czosnku

Kolejny z klasycznych przepisów moich rodziców. O ile pamiętam danie powstało z potrzeby chwili podczas któregoś z rejsów mazurskich podczas których rodzice jedzą głównie ryby. W Małopolsce o to raczej trudno. Duże szczupaki często nie są wybitne w wersji smażonej, bo jako duże ryby nie mają miękkiego, pysznego mięsa. Potrzebny jest inny sposób przygotowania, aby wydobyć z niego wszystko co najlepsze. Duszenie właśnie to potrafi! Zatem dusimy.



Składniki:
szczupak (duży będzie w sam raz, u nas 2,5 kg)
olej
4 cebule
8 ząbków czosnku
sól, pieprz, przyprawa suszone pomidory z czosnkiem i bazylią

Sposób przygotowania:
Dzień wcześniej szczupaka sprawić i osolić. Na rozgrzany olej wrzucić pokrojoną w kostkę cebulę, przesmażyć na lekko złoto, dodać 5 ząbków czosnku pokrojonych w plasterki, podsmażyć. Wrzucić dzwonka szczupaka, podlać trochę wodą, przyprawić pieprzem i przyprawą, przykryć, dusić do miękkości. Na koniec dodać wyciśnięte 3 ząbki czosnku, zagotować.